Dlaczego warto zastrzec swoje logo firmowe?

21 minut czytania

Zastrzec swoje logo firmowe warto przede wszystkim dlatego, że daje ci to absolutny, bezwzględny monopol prawny na zarabianie pod tą konkretną marką. Posiadając świadectwo ochronne z Urzędu Patentowego, zyskujesz twarde narzędzie do natychmiastowego blokowania konkurencji, usuwania cudzych ofert z portali aukcyjnych i przejmowania domen internetowych, które żerują na twojej nazwie. Bez tego formalnego wpisu zostajesz wyłącznie z kruchym prawem autorskim, które w zderzeniu z brutalnymi realiami rynkowymi zazwyczaj przegrywa z kretesem.

Prawdę mówiąc większość przedsiębiorców budzi się z ręką w nocniku. Rejestrują działalność, zamawiają ładną grafikę u freelancera, stawiają stronę i zaczynają sprzedawać. Mijają trzy lata. Biznes rośnie. A potem rano otwierają skrzynkę mailową i widzą wezwanie od prawnika z Warszawy. Ktoś inny właśnie zarejestrował ich nazwę w Urzędzie Patentowym Rzeczypospolitej Polskiej. Ktoś, kto zauważył, że marka ma trakcję. I ten ktoś żąda teraz opłaty licencyjnej za każdy miesiąc używania nazwy wstecz. Zrobiliśmy na wdrożeniu u jednego klienta w Zabrzu taki audyt marki, po którym okazało się, że jego główny konkurent z ulicy obok złożył wniosek o rejestrację łudząco podobnego znaku. Kosztowało ich to potem 150 tysięcy złotych za ugodę. Zwykła, prozaiczna ugoda, by nie musieli robić nagłego rebrandingu, wymieniać szyldów, oklejać na nowo floty samochodowej i tracić całej historii w Google. To boli.

Czy prawo autorskie chroni moje logo bez rejestracji w urzędzie?

Nie. I to jest najgorszy mit, jaki krąży na grupach dla początkujących biznesmenów. Prawa autorskie chronią twórcę grafiki, a nie twój model biznesowy. Jeżeli zapłaciłeś grafikowi za projekt, to masz prawo do tego konkretnego rysunku. Ale jeśli konkurent nazwie swoją firmę tak samo jak ty i użyje zupełnie innej czcionki oraz innych kolorów, prawo autorskie jest bezradne. Twój rysunek nie został skopiowany. Została skradziona twoja tożsamość rynkowa.

Znak towarowy działa zupełnie inaczej. Chroni on pole eksploatacji gospodarczej. Zastrzegając nazwę jako znak słowny, blokujesz każdego, kto chciałby sprzedawać podobne towary pod tą samą nazwą, niezależnie od tego, jakiego fontu użyje. Słuchaj, w zdecydowanej większości spraw, które przerabiałem z prawnikami, sam papier z pieczęcią z UPRP kończy spór w tydzień. Wysyłasz pismo do naruszyciela, załączasz kopię świadectwa ochronnego i gość odpuszcza. Dlaczego? Bo widzi twardy dowód. Urzędowy monopol. Z prawem autorskim musisz iść do sądu, powoływać biegłych, udowadniać, że to w ogóle jest utwór, pokazywać umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych. Zmarnujesz dwa lata i dziesiątki tysięcy złotych na same zaliczki dla sądu.

Zastanawiacie się zresztą, dlaczego duże marki tak na to cisną (wystarczy spojrzeć na to, jak powstała marka Adidas i jak rygorystycznie chroni swoje logo)? Sam się nad tym borykałem dzisiaj u siebie w biurze, przeglądając spory z zeszłego roku. Odpowiedź jest prosta. Oni nie mają czasu na udowadnianie czegokolwiek. Chcą wysłać jeden formularz do administracji Facebooka lub Allegro i usunąć aukcję podróbki w 24 godziny. I właśnie to daje im rejestracja. Koniec kropki.

Jakie realne korzyści daje zastrzeżenie znaku towarowego?

Zawsze powtarzam klientom, że certyfikat z urzędu to nie jest oprawiony w ramkę dyplom do powieszenia nad biurkiem. To agresywne narzędzie biznesowe do robienia porządków na rynku. Pozwala na rzeczy, o których bez niego możesz tylko pomarzyć.

  • Blokowanie sprzedaży u gigantów technologicznych. Amazon Brand Registry, program ochrony marek na Allegro, a nawet formularze zgłaszania naruszeń na Instagramie wymagają podania numeru zarejestrowanego znaku towarowego. Jeśli go nie masz, formularz odrzuci twoje zgłoszenie automatycznie. Mając znak, jedno twoje kliknięcie zdejmuje z sieci ofertę konkurenta, który podszywa się pod twój produkt. To ty dyktujesz warunki.
  • Ochrona przed kradzieżą domeny internetowej. Konkurent wykupuje domenę z końcówką .com.pl, podczas gdy ty masz .pl. Jeśli masz zarejestrowany znak towarowy, po prostu idziesz do sądu polubownego do spraw domen internetowych i odbierasz mu ten adres. Prawo ochronne działa tu jak taran.
  • Wzrost realnej wartości spółki.
  • Święty spokój.

Zwróć uwagę na ten ostatni punkt. Święty spokój na co dzień w firmie to coś, czego nie widać w Excelu. Chociaż prawdę mówiąc brakuje nam twardych danych za wczoraj z rynku, żeby to wycenić co do złotówki, więc wydaje się to tylko jedną z możliwych hipotez psychologicznych na najbliższy kwartał, ale przedsiębiorca, który wie, że nikt mu z dnia na dzień nie zabroni używać własnej nazwy, podejmuje odważniejsze decyzje inwestycyjne. Nie boisz się pompować budżetu w kampanie Google Ads, skoro wiesz, że marka jest w stu procentach twoja.

Ile kosztuje zastrzeżenie logo w Polsce i Europie?

To wcale nie są kwoty, które rujnują budżet. Mit o gigantycznych kosztach ochrony patentowej wziął się z mylenia wynalazków technologicznych (których ochrona faktycznie kosztuje dziesiątki tysięcy) ze zwykłymi znakami towarowymi. Rejestracja znaku to ułamek budżetu, jaki przeznaczasz rocznie na kawę do biura.

Koszty dzielą się zawsze na dwie części. Opłata za zgłoszenie i opłata za 10-letni okres ochronny. Płacisz raz na dekadę. Więc podziel te kwoty przez 120 miesięcy i zobaczysz, jak śmiesznie niska jest to polisa ubezpieczeniowa dla twojego biznesu.

Terytorium ochrony Instytucja Podstawowa opłata urzędowa (za 1 klasę) Czas trwania ochrony
Tylko Polska UPRP (Urząd Patentowy RP) 400 zł (zgłoszenie) + 400 zł (ochrona) = 800 zł 10 lat
Cała Unia Europejska (27 krajów) EUIPO (Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej) 850 EUR 10 lat

Do tego trzeba doliczyć wynagrodzenie rzecznika patentowego, jeśli zlecasz mu sprawę. A uwierz mi, powinieneś mu to zlecić. Widziałem na własne oczy dziesiątki odrzuconych wniosków tylko dlatego, że właściciel firmy źle dobrał klasy towarowe. Próbował zaoszczędzić tysiąc złotych na specjaliście, a w efekcie stracił opłaty urzędowe, bo tych nikt ci nie zwróci w przypadku odmowy rejestracji.

Czym są Klasy Nicejskie i dlaczego muszę je wybierać?

Nie zastrzegasz logo na wszystko i wszędzie. To absurd. Monopol otrzymujesz tylko w konkretnych kategoriach rynkowych, które nazywamy Klasami Nicejskimi. Międzynarodowa klasyfikacja dzieli wszystkie towary i usługi na 45 klas. Klasa 9 to oprogramowanie i elektronika. Klasa 25 to odzież (w tym na przykład popularne jeansy high waist). Klasa 35 to usługi reklamowe i prowadzenie sklepów. Klasa 41 to edukacja i szkolenia.

Więc jeśli produkujesz buty i nazywasz się „Błyskawica”, to rejestrujesz znak w klasie 25, a jeśli zastanawiasz się, jaka nazwa dla salonu piękności będzie najlepsza, szukasz ochrony w odpowiedniej dla usług kosmetycznych klasie 44. Jeżeli ktoś inny założy firmę transportową o nazwie „Błyskawica” i zarejestruje ją w klasie 39, to urzędy nie widzą w tym problemu. Nie wchodzicie sobie w drogę. Konsument nie pomyli firmy przewożącej palety z producentem trampek. Zrozumienie tego mechanizmu ułatwia wejście na rynek nawet wtedy, gdy popularne słowa są już zajęte przez branże zupełnie niezwiązane z twoją.

Tu jednak pojawia się haczyk. Wybór odpowiednich klas wymaga myślenia do przodu. Jeśli dzisiaj sprzedajesz tylko koszulki (klasa 25), ale za dwa lata planujesz otworzyć własną linię kosmetyków (klasa 3), to musisz zgłosić obie klasy już teraz. Każda dodatkowa klasa to dodatkowa opłata w urzędzie. W Polsce to 120 zł za każdą kolejną klasę przy zgłoszeniu i 400 zł za ochronę. W EUIPO druga klasa kosztuje 50 EUR, a trzecia i każda następna po 150 EUR.

Jak sprawdzić, czy ktoś już nie ukradł mojego znaku?

Badanie zdolności rejestrowej znaku to fundament. Zanim w ogóle wyślesz wniosek i zapłacisz, musisz przeszukać bazy danych. Wchodzisz na stronę TMview. To darmowe narzędzie agregujące bazy urzędów z całego świata. Wpisujesz swoją nazwę i patrzysz, co wyskoczy.

Ale to nie jest takie proste. Prawo mówi, że nie możesz zarejestrować znaku identycznego ORAZ łudząco podobnego. A to oznacza, że jeśli chcesz zastrzec nazwę „Kofina” dla kawiarni, a ktoś ma już „Kofeinę”, to masz problem. Jeśli chcesz „Vellure”, a na rynku istnieje „Velura”, dostaniesz sprzeciw. Systemy komputerowe nie wyłapią wszystkich fonetycznych i wizualnych podobieństw. To zadanie dla człowieka. I to człowieka, który wie, jak orzekają sądy w takich przypadkach.

Właściwie to badanie znaków przypomina grę w sapera. Jeden zły krok, jedno przeoczenie i twój wniosek zostaje ustrzelony przez dużą korporację, która stale monitoruje bazy urzędowe. Mają ustawione automatyczne alerty. Zgłaszasz znak, a oni w ciągu trzech miesięcy okresu sprzeciwowego wysyłają do urzędu blokadę. I zostajesz z niczym.

Kto ma pierwszeństwo w Urzędzie Patentowym?

Zasada jest brutalna i prosta zarazem. Kto pierwszy, ten lepszy. Urząd nie bada, kto wymyślił nazwę. Urząd sprawdza, kto pierwszy złożył wniosek. To oznacza, że twój były wspólnik, zwolniony pracownik, albo wściekły konkurent może wstać jutro rano, zaparzyć kawę, odpalić platformę e-PUAP i zgłosić twoją markę na siebie. Jeśli zdąży przed tobą, to on zyskuje prawo ochronne.

A ty? Ty musisz wtedy wchodzić w skomplikowane i kosztowne spory o unieważnienie jego znaku, powołując się na złą wiarę (bad faith). Udowodnienie złej wiary przed urzędem to droga przez mękę. Musisz pokazać maile, świadków, dowody na to, że naruszyciel dokładnie wiedział o twoim istnieniu i zrobił to specjalnie by cię zniszczyć. Zrobiliśmy u nas w biurze kiedyś taką sprawę dla hurtowni. Trzy lata przepychanek pismami. Zwykła rejestracja na samym początku kosztowałaby ich 800 zł. Spór kosztował prawie 40 tysięcy.

Co zrobić, gdy konkurencja używa podobnej nazwy lub grafiki?

Masz w ręku świadectwo rejestracji. I nagle widzisz, że na sąsiedniej ulicy, albo w wynikach wyszukiwania Google, pojawia się firma o łudząco podobnej nazwie. Działasz natychmiast.

Nie dzwonisz do nich i nie prosisz. Wysyłasz oficjalne wezwanie do zaniechania naruszeń (cease and desist letter). W takim piśmie żądasz czterech rzeczy. Po pierwsze, natychmiastowej zmiany nazwy. Po drugie, usunięcia wszystkich materiałów z sieci. Po trzecie, wydania bezpodstawnie uzyskanych korzyści ze sprzedaży pod twoją marką. Po czwarte, podpisania oświadczenia, że nigdy więcej tego nie zrobią pod groźbą kary umownej.

Ludzie pękają. Prawda jest zresztą absolutnie taka, że nikt nie chce iść na wojnę z właścicielem znaku towarowego, bo statystyki sądowe są miażdżące dla naruszycieli. Sędziowie w sądach własności intelektualnej (a to specjalne wydziały w Polsce) widzą sprawę czarno na białym. Jest papier? Jest ochrona. Zmieniaj nazwę i płać.

Czy muszę rejestrować logo od razu przy starcie firmy?

Nie ma obowiązku prawnego. Ale biznes to zarządzanie ryzykiem. Jeśli testujesz produkt i nie wiesz, czy firma przetrwa trzy miesiące, możesz poczekać. Ale jeśli wchodzisz na rynek z budżetem, robisz kampanie reklamowe, budujesz społeczność, wdrażasz program partnerski Ceneo i pozycjonujesz sklep w Google, brak rejestracji to czyste samobójstwo. Budujesz dom na cudzej ziemi.

Michał, rzecznik patentowy z którym często wymieniam się doświadczeniami przy trudnych sprawach IT, rzucił mi kiedyś na spotkaniu: „Zastrzeganie marki jak biznes już mocno zarabia, to jak kupowanie autocasco w momencie, gdy samochód już owinął się wokół drzewa. Trochę za późno na negocjacje z ubezpieczycielem”.

Zgłosić samą nazwę czy grafikę?

Tu dochodzimy do najważniejszej strategii. Co dokładnie chronić? Znak słowny (sam tekst) czy znak słowno-graficzny (logo z obrazkiem)?

Znak słowny daje najszerszą i najsilniejszą ochronę. Chroni samo brzmienie nazwy. Nieważne, czy napiszesz to Comic Sansem, czy wyryjesz w drewnie. Masz monopol na to słowo w swojej branży. Zastrzegasz nazwę „Kowalski Budownictwo” (oferując na przykład montaż płyt gipsowo-kartonowych) i nikt nie może jej użyć. Problem w tym, że urzędy bardzo często odmawiają rejestracji samych słów, jeśli są one zbyt opisowe. Nie zastrzeżesz słowa „Super Chleb” dla piekarni. To określenie ogólnoinformacyjne. Każdy piekarz ma prawo powiedzieć, że jego chleb jest super.

Więc jeśli twoja nazwa jest słaba, opisowa, albo potoczna, jedynym ratunkiem jest dodanie do niej bardzo charakterystycznej grafiki i zgłoszenie całości jako znaku słowno-graficznego. Urząd przyzna ci ochronę na całą kompozycję. To nieco słabsza tarcza, bo konkurent może wziąć twoje słowo, ale zmienić grafikę i próbować udawać kogoś innego, ale to wciąż sto razy lepsze niż brak jakiejkolwiek rejestracji.

Zmieniliśmy te zasady na robocie u kilku e-commerce’ów w zeszłym roku. Próbowali najpierw sami przepchnąć opisy kategorii jako znaki słowne. UPRP odrzucił wszystko. Zrobiliśmy im szybki lifting logo, dorzuciliśmy mocny sygnet graficzny i zgłosiliśmy jako kompozycję. Przeszło gładko w dwa miesiące.

Skutki braku ochrony w erze globalnego handlu

Słuchaj, żyjemy w czasach, w których twój towar można skopiować w Chinach i wrzucić na europejski rynek w trzy tygodnie. Jeśli sprzedajesz unikalne rzeczy, a twoja marka zyskuje rozpoznawalność, chińscy producenci momentalnie przejmą twój brand. Często robią to tak perfidnie, że sami rejestrują twoją nazwę w EUIPO z terenu Azji.

I wiesz co się dzieje potem? Twój własny towar zostaje zatrzymany przez cło na granicy w Polsce. Urząd Celny blokuje kontener, bo system wskazuje, że naruszasz unijny znak towarowy należący do jakiegoś podmiotu w Shenzhen. Musisz udowadniać, że to ty jesteś twórcą, a oni cię ukradli. Towar leży w porcie, ty płacisz kary za przestoje, klienci żądają zwrotów. Istny dramat, którego można było uniknąć płacąc te kilkaset euro za unijny wniosek rok wcześniej.

Rebranding a utrzymanie praw do znaku

Firmy się zmieniają. Logo z 2010 roku rzadko kiedy pasuje do estetyki roku 2024. Robisz rebranding. Zmieniasz kolory, wyrzucasz stare elementy, zostawiasz tylko nowoczesny, płaski napis. Co ze starym prawem ochronnym?

Prawo do znaku towarowego wygasa, jeśli nie używasz go w zarejestrowanej formie przez nieprzerwany okres 5 lat. Jeśli twoje nowe logo drastycznie różni się od tego w urzędowych papierach, konkurencja może złożyć wniosek o wygaszenie twojego znaku z powodu nieużywania. Dlatego przy każdym większym rebrandingu należy bezwzględnie złożyć nowe zgłoszenie. Trzeba aktualizować swoje portfolio prawne tak samo, jak aktualizujesz oprogramowanie w firmie. Stare prawa mogą sobie wisieć jako historia, ale bieżąca działalność musi być chroniona nowym certyfikatem.

Dlatego zawsze powtarzam, że najsilniejszą opcją jest rejestracja znaku słownego. Znak słowny się nie starzeje. Słowo „Apple” to zawsze słowo „Apple”, niezależnie od tego, czy logo to tęczowe jabłko z lat 80., czy dzisiejsze szklane, minimalistyczne jabłuszko. Chroniąc samo słowo, nie musisz płacić za nowe zgłoszenia przy każdej zmianie designu.

Decyzja zawsze należy do ciebie. Możesz opierać swój biznes na wierze w uczciwość ludzką i liczyć na to, że nikt nigdy nie położy ręki na twojej nazwie. Możesz ignorować ostrzeżenia i traktować procedury prawne jako zbędny wydatek dla korporacji. Ale kiedy pewnego wtorku o 8:00 rano kurier przyniesie ci grubą kopertę z pozwem z sądu gospodarczego, nie miej pretensji do systemu. Prawo chroni tych, którzy są czujni, a nie tych, którzy ignorują podstawowe zasady gry rynkowej. Co zrobisz jutro ze swoją marką?

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

  • Ile kosztuje zastrzeżenie znaku towarowego w Polsce?
    Podstawowa opłata urzędowa w polskim Urzędzie Patentowym (UPRP) wynosi 400 zł za zgłoszenie oraz 400 zł za pierwszy 10-letni okres ochronny w jednej klasie towarowej. Łącznie daje to minimum 800 zł.
  • Czy prawo autorskie jest wystarczające do ochrony logo?
    Nie. Prawo autorskie chroni jedynie samą grafikę utworu, a nie nazwę biznesową czy rynkowe pole eksploatacji. Konkurencja może użyć innej czcionki i stworzyć łudząco podobną markę, omijając prawo autorskie.
  • Co daje rejestracja znaku towarowego w EUIPO?
    Rejestracja w EUIPO daje natychmiastowy monopol na używanie znaku we wszystkich 27 krajach Unii Europejskiej. Kosztuje to 850 EUR za jedną klasę na 10 lat.
  • Czy można zastrzec samą nazwę firmy?
    Tak, jest to tzw. znak słowny. Daje on najsilniejszą ochronę, ponieważ blokuje wykorzystanie samej nazwy niezależnie od użytej grafiki czy kolorystyki, o ile nazwa nie jest zbyt ogólna lub opisowa.
  • Kto pierwszy ten lepszy – czy to prawda w urzędzie patentowym?
    Tak, Urząd Patentowy działa w oparciu o zasadę pierwszeństwa zgłoszenia. Kto pierwszy złoży poprawny wniosek, ten najczęściej uzyskuje prawa ochronne, niezależnie od tego, kto wcześniej używał nazwy na rynku.
  • Jak usunąć ofertę konkurencji na Allegro lub Amazonie?
    Aby skutecznie i szybko zablokować nieuczciwą konkurencję na portalach e-commerce, należy wypełnić formularz zgłoszenia naruszenia i podać numer swojego zarejestrowanego znaku towarowego. Bez tego portale zazwyczaj nie interweniują.

Źródła i bibliografia

  1. https://uprp.gov.pl/pl/przedmioty-ochrony/znaki-towarowe/procedura-krajowa
  2. https://euipo.europa.eu/ohimportal/pl/trade-marks
  3. https://www.wipo.int/trademarks/en/
  4. https://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/wlasnosc-intelektualna
  5. https://tmdn.org/tmview/#/tmview
Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy