Pierwszego listopada scenariusz na cmentarzu powtarza się co roku. Korek przed bramą, alejki zastawione ludźmi z siatkami, a przy grobie ktoś klęczy i piątą zapałką próbuje dosięgnąć knota, zasłaniając płomień połą kurtki. Dwie minuty później wiatr i tak gasi wkład.
Większość tych sytuacji da się rozbroić dzień wcześniej, w kuchni, przy stole.
Zakupy zrób wcześniej, a nie po drodze
Stoiska przed cmentarzem mają najwyższe ceny i najmniejszy wybór, bo 31 października zostaje tam to, czego nikt nie chciał. Zamów albo kup wkłady w połowie października, kiedy asortyment jest jeszcze pełny i możesz spokojnie porównać rozmiary. W sklepach z artykułami sezonowymi, jak doosell.pl, całą listę zamykasz jednym zamówieniem, razem ze zniczami i dekoracjami.

Wieczorem przed wyjazdem zrób trzy rzeczy: policz groby, które odwiedzasz, dołóż dwa wkłady zapasowe i spakuj wszystko do jednej siatki. Zapalniczka z długim płomieniem, nie zapałki. Ściereczka do przetarcia szkła. Tyle wystarczy, żeby nie biegać między grobem a bagażnikiem.
Wiatr i deszcz kontra płomień
Listopadowa pogoda w Polsce rzadko bywa łaskawa. Wiatr wpada pod kapturek znicza i gasi knot nawet w zamkniętym lampionie, a przy większych podmuchach potrafi zdmuchnąć płomień w trakcie zapalania. Deszcz działa wolniej, ale skuteczniej: woda spływa po ściance do środka, knot nasiąka, płomień robi się mały i kopcący, po czym zanika.
Do tego dochodzi zimno. Parafina w temperaturze bliskiej zeru topi się opornie, więc pierwsze godziny palenia są słabe, a knot łatwiej się zatapia. Jeśli grób stoi w otwartym miejscu, bez drzew i muru, sam wkład parafinowy to loteria.
Przy zapalaniu pomaga jeden nawyk: podpal knot, trzymając wkład w dłoni, poczekaj, aż płomień się ustabilizuje i dopiero wtedy wstaw go do lampionu. Znicz ustaw otworem od strony zawietrznej, najlepiej przy cokole albo od strony pomnika. Płomień w pierwszej minucie jest najsłabszy i to wtedy najczęściej gaśnie.
Ile pali się wkład tradycyjny, a ile działa LED
Producenci podają czas palenia na opakowaniu, a różnice między wkładami są na tyle duże, że ta liczba decyduje o całych zakupach. Małe wkłady parafinowe świecą od kilkunastu do mniej więcej trzydziestu godzin. Popularne wkłady średniej wielkości dociągają do dwóch, trzech dób. Duże i olejowe utrzymują płomień nawet przez cztery, pięć dni, przy czym olejowe palą się czyściej i nie zostawiają tyle sadzy na szkle.
To i tak są wartości laboratoryjne, z zaciszem i pełnym knotem. Na cmentarzu odejmij od nich swoje.
Obie wersje tradycyjne różnią się przy tym w praktyce. Parafinowe są tańsze i szerzej dostępne, ale przy dopalaniu kopcą i zostawiają na szkle szarą warstwę, którą potem trzeba zmywać. Olejowe świecą równym, jaśniejszym płomieniem, są przezroczyste, więc mniej rzucają się w oczy w ozdobnym zniczu, i rzadziej gasną przy przechyle.
Wkład elektryczny liczy się w zupełnie innej skali. Wkład LED do znicza o wysokości 12,5 cm pracuje na bateriach kilkaset godzin, czyli w praktyce cały listopad, a przy migoczącym efekcie płomienia wygląda zza szkła prawie jak prawdziwy ogień. Jeden komplet baterii zastępuje serię kilku wkładów parafinowych wymienianych co dwa dni.
Kiedy LED, a kiedy zestaw kilku wkładów
Wybór sprowadza się do tego, jak daleko masz na cmentarz.
Odwiedzasz grób regularnie, bo leży kilka ulic dalej? Kupowane w paczce wkłady tradycyjne kosztują grosze za sztukę, a wymiana co kilka dni daje pretekst, żeby zajrzeć.
Grób rodziny w innym mieście, odwiedzany dwa razy w roku, to inna sprawa. Tam wkład LED spłaca się po pierwszym sezonie, bo nie musisz prosić sąsiadki o dopalanie zniczy ani jechać sto kilometrów po to, żeby wymienić parafinę. Zapalasz raz, zabierasz po świętach, następnej jesieni wkładasz nowe baterie.
Najlepiej sprawdza się układ mieszany: LED jako stałe światło, które pali się niezależnie od pogody, plus jeden duży wkład olejowy zapalony w dniu odwiedzin. Pełne wkłady do zniczy na Wszystkich Świętych znajdziesz w obu wariantach, więc nie musisz wybierać jednego.
Czy wkład elektryczny wytrzyma pogodę

Wiatr mu nie zaszkodzi, bo nie ma czego zdmuchnąć. Mróz obniża wydajność baterii, ale dioda świeci dalej, tylko krócej.
Zostaje woda i tu trzeba uważać. Typowy wkład LED nie jest hermetyczny, więc nie wolno go stawiać w otwartym lampionie ani na płycie bez osłony. Zamknięty znicz z kapturkiem i szczelnym szkłem chroni go wystarczająco. Po powrocie ze świąt wyjmij baterie na czas przechowywania, bo zapomniany komplet potrafi wyciec i zniszczyć styki.
Jak dobrać wysokość wkładu do znicza
Reguła jest jedna i działa dla każdego lampionu: wkład powinien sięgać mniej więcej dwóch trzecich jego wysokości. Płomień ma wtedy miejsce nad sobą i nie liże kapturka. Wsadzisz wyższy, a plastikowa pokrywka odkształci się albo stopi w ciągu kilku godzin, szkło pokryje się sadzą, a w skrajnym przypadku znicz się rozszczelni.
Zmierz też średnicę wnętrza. Wkład musi wchodzić luźno, bez klinowania, żeby dało się go wyjąć po wypaleniu. Przy LED sprawa jest prostsza, bo nic się nie nagrzewa, ale i tak zostaw kilka milimetrów luzu na wyjmowanie w rękawiczkach.
Zanotuj wymiary swoich zniczy w telefonie. Przy następnych zakupach oszczędzisz sobie zgadywania przy półce.
Sprawdź wszystko, zanim wyjdziesz z domu
Dzień wcześniej rozpakuj każdy wkład LED, włóż baterie i włącz go na kilka minut. Wtedy jeszcze możesz wymienić egzemplarz, który nie działa, albo dokupić baterie.
Do wkładów elektrycznych bierz baterie alkaliczne. Cynkowo-węglowe, te najtańsze, w chłodzie tracą pojemność bardzo szybko i potrafią paść po dwóch dniach na cmentarzu. Alkaliczne znoszą listopadowe temperatury dużo lepiej, a litowe jeszcze lepiej, tylko kosztują swoje. Komplet zapasowy wrzuć do kieszeni kurtki, nie do bagażnika.
Na koniec sprawdź knoty w tradycyjnych wkładach. Jeśli któryś jest zatopiony w parafinie albo ułamany, odłóż ten wkład na bok. Lepiej zobaczyć to w domu niż przy grobie, z wiatrem w plecy i zapalniczką na wykończeniu.































