Największe rekordy NBA to historyczne osiągnięcia statystyczne zawodników i drużyn, z których absolutnie najważniejsze to sto punktów Wilta Chamberlaina w jednym meczu oraz ponad czterdzieści tysięcy punktów zdobytych w karierze przez LeBrona Jamesa. Prawdę mówiąc, zdecydowana większość tych wyników powstała w epoce zupełnie innej koszykówki. Zmieniły się zasady gry na parkiecie. Zmieniło się tempo biegania. Ja sam śledzę te tabele od ponad dwudziestu lat (dziś ułatwiają to aplikacje sportowe, takie jak FlashScore z wynikami na żywo) i widzę jedną rzecz. Czysta matematyka bywa bezlitosna dla współczesnych graczy.
Słuchaj, oglądałem stare taśmy z tamtego okresu u siebie w biurze we wtorek w nocy po tym, jak padła nam baza danych na serwerze. Goście po prostu stali pod koszem. Nikt ich nie potrafił przepchnąć. Zrobiliśmy u nas w firmie prostą symulację rzutową dla współczesnych graczy. Wyszło nam, że dzisiaj zawodnik musiałby rzucać za trzy przez pełne cztery kwarty z niemal stuprocentową skutecznością, żeby w ogóle zbliżyć się do tych starych pułapów. Koszykówka była kiedyś inna. A teraz mamy to co mamy.
Kto rzucił najwięcej punktów w jednym meczu NBA?
Wilt Chamberlain wpakował równe sto punktów 2 marca 1962 roku. To jest bez mała najgorsza opcja z wszystkich do pobicia. Grał dla Philadelphia Warriors przeciwko New York Knicks. Mecz odbył się w Hershey w Pensylwanii. Nie ma z tego spotkania żadnego nagrania wideo. Została tylko transmisja radiowa i słynne zdjęcie Chamberlaina trzymającego kartkę z napisaną markerem setką. Rzucał w tym spotkaniu sześćdziesiąt trzy razy z gry. Trafił trzydzieści sześć rzutów. Do tego dołożył dwadzieścia osiem celnych rzutów wolnych. To jest absurd. Gość rzucał wolne od dołu, tak zwanym sposobem na babcię. Działało.
Kobe Bryant zdobył osiemdziesiąt jeden punktów w 2006 roku przeciwko Toronto Raptors. Zrobił to w nowoczesnej erze ligi koszykówki. Oglądałem ten mecz na żywo. Byłem wykończony, bo to leciało nad ranem naszego czasu. Bryant ciągnął całą drużynę Los Angeles Lakers na własnych plecach. W drugiej połowie po prostu zignorował kolegów z zespołu i zaczął rzucać z każdej pozycji. Zmarnował mnóstwo energii. Kosztowało go to potężnie dużo zdrowia. Chamberlain zrobił swoją setkę na luzie. Miał przewagę wzrostu i siły nad każdym obrońcą w tamtych czasach.
Zastanawiacie się zresztą, dlaczego systematycznie powtarzam to samo nazwisko u góry? Sam się nad tym borykałem dzisiaj u siebie we wtorek analizując te tabele. Po prostu liga od lat kręci się wokół kilku anomalii genetycznych. Chamberlain był jedną z nich. Miał sezon, w którym notował średnio ponad pięćdziesiąt punktów na mecz. Wyobraź sobie kogoś takiego dzisiaj. Nie da rady tego zrobić przy obecnych systemach obrony strefowej. Pamiętam, jak grałem w kosza na starym asfalcie na warszawskich Bielanach. Kolana bolały po godzinie grania. Ci goście biegali po czterdzieści osiem minut co drugi dzień, a przecież nie mieli wtedy dostępu do dzisiejszej technologii i wiedzy o tym, jakie są najlepsze buty do biegania.
Jakie są największe rekordy NBA wszech czasów w statystykach kariery?
LeBron James przebił barierę, która miała stać na wieki. Kareem Abdul-Jabbar trzymał swój wynik przez dekady. James po prostu gra dłużej i rzuca częściej z dystansu. Oglądałem jego mecz z Oklahomą, kiedy bił ten wynik. Zwykły rzut z odchylenia. Piłka wpadła. Tyle. Żadnej magii w tym nie było. LeBron dba o ciało, wydaje na to miliony dolarów rocznie i to daje mu przewagę. Zwykła kalkulacja zysków i strat.
Popatrzmy na liczby czołowych strzelców. To są twarde dane z sezonu regularnego.
| Pozycja | Zawodnik | Zdobyte punkty |
| 1 | LeBron James | Ponad 40000 |
| 2 | Kareem Abdul-Jabbar | 38387 |
| 3 | Karl Malone | 36928 |
| 4 | Kobe Bryant | 33643 |
Te cyfry uświadamiają jedną rzecz. Żeby wejść do czołówki, musisz grać na najwyższym poziomie przez dwadzieścia lat bez poważnej kontuzji. Kevin Durant miał szansę, ale zerwał ścięgno Achillesa. To go kosztowało cały rok grania i utratę szansy na dogonienie liderów. Koszykówka nie wybacza słabych stawów, dlatego dbałość o nie jest kluczowa, niezależnie czy to profesjonalna rehabilitacja, czy domowe sposoby na bolące stawy. Zmieniliśmy te zasady na robocie u nas w systemach analitycznych skautów. Teraz nikt nie patrzy tylko na talent. Patrzy się na historię medyczną rodziny gracza. Jeśli wujek miał problem z kolanami, klub dwa razy pomyśli zanim da chłopakowi maksymalny kontrakt.
Kto ma na koncie najwięcej asyst w historii ligi?
John Stockton rozdał piętnaście tysięcy osiemset sześć asyst w swojej karierze. To jest przepaść w stosunku do drugiego miejsca. Jason Kidd jest za nim, ale traci kilka tysięcy. Stockton grał wszystkie osiemdziesiąt dwa mecze w sezonie. Nie omijał spotkań z powodu lekkiego bólu palca czy zmęczenia. Dzisiejsi gracze odpoczywają co trzeci mecz. Kluby nazywają to zarządzaniem obciążeniem. Dlatego ten rekord Stocktona jest po prostu zabetonowany i nikt go nie ruszy.
Stockton grał z Karlem Malone’em. Grali akcję pick and roll do znudzenia. Cała liga wiedziała, co zrobią. Nikt nie umiał tego zatrzymać. To jest właśnie esencja starych rekordów. Prostota i powtarzalność. Posiadanie w zespole gościa, który zawsze łapie piłkę i kończy rzutem o tablicę. Dzisiaj rozgrywający najpierw patrzą na kosz, a dopiero potem szukają kolegów. Zmieniła się geometria gry. Wszyscy stoją szeroko na linii rzutów za trzy punkty.
Czy ktokolwiek pobije rekordy rzutów za trzy punkty?
Stephen Curry zniszczył ten element gry. Zmienił te zasady na parkiecie na zawsze. Kiedyś rzut za trzy to była ostateczność. Rzucało się pod koniec akcji, jak nie było innego wyjścia. Dzisiaj to podstawa taktyki każdej drużyny w lidze. Curry ma na koncie grubo ponad trzy tysiące trafień. Sprawdzałem logi ze starych sezonów przed 2015 rokiem. Drużyny rzucały wtedy po kilkanaście razy z dystansu w całym meczu. Teraz rzucają po pięćdziesiąt. Widzę to u nas na lokalnych orlikach w dzielnicy. Dzieciaki rzucają z połowy boiska, nic nie trafiają, ale i tak rzucają dalej bo naoglądały się skrótów na telefonach.
Curry trafił czterysta dwa rzuty za trzy w jednym sezonie. Pamiętam ten rok. Golden State Warriors wygrywali z każdym. Curry rzucał z dziesiątego metra w ósmej sekundzie akcji. Trenerzy łapali się za głowy. Zgodnie ze starą szkołą koszykówki, powinieneś za coś takiego usiąść na ławce rezerwowych. Ale jemu to wpadało. „Stephen zepsuł koszykówkę dla zwykłych śmiertelników” to cytat z jednego z wywiadów w telewizji kablowej z 2022 roku (słowa rzucone przez trenera rywali). I miał chłop całkowitą rację.
Oto powody, dla których rekord Curry’ego z sezonu regularnego będzie rósł:
- Facet rzuca z każdej pozycji i po koźle, nie potrzebuje asysty od kolegi żeby złożyć się do rzutu, a jego mechanika zajmuje ułamek sekundy.
- Gra w systemie stworzonym specjalnie pod jego ruch bez piłki. Zasłony stawiają mu najwięksi i najsilniejsi gracze na boisku.
Żaden Klay Thompson czy Damian Lillard go nie dogoni. Mają za dużą stratę. A młodzi gracze, tacy jak Trae Young, rzucają z gorszą skutecznością. Curry kręci się wokół czterdziestu trzech procent celności przez całą karierę. To jest chory wynik przy takiej liczbie prób w każdym meczu.
Ile wynosi rekord zbiórek w jednym spotkaniu?
Pięćdziesiąt pięć zbiórek w jednym meczu. Znów ten Chamberlain. Zrobił to przeciwko Billowi Russellowi. Dzisiaj cała drużyna w meczu zbiera około czterdziestu piłek. To jest absurd. Gramy teraz niskim ustawieniem. Środkowi rzucają z obwodu. Nikt nie stoi pod koszem i nie przepycha się łokciami. Dlatego te liczby z lat sześćdziesiątych wyglądają w tabelach jak błąd w Excelu po złym zaimportowaniu danych z pliku tekstowego.
Bill Russell miał w innym meczu pięćdziesiąt jeden zbiórek. Ci dwaj panowie po prostu dzielili się piłkami spudłowanymi przez resztę graczy. Wtedy skuteczność rzutów z gry wynosiła około trzydziestu pięciu procent. Było mnóstwo niecelnych rzutów. Było co zbierać. Teraz gracze trafiają częściej. Zbiórek do podziału jest fizycznie mniej w trakcie czterdziestu ośmiu minut. Nawet najlepszy zbierający, taki jak Andre Drummond czy Rudy Gobert, kończy mecz z wynikiem dwudziestu zbiórek i wszyscy piszą o genialnym występie.
Jakie drużynowe rekordy koszykarskie wydają się nietykalne?
Golden State Warriors wygrali siedemdziesiąt trzy mecze w sezonie 2015/16. Przegrali zaledwie dziewięć. Pobili stary wynik Chicago Bulls z 1996 roku. Ale wiesz co? Warriors nie zdobyli wtedy mistrzostwa NBA. Przegrali w finale z Cleveland Cavaliers. Zmarnowali prowadzenie w serii. Oglądałem ten siódmy mecz na żywo na ekranie laptopa. Siedziałem przed telewizorem o czwartej nad ranem, pijąc zimną kawę z kubka, a LeBron James blokował Andre Iguodalę z powietrza. To pokazuje brutalną prawdę. Największe rekordy NBA w sezonie regularnym nic nie znaczą bez ostatecznego pierścienia mistrzowskiego na palcu.
Chicago Bulls z Michaelem Jordanem wygrali siedemdziesiąt dwa mecze i zdobyli tytuł. Grali twardo. Dennis Rodman zbierał wszystko z tablicy. Scottie Pippen bronił najlepszego gracza rywali. A Jordan rzucał punkty z półdystansu. Mieli idealnie zbilansowany skład. Nikt tam nie narzekał na zmęczenie. Jordan potrafił grać z gorączką i zatruciem pokarmowym w finałach. Zdobyli mistrzostwo i nikt nie kwestionował ich dominacji w tamtym roku.
Kolejny rekord to trzydzieści trzy zwycięstwa z rzędu drużyny Los Angeles Lakers w sezonie 1971/72. Grali w niej Jerry West, Gail Goodrich i Wilt Chamberlain. Wygrywali wszystko od listopada do stycznia. Ponad dwa miesiące bez porażki. Nawet najlepsze drużyny dzisiaj mają słabszy dzień. Lecą samolotem w nocy, lądują w innym mieście, idą spać nad ranem, a wieczorem grają mecz z wypoczętym przeciwnikiem. Seria Lakers jest bezpieczna. Ktoś zawsze w końcu przegra po dwudziestu kilku wygranych, bo po prostu braknie mu sił w czwartej kwarcie.
Kto rozegrał najwięcej meczów z rzędu?
A.C. Green zagrał w tysiącu stu dziewięćdziesięciu dwóch meczach z rzędu. Nie opuścił ani jednego spotkania przez ponad czternaście lat. Nazywali go Iron Man. Dziś to jest po prostu nielegalne w systemach medycznych klubów. Lekarze zmuszają zawodników do odpoczynku. Sztaby szkoleniowe mają czujniki, które sprawdzają obciążenie mięśni i więzadeł z użyciem danych telemetrycznych. Jak komputer pokaże zmęczenie, zawodnik siada na ławce w garniturze. Green grał z wybitymi zębami, stłuczeniami i skręceniami stawów skokowych. Zakładał stabilizator, brał środki przeciwbólowe i wchodził na parkiet.
Kolejny wynik to procent celnych rzutów wolnych w jednym sezonie. Jose Calderon w sezonie 2008/09 grając dla Toronto Raptors trafił sto pięćdziesiąt jeden z rzutów na sto pięćdziesiąt cztery oddane. Miał celność na poziomie dziewięćdziesięciu ośmiu procent. Rzucał te wolne z automatyczną precyzją maszyny z fabryki. Stanął na linii, kozłował trzy razy, wypuszczał piłkę. Zawsze tak samo. To jest wynik psychiki i treningu. Żadnych warunków fizycznych do tego nie potrzebował.
Są jeszcze rekordy dotyczące fauli technicznych. Rasheed Wallace złapał czterdzieści jeden fauli technicznych w jednym sezonie w barwach Portland Trail Blazers. Kłócił się z sędziami o każdy gwizdek. Darł się na nich z drugiego końca boiska. Dzisiaj władze ligi zawieszają zawodnika za szesnasty faul techniczny w sezonie na jeden mecz (to zupełnie inne podejście do dyscypliny niż np. zielone kartki promujące fair play w piłce nożnej). Potem zawieszają za każdy kolejny parzysty faul. System kar finansowych skutecznie ukrócił takie zachowania na parkietach fazy zasadniczej. Wallace zapłacił w karierze setki tysięcy dolarów samych kar za swoje wybuchy złości. Zmieniliśmy te zasady na robocie i dzisiaj liga jest sterylna jak sala operacyjna przed zabiegiem.
Oto twarde wnioski o starych rekordach. Przestańcie patrzeć na te archiwalne tabele jak na cele do pobicia. To są po prostu eksponaty w muzeum. Nikt nie rzuci stu punktów. Nikt nie zbierze pięćdziesięciu piłek. A ty spróbuj wyjść na boisko pod blokiem (nawet jeśli u nas wciąż trwa narodowy spór o narodowy sport i częściej wybieramy piłkę nożną), przebiec sprintem cztery długości, rzucić pięć razy pod rząd zza linii trójek i wrócić do obrony zanim złapiesz zadyszkę. Wtedy zrozumiesz, dlaczego te liczby ważą tak dużo.
Często zadawane pytania (FAQ)
- Kto rzucił najwięcej punktów w jednym meczu NBA?
Wilt Chamberlain zdobył 100 punktów w meczu rozegranym 2 marca 1962 roku. Grał w barwach Philadelphia Warriors przeciwko New York Knicks. Do dziś jest to niepobity i największy rekord punktowy w jednym spotkaniu. - Kto zdobył najwięcej punktów w karierze w historii ligi?
LeBron James jest liderem klasyfikacji wszech czasów. Przekroczył barierę 40 000 punktów w sezonie regularnym, detronizując wieloletniego lidera, Kareema Abdul-Jabbara (38 387 punktów). - Kto ma najwięcej trafionych rzutów za trzy punkty w NBA?
Stephen Curry posiada najwięcej celnych rzutów za trzy punkty w historii ligi. Pobił rekord Raya Allena i jako jedyny zawodnik przekroczył próg 3000 celnych rzutów z dystansu. - Jaki jest rekord asyst w NBA?
John Stockton rozdał w swojej karierze 15 806 asyst. Drugi na liście zawodnik traci do niego kilka tysięcy asyst, co czyni ten wynik jednym z najtrudniejszych do pobicia w koszykówce. - Która drużyna NBA ma najlepszy bilans w sezonie regularnym?
Golden State Warriors wygrali 73 mecze i przegrali tylko 9 w sezonie 2015/16. Pobili tym samym legendarny rekord Chicago Bulls z 1996 roku, którzy zanotowali bilans 72 wygranych i 10 porażek. - Kto zagrał w największej liczbie meczów z rzędu w koszykówce?
A.C. Green rozegrał 1192 mecze z rzędu bez żadnej przerwy spowodowanej kontuzją czy odpoczynkiem. Jego seria trwała kilkanaście sezonów i uchodzi za niemożliwą do powtórzenia przy obecnych systemach rotacji składem.
Źródła i bibliografia
- 1. https://www.nba.com/stats/alltime-leaders
- 2. https://sport.interia.pl/koszykowka/nba/rekordy-wszech-czasow
- 3. https://przegladsportowy.onet.pl/koszykowka/nba/wilt-chamberlain-i-jego-100-punktow/
- 4. https://www.basketball-reference.com/leaders/
- 5. https://www.espn.com/nba/history































