Poligrafia dla firm: jak Printerio łączy druk offsetowy, cyfrowy i produkcję gadżetów

6 minut czytania

Zamówienie na tysiąc katalogów i zamówienie na trzydzieści teczek na spotkanie zarządu to dwa zupełnie różne zlecenia, choć oba trafiają do tej samej drukarni. Pierwsze opłaca się puścić na offsecie, drugie na maszynie cyfrowej. Różnicę widać dopiero w kosztorysie, a firmy, które zamawiają druk raz na kwartał, rzadko mają czas, żeby się w to zagłębiać. Od tego zaczyna się rola dobrego partnera poligraficznego – od podpowiedzi, czym puścić nakład, zanim ktokolwiek zaakceptuje plik do druku.

Offset czy cyfra? To pytanie o nakład, nie o jakość

Wokół druku cyfrowego wciąż krąży przekonanie, że jest „gorszy”. Dziesięć lat temu może i było w tym ziarno prawdy, dziś nie ma. Maszyny cyfrowe trzymają kolor na poziomie, który przy standardowych materiałach firmowych jest nie do odróżnienia od offsetu, a przy okazji nie wymagają przygotowania form drukowych. Przekłada się to na dwie rzeczy: krótki czas realizacji i sensowną cenę przy małych nakładach.

Offset wchodzi do gry wyżej. Gdy mówimy o kilku tysiącach ulotek, katalogu na targi albo serii opakowań, koszt jednostkowy spada na tyle, że przygotowanie maszyny przestaje mieć znaczenie. Dochodzi jeszcze paleta możliwości wykończeniowych – lakier UV punktowy, folia soft touch, hot-stamping, wykrojniki. Przy dużych seriach to offset daje efekt, którego cyfra po prostu nie osiąga.

Printerio pracuje na obu technologiach, więc wybór nie jest podyktowany tym, co akurat stoi w hali. Klient dostaje wycenę obu wariantów i decyduje na liczbach.

Poligrafia to dziś znacznie więcej niż papier

Wizytówki, ulotki, katalogi, teczki ofertowe, plakaty – klasyka, która nadal jest trzonem zamówień. Do tego dochodzą jednak obszary, które przez ostatnią dekadę urosły szybciej niż tradycyjny druk.

Opakowania. Marki sprzedające online odkryły, że karton jest pierwszym fizycznym kontaktem klienta z produktem. Nadruk po wewnętrznej stronie, wykrojnik dopasowany do zawartości, papier z certyfikatem – to wszystko robi dziś różnicę w recenzjach i na materiałach z unboxingu.

Etykiety. Kosmetyki, żywność, suplementy, chemia gospodarcza. Każda branża ma swoje wymogi dotyczące podłoża i odporności: etykieta na słoik z lodówki musi znieść wilgoć, etykieta na kanister – kontakt z chemią.

Produkty z brandingiem. Odzież firmowa, kubki, butelki termiczne, powerbanki, notesy, smycze, parasole. Printerio ma w magazynie ponad 10 000 pozycji i piętnaście technik personalizacji – od sitodruku i tampodruku, przez grawer laserowy i druk UV, po sublimację i transfer. Dobór metody zależy od materiału: metal idzie pod laser, tekstylia pod haft albo sitodruk, nieregularne powierzchnie pod tampodruk.

Osobna sprawa to plik. Większość opóźnień w druku nie bierze się z maszyny, tylko z materiałów, które przychodzą w RGB, bez spadów albo z czcionkami niezamienionymi na krzywe. Dlatego przygotowanie produkcyjne warto zostawić drukarni, zamiast odsyłać projekt trzy razy w tę i z powrotem.

Ekologiczne gadżety przestały być ciekawostką

Jeszcze kilka lat temu zapytanie o gadżety z materiałów odnawialnych traktowano jak fanaberię działu marketingu. Dziś to standardowy punkt w briefie, szczególnie u firm raportujących ESG albo startujących w przetargach z kryteriami środowiskowymi.

Najlepiej widać to po najprostszym produkcie reklamowym, jaki istnieje. Długopisy ekologiczne z logo to dziś kilkanaście linii materiałowych: bambus, drewno, korek, karton z recyklingu, aluminium z odzysku, plastik z przetworzonych butelek. W katalogu Printerio jest ich ponad 160 modeli, z cenami startującymi od trzydziestu groszy za sztukę przy wariantach papierowych. Bambus i drewno zwykle idą pod grawer laserowy, który odsłania naturalny odcień materiału i nie ściera się po miesiącu noszenia w torbie. Recyklingowany plastik lepiej znosi nadruk UV w pełnym kolorze.

Dla zamawiającego oznacza to jedno: ekologiczny gadżet nie musi już być kompromisem między budżetem a wizerunkiem.

Terminy, których da się pilnować

Druk rzadko jest zamawiany „na kiedyś”. Zwykle jest data targów, konferencji, premiery produktu albo zamknięcia kampanii, a materiały mają być przed nią. Dlatego harmonogram bywa ważniejszy od ceny.

W Printerio wycena wraca w ciągu jednego dnia roboczego, a produkcja zajmuje średnio pięć dni. Przy zamówieniach powyżej 999 zł netto dostawa jest bezpłatna. Pilne zlecenia da się skrócić, choć wtedy trzeba to ustalić na starcie, a nie na trzy dni przed terminem – introligatornia i uszlachetnianie mają swoje sztywne minimum czasowe.

Piętnaście lat i pięć tysięcy stałych klientów

Firma działa od 2009 roku, siedzibę i showroomy ma w Krakowie. W liczbach: dwa miliony wydrukowanych długopisów, sto pięćdziesiąt tysięcy koszulek, ponad pięć tysięcy klientów, którzy wracają. Ta ostatnia liczba mówi najwięcej – w poligrafii nikt nie zamawia dwa razy u kogoś, kto raz spóźnił się z dostawą albo przysłał kolor rozjeżdżony względem akceptu.

Obsługa nie kończy się na granicy. Printerio obsługuje też klientów z rynków europejskich, a to oznacza pliki przygotowane w różnych standardach, wielojęzyczne wersje tego samego projektu, czasem dostawę rozbitą na kilka adresów. Firma, która otwiera oddział w Czechach albo wystawia się na targach w Niemczech, zamawia komplet materiałów w jednym miejscu, zamiast szukać drukarni na miejscu i tłumaczyć od zera wytyczne brandbooka.

Od czego zacząć

Najprostsza droga to przesłanie briefu: co, w jakim nakładzie, na kiedy i w jakim budżecie. Reszta – dobór technologii, podłoża, uszlachetnienia – to już rozmowa z opiekunem zlecenia. Katalog produktów i formularz wyceny znajdziesz pod adresem https://printerio.pl/.

Dobrze wydrukowany materiał nie zwraca na siebie uwagi. Zwraca ją dopiero ten źle wydrukowany – i to jest właściwie cały argument za tym, żeby powierzyć druk komuś, kto robi to od piętnastu lat.

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy