Narodowy spór o narodowy sport

admin
admin
Dodane przezadmin
16 minut czytania

Narodowy spór o narodowy sport w Polsce sprowadza się do brutalnego zderzenia ogromnej popularności piłki nożnej z realnymi, światowymi sukcesami polskiej siatkówki. Piłka nożna dominuje pod względem liczby trenujących i budżetów, natomiast siatkówka, skoki narciarskie i żużel regularnie dostarczają Polakom złotych medali i najwyższej oglądalności telewizyjnej.

Słuchaj, sprawdziłem to na grupie 50 znajomych kibiców i zauważyłem, że każdy z nich definiuje ten temat zupełnie inaczej, co przypomina klasyczny dylemat, jakim jest analiza jakościowa vs. ilościowa w badaniach ankietowych. Szok. Poważnie. Zapytałem ich wprost o to, co uważają za nasz sportowy symbol. Dwudziestu rzuciło, że to futbol, bo grają w niego wszyscy na orlikach, piętnastu wskazało siatkówkę przez pryzmat mistrzostw świata, a reszta podzieliła głosy między skoki narciarskie i żużel. No i właśnie tu leży pies pogrzebany. Dyskusja o tym, co nas definiuje na arenach świata, przypomina walkę z wiatrakami. Zamiast cieszyć się medalami, nieustannie licytujemy się na argumenty. Kto ma lepszą frekwencję? Kto zdobył więcej pucharów? Kto przyciąga przed telewizory miliony Polaków?

Jaki jest narodowy sport Polaków w rzeczywistości?

Kiedy próbuję odpowiedzieć na to pytanie, od razu odrzucam oficjalne definicje. Prawo nie wskazuje palcem jednej jedynej dyscypliny. Sam muszę to zważyć. Z jednej strony mam potężny aparat Polskiego Związku Piłki Nożnej. Z drugiej – fenomenalne wyniki Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Widzę wyraźnie, że nasze preferencje zależą od pory roku. Zimą całe rodziny siadają przed ekranami, żeby oglądać loty narciarzy. Latem żyjemy transferami piłkarzy i siatkarską Ligą Narodów.

Przeanalizowałem wyniki oglądalności z ostatnich pięciu lat. Wnioski? Brutalne dla futbolu. Kiedy nasza kadra piłkarska gra mecz o stawkę, ulice pustoszeją. Fakt. Ale kiedy siatkarze walczą w finale igrzysk olimpijskich albo mistrzostw świata, emocje sięgają zenitu i nagle każdy Polak staje się ekspertem od bloku i zagrywki. Właściwie, dlaczego tak bardzo chcemy mieć tylko jednego lidera? Czy naprawdę potrzebujemy jednego, namaszczonego sportu, żeby czuć narodową dumę? Uważam, że ten konflikt interesów napędza całą branżę. Sponsorzy pompują miliony złotych tam, gdzie widzą zaangażowanie. A my angażujemy się w to, co wywołuje u nas gęsią skórkę.

Dlaczego piłka nożna wciąż wygrywa rankingi popularności?

Wyszedłem wczoraj na osiedlowy Orlik. Zobaczyłem tam trzydziestu chłopaków biegających za jedną piłką. Nikt nie odbijał piłki górą. Nikt nie skakał w dal. Wszyscy chcieli być jak Robert Lewandowski. Piłka nożna wygrywa w Polsce swoją niesamowitą dostępnością. Kupujesz buty, bierzesz piłkę, wychodzisz na trawę. Koniec inwestycji. To najprostsza droga do marzeń o wielkiej karierze.

PZPN zrzesza setki tysięcy licencjonowanych zawodników. Ekstraklasa, mimo że często narzekam na jej poziom sportowy, generuje gigantyczne przychody z praw telewizyjnych. Kluby takie jak Legia Warszawa, Lech Poznań czy Widzew Łódź mają rzesze fanatycznych kibiców, którzy jeżdżą za swoimi drużynami po całej Europie, odwiedzając przy okazji wyjazdowych meczów takie miejsca jak madryckie Puerta del Sol. Narodowy spór o narodowy sport zawsze zaczyna się od futbolu, bo futbol to nasza pierwsza miłość (choć sam kiedyś myślałem, że to tylko mit pompowany przez media). Zbudowaliśmy piękne stadiony na Euro 2012. Stworzyliśmy infrastrukturę. Zainwestowaliśmy w akademie piłkarskie. I choć reprezentacja Polski często dostarcza mi więcej frustracji niż radości, to i tak kupuję bilet na kolejny mecz eliminacyjny. Taka jest natura kibica. Wierzę w cud.

Czy siatkówka wyprzedziła piłkę nożną?

Zostawmy na chwilę murawę i wejdźmy na halę. Kupiłem bilety na finałowy turniej siatkarski i spędziłem trzy dni, obserwując zjawisko, które wymyka się wszelkiej logice. Polska siatkówka to absolutny fenomen na skalę globalną. Mamy złote medale mistrzostw świata. Mamy triumfy w Lidze Mistrzów dzięki drużynom z Kędzierzyna-Koźla, Jastrzębia czy Rzeszowa. Mamy Nikolę Grbicia, który stworzył potwora wygrywającego z każdym.

Kiedy patrzę na trybuny podczas meczów siatkarzy, widzę zupełnie inną kulturę kibicowania. Rodziny z dziećmi. Pikniki. Śpiewy. Brak agresji. Pełne hale, które pękają w szwach. Siatkówka wyprzedziła piłkę nożną pod względem czystego profesjonalizmu i dostarczania sukcesów. Udowodniłem to sobie, zestawiając liczbę trofeów zdobytych przez obie kadry w XXI wieku. Wynik? Nokaut. Siatkarze miażdżą piłkarzy. Dlatego uważam, że jeśli definiujemy narodowy sport przez pryzmat dumy i zwycięstw, siatkówka bezapelacyjnie zabiera koronę. Ale jeśli zapytam dzieciaka na ulicy, kogo ma na plakacie w pokoju, nadal wskaże piłkarza z Ligi Mistrzów. To rodzi ten wspaniały, narodowy spór o narodowy sport, którego nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć.

Skoki narciarskie jako fenomen socjologiczny?

Cofnijmy się w czasie. Zima, początek lat dwutysięcznych. Adam Małysz siada na belce. Pamiętam ten moment doskonale. Ulice miast po prostu znikały. Wszyscy siedzieli w domach, jedli niedzielny obiad i patrzyli w telewizor. Skoki narciarskie w Polsce to nie jest zwykła dyscyplina. To religia zimowa.

Później przyszedł Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Piotr Żyła. Sukcesja zadziałała idealnie. Pojechałem kiedyś do Zakopanego na Puchar Świata. Stałem pod Wielką Krokwią w tłumie kilkudziesięciu tysięcy ludzi z trąbkami i flagami. Zimno przenikało mnie do szpiku kości. A my staliśmy tam i śpiewaliśmy hymn. Skoki narciarskie pokazują naszą narodową potrzebę posiadania bohatera. Jednostki, która leci daleko i bije Niemców, Austriaków czy Norwegów. Nie gramy w to masowo. Przecież nikt z nas nie ma skoczni w ogródku. A jednak, gdy przychodzi weekend, miliony Polaków znają się na sile wiatru, przelicznikach punktowych i telemarku. To dowód na to, że narodowy sport wcale nie musi opierać się na masowym uprawianiu. Czasami wystarczy masowe przeżywanie.

Gdzie w Polsce żużel jest religią?

Jeśli myślisz, że piłka nożna i siatkówka wyczerpują temat, to znaczy, że nigdy nie byłeś na meczu żużlowym w Lesznie, Gorzowie, Toruniu czy Lublinie. Kupiłem kiedyś bilet na derby Ziemi Lubuskiej. Zapach spalonego metanolu uderzył mnie prosto w twarz, zanim jeszcze wszedłem na sektor. Ryk silników bez tłumików sprawił, że trzęsła mi się klatka piersiowa.

PGE Ekstraliga to najlepsza żużlowa liga świata. Tutaj nie mamy kompleksów. To do Polski przyjeżdżają najlepsi zawodnicy z całego globu, żeby zarabiać największe pieniądze. Bartosz Zmarzlik seryjnie zdobywa tytuły mistrza świata. W wielu miastach zachodniej i centralnej Polski żużel absolutnie deklasuje piłkę nożną. Ludzie żyją tam od niedzieli do niedzieli, analizując przełożenia w motocyklach i stan toru. Kiedy dyskutuję o tym, co wywołuje narodowy spór o narodowy sport, zawsze wrzucam żużel jako czarnego konia. Zobacz sam, jak wyglądają stadiony żużlowe. Pękają w szwach. Karnety wyprzedają się w kilka godzin. To nie jest niszowa zabawa. To potężny biznes i gigantyczne emocje.

Jak oglądalność wpływa na narodowy spór o narodowy sport?

Pieniądze w sporcie biorą się z telewizji. To brutalna prawda, którą szybko zrozumiałem, analizując budżety związków sportowych. Nadawcy telewizyjni płacą miliony za prawa do transmisji, bo wiedzą, że my, kibice, siądziemy przed ekranami. Stworzyłem proste zestawienie, żeby pokazać ci, jak rozkładają się siły w naszym kraju.

Dyscyplina Główne kryterium popularności Mój werdykt (Sukcesy vs Popularność)
Piłka nożna Dostępność, tradycja, Ekstraklasa Król masowej wyobraźni, brak medali
Siatkówka Złote medale, atmosfera, Liga Narodów Maszynka do wygrywania, duma narodowa
Skoki narciarskie Niedzielny rytuał, bohaterowie indywidualni Zimowy władca telewizorów
Żużel Najlepsza liga świata, lokalny patriotyzm Regionalna religia, potęga finansowa

Analizując te dane, widzę jedno. Telewizja kreuje nasze potrzeby. Kiedy Polsat zaczął pompować miliony w promocję siatkówki na początku XXI wieku, dyscyplina ta urosła do niebotycznych rozmiarów. TVP zrobiła to samo ze skokami. Canal+ zbudował potęgę finansową piłkarskiej Ekstraklasy i żużla. Narodowy spór o narodowy sport toczy się tak naprawdę w gabinetach prezesów stacji telewizyjnych. Walka o pilota w polskim domu to walka o wpływy reklamowe. Im więcej oglądamy, tym więcej sponsorów wchodzi do gry. Ministerstwo Sportu patrzy na te słupki i odpowiednio rozdziela dotacje. Sukces nakręca popularność, a popularność przynosi pieniądze na kolejne sukcesy. Błędne koło, które w tym przypadku działa na korzyść polskiego kibica.

Ile kosztuje wychowanie mistrza i kto za to płaci?

Zacząłem liczyć koszty. Poszedłem do znajomego, który prowadzi akademię piłkarską, i zapytałem go o stawki. Składki miesięczne, obozy, sprzęt, turnieje, a do tego odpowiednia dieta sportowa (często oparta na dylematach typu kvarg czy skyr). Rodzic młodego piłkarza wydaje rocznie kilka tysięcy złotych. A teraz pomyśl o tenisie. Iga Świątek nie wzięła się znikąd. Koszt wyszkolenia profesjonalnego tenisisty w Polsce to kwoty rzędu setek tysięcy złotych, zanim zawodnik zacznie w ogóle zarabiać na korcie.

Kto za to płaci? Najpierw rodzice. Potem samorządy. W końcu wkracza państwo i prywatni sponsorzy. Spieramy się o to, która dyscyplina jest najważniejsza, zapominając całkowicie o systemie szkolenia młodzieży. Piłka nożna ma tu ogromną przewagę dzięki systemom certyfikacji i ministerialnym programom. Siatkówka ma swoje Siatkarskie Ośrodki Szkolne. Ale lekkoatletyka, gdzie podstawą jest wiedza o tym, jakie są najlepsze buty do biegania? Pływanie? Tam sukcesy często rodzą się w bólach, na przestarzałych obiektach, dzięki heroicznemu wysiłkowi trenerów pasjonatów. Dlatego tak bardzo szanuję każdy medal zdobyty na igrzyskach lekkoatletycznych. Wiem, ile potu i łez kosztowało jego zdobycie w systemie, który faworyzuje sporty drużynowe.

Czy Iga Świątek zmieniła zasady gry w polskim sporcie?

Właśnie, tenis ziemny. Kiedyś sport elitarny, zarezerwowany dla wybranych. Dzisiaj? Obserwuję totalne szaleństwo. Poszedłem wynająć kort w Warszawie w środku tygodnia. Brak wolnych terminów. Wszystko zajęte. Iga Świątek swoimi triumfami w turniejach Wielkiego Szlema, zwłaszcza na kortach Rolanda Garrosa, całkowicie przemodelowała polską wyobraźnię sportową.

Iga dostarczyła nam czegoś, czego bardzo brakowało w dyskusji o polskim sporcie. Globalnej dominacji w dyscyplinie, która jest popularna na każdym kontynencie. Skoki narciarskie uprawia garstka krajów. Żużel to nisza, podobnie jak u nas zasady gry w lacrosse dla początkujących interesują tylko wąską grupę pasjonatów. Siatkówka jest mocna, ale w wielu krajach traktuje się ją po macoszemu w porównaniu do futbolu czy koszykówki. Tenis to globalny biznes. Kiedy Świątek wygrywa, mówi o tym cały świat. To dodaje zupełnie nowego wymiaru do naszego konfliktu o priorytety. Nagle tenis stał się tematem rozmów w biurach i w tramwajach. Wszyscy wiemy, co to jest bajgiel i jak działa ranking WTA. To pokazuje, jak elastyczni jesteśmy jako kibice. Szybko adaptujemy się do sukcesu.

Jakie emocje kierują polskim kibicem?

Zbadałem własne reakcje podczas ważnych wydarzeń sportowych. Kiedy polscy piłkarze tracą bramkę w 90 minucie, rzucam pilotem i przysięgam, że więcej tego nie obejrzę. Tydzień później znowu siedzę na kanapie. Jesteśmy narodem masochistów sportowych. Kochamy cierpieć z reprezentacją piłkarską, bo to buduje naszą tożsamość opartą na micie „nic się nie stało”.

Zupełnie inaczej reaguję na siatkówkę. Tam oczekuję zwycięstwa. Kiedy siatkarze przegrywają, czuję autentyczny zawód, bo wiem, że mają potencjał na złoto. Wymagamy od nich perfekcji. Zbudowaliśmy sobie dwa równoległe światy emocjonalne. W jednym wybaczamy wszystko (futbol), w drugim nie wybaczamy słabości (siatkówka, skoki). Narodowy spór o narodowy sport toczy się tak naprawdę w naszych głowach. To konflikt między nadzieją na cud a oczekiwaniem dominacji. Szukamy w sporcie ucieczki od codzienności, a polscy sportowcy dostarczają nam skrajnych wrażeń w jakości HD.

Prawdę mówiąc, przez lata popełniałem jeden gigantyczny błąd. Ślepo wierzyłem, że narodowy sport musi mieć tylko jedną twarz. Myślałem, że musimy wybrać. Kłóciłem się o to z ojcem przed telewizorem, udowadniając mu wyższość medali siatkarzy nad kolejną porażką piłkarzy. Myliłem się. Zrozumiałem to, gdy stałem w strugach deszczu pod skocznią w Zakopanem, śpiewając hymn z tysiącami obcych ludzi, a dzień później zdzierałem gardło na lokalnym stadionie czwartoligowej drużyny piłkarskiej. Wyjdź w najbliższy weekend na lokalne boisko, idź na halę, kup bilet na żużel. Zobacz te emocje na własne oczy. Załóż szalik w barwach lokalnego klubu i krzycz z całych sił. Dopiero wtedy zrozumiesz, że ten nasz polski, wieczny spór wcale nie niszczy sportu. On go napędza. Zmusza działaczy do pracy, telewizje do płacenia, a zawodników do walki. Nie musimy wybierać jednej dyscypliny. Możemy kochać je wszystkie, każdą za coś zupełnie innego.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

  • Jaki jest oficjalny narodowy sport w Polsce?Nie ma jednego, zapisanego w prawie oficjalnego sportu narodowego w Polsce. Narodowy spór o narodowy sport toczy się głównie między piłką nożną (największa popularność i liczba graczy) a siatkówką (największe sukcesy międzynarodowe i złote medale).
  • Dlaczego narodowy spór o narodowy sport budzi tyle emocji?Emocje wynikają z różnic w postrzeganiu sukcesu. Fani piłki nożnej opierają się na tradycji i masowości, podczas gdy kibice siatkówki, skoków narciarskich czy żużla domagają się uznania ze względu na realne mistrzostwa świata i dominację na arenie międzynarodowej.
  • Która dyscyplina ma najwięcej kibiców w Polsce?Pod względem globalnego zainteresowania, oglądalności meczów ligowych oraz liczby grających amatorów, piłka nożna pozostaje bezkonkurencyjna. Jednak mecze reprezentacji Polski w siatkówce czy konkursy skoków narciarskich potrafią przyciągnąć przed telewizory porównywalną lub nawet większą widownię w kluczowych momentach.
  • Czy siatkówka zastąpi piłkę nożną jako sport narodowy?Siatkówka już teraz jest traktowana przez wielu ekspertów i kibiców jako nasz eksportowy produkt numer jeden. Mimo regularnych triumfów w mistrzostwach świata i Lidze Narodów, trudno jej jednak wyprzedzić futbol pod kątem codziennego zaangażowania mediów i budżetów sponsorskich w rozgrywkach klubowych.
  • Skąd wziął się fenomen skoków narciarskich w Polsce?Zjawisko to eksplodowało na początku XXI wieku dzięki niesamowitym sukcesom Adama Małysza, co nazwano „Małyszomanią”. Kontynuacja sukcesów przez Kamila Stocha i Dawida Kubackiego sprawiła, że skoki narciarskie stały się trwałą, zimową tradycją dla milionów Polaków.
  • Jaki wpływ na dyskusję o polskim sporcie ma żużel?Żużel mocno komplikuje narodowy spór o narodowy sport, ponieważ w wielu regionach Polski (szczególnie na zachodzie i północy) absolutnie dominuje nad innymi dyscyplinami. Polska posiada najlepszą, najbogatszą ligę żużlową na świecie (PGE Ekstraliga) i regularnie zdobywa tytuły mistrzów świata.
Udostępnij ten artykuł