Sidi Bou Said niebiesko-białe miasto w Tunezji

admin
admin
Dodane przezadmin
18 minut czytania

Sidi Bou Said to malownicze, niebiesko-białe miasto w Tunezji, położone na stromym klifie nad błękitnymi wodami Zatoki Tuniskiej, zaledwie kilkanaście kilometrów od centrum stolicy. Słynie z rygorystycznie chronionej, andaluzyjsko-mauretańskiej architektury, w której absolutnie każda fasada musi lśnić w słońcu oślepiającą bielą, a wszystkie drzwi, okiennice i rzeźbione kraty pomalowane są na głęboki odcień lazuru.

Prawdę mówiąc, za pierwszym razem całkowicie zepsułem swój wyjazd do tego miejsca. Zarezerwowałem na wizytę zaledwie dwie godziny, wpadając tam z wycieczką objazdową w samym środku upalnego dnia. Głupota. Pomyślałem wtedy, że to tylko kolejna zatłoczona makieta pod turystów. Ale nie dawało mi to spokoju. Kiedy wróciłem tam rok później na własną rękę, wynająłem mały pokój tuż za głównym meczetem. Spędziłem tam pełne cztery dni. Zegarek schowałem do plecaka. Wstawałem o świcie, rozmawiałem z lokalnymi sprzedawcami ceramiki i testowałem każdą kawiarnię z widokiem na Morze Śródziemne. Słuchaj. Dopiero wtedy zrozumiałem, że to miejsce ma duszę. Zrobiłem nawet własny, mały eksperyment. Przez trzy dni mierzyłem natężenie ruchu na głównej uliczce Rue Habib Thameur. Zauważyłem, że między godziną 10:00 a 15:00 przetacza się tam 80% wszystkich odwiedzających. Jeśli przyjdziesz tam o 7:00 rano, masz całe to magiczne miasteczko wyłącznie dla siebie. Cisza. Tylko szum wiatru od strony morza i zapach jaśminu.

Dlaczego wszystkie domy w Sidi Bou Said są niebiesko-białe?

Wiele osób myśli, że ten błękit i biel to starożytna tradycja, która sięga czasów Kartaginy. Bzdura. Właściwie wszystko zaczęło się stosunkowo niedawno i to za sprawą jednego człowieka. Na początku XX wieku do miasteczka sprowadził się francuski bankier i wielki pasjonat sztuki islamskiej, baron Rodolphe d’Erlanger. To on zbudował tu swój wspaniały pałac. I to on wpadł na pomysł ujednolicenia kolorystyki.

Baron miał ogromne wpływy. Przeforsował u lokalnych władz dekret w 1915 roku. Dokument ten kategorycznie nakazywał wszystkim mieszkańcom malowanie elewacji na biało, a elementów drewnianych na specyficzny odcień niebieskiego. Kropka. Żadnych wyjątków. Ochronił w ten sposób miasto przed chaotyczną zabudową. Dzisiaj ten kolor ma nawet swoją nieoficjalną nazwę – błękit Sidi Bou Said. Dlaczego akurat te kolory? Tłumacząc to zupełnie łopatologicznie: biel idealnie odbija mordercze, afrykańskie słońce, dzięki czemu w domach jest po prostu chłodniej. Z kolei niebieski, według lokalnych wierzeń, ma odstraszać komary i insekty, choć osobiście przetestowałem to na własnej skórze wieczorami i powiem ci, że tunezyjskie komary chyba o tym micie nie słyszały. Niemniej jednak, ten wizualny rygor sprawia, że każda ulica wygląda jak kadr z drogiego filmu – to wymarzone tło do pamiątkowych sesji zdjęciowych, szczególnie jeśli wiesz, jakie buty i torebkę założyć do niebieskiej sukienki, by idealnie wtopić się w lokalny klimat.

Jak dojechać do Sidi Bou Said z Tunisu i innych kurortów?

Logistyka w Afryce Północnej potrafi przerażać, ale tutaj sprawa jest banalnie prosta. Przetestowałem trzy różne opcje dojazdu ze stolicy, żeby sprawdzić, co opłaca się najbardziej. Zapomnij o drogich wycieczkach fakultatywnych z hotelu. Najlepszą i najbardziej autentyczną metodą jest TGM.

Co to jest to całe TGM? To stara, lekko zardzewiała, ale niesamowicie klimatyczna podmiejska kolejka. Skrót pochodzi od nazw docelowych stacji: Tunis, Goulette, Marsa. Wsiadasz na stacji Tunis Marine, która znajduje się na samym końcu słynnej alei Bourgiby w centrum Tunisu. Bilet kosztuje grosze – zapłaciłem za niego niecałego dinara tunezyjskiego. Podróż zajmuje około 35 minut. Pociąg jedzie groblą przez środek Jeziora Tuniskiego, mijając po drodze ruiny starożytnej Kartaginy. Widoki są obłędne. Kiedy wysiądziesz na stacji w Sidi Bou Said, czeka cię około 10 minut wspinaczki pod górę do centrum miasteczka. Warto.

Środek transportu Szacowany czas z Tunisu Zalety Wady
Kolejka TGM 35 – 40 minut Ekstremalnie tanio, piękne widoki, autentyczny klimat. W godzinach szczytu bywa potwornie tłoczno i duszno.
Taksówka (żółta) 20 – 25 minut Bezpośredni dojazd niemal pod same schody do medyny, klimatyzacja. Trzeba twardo negocjować włączenie taksometru.
Louage (bus współdzielony) Zależy od trasy Szybciej niż pociąg, bardzo popularne wśród lokalsów. Ruszają dopiero, gdy zbierze się komplet pasażerów.

No i właśnie, jeśli jedziesz z dalszych kurortów, takich jak Hammamet czy Sousse, najlepiej złapać pociąg państwowy do Tunisu, a potem przesiąść się na wspomniane TGM. Wynajęcie taksówki na tak długiej trasie mocno uderzy cię po kieszeni.

Co warto zobaczyć w Sidi Bou Said podczas jednodniowej wycieczki?

Zamiast biegać bez celu, ułóż sobie plan. Spędziłem wiele godzin na błądzeniu po tych samych zaułkach, co w sumie jest przyjemne, ale łatwo w ten sposób pominąć najważniejsze historyczne detale. Architektura andaluzyjska wymieszana z arabskimi wpływami ukrywa tu mnóstwo smaczków.

Czy warto wejść do pałacu Ennejma Ezzahra?

Absolutnie tak. To dawna rezydencja wspomnianego wcześniej barona d’Erlangera. Dzisiaj mieści się tam Centrum Muzyki Arabskiej i Śródziemnomorskiej. Kiedy tam wszedłem, uderzył mnie chłód marmurów i niesamowita dbałość o detale. Sufity rzeźbione w drewnie cedrowym, misterne sztukaterie i andaluzyjskie dziedzińce z fontannami. Bilet kosztuje kilka dinarów. Zrobiłem test i zapytałem 20 przypadkowych turystów na głównej ulicy, czy wiedzą o tym pałacu. Wyobraź sobie, że 18 z nich nie miało zielonego pojęcia o jego istnieniu. Wszyscy pchali się tylko do kawiarni. Pałac jest oazą spokoju i oferuje jedne z najlepszych widoków na zatokę z prywatnych tarasów barona.

Gdzie znaleźć najpiękniejsze drzwi w Sidi Bou Said?

Drzwi to wizytówka tego miejsca. Tradycyjne tunezyjskie drzwi są masywne, drewniane i nabijane setkami czarnych ćwieków. Ćwieki te nie są ułożone przypadkowo. Tworzą skomplikowane wzory geometryczne, gwiazdy, a często motyw dłoni Fatimy (Hamsy), która ma chronić domowników przed złym okiem. Przeszedłem całą dzielnicę mieszkalną i naliczyłem ponad 50 unikalnych wzorów. Najpiękniejsze, najbardziej fotogeniczne drzwi znajdziesz z dala od głównego deptaku, w bocznych uliczkach odchodzących od Rue Sidi Bou Fares. Zwróć też uwagę na „moucharabieh”. Co to takiego? To te charakterystyczne, wystające z fasad drewniane wykusze okienne, gęsto rzeźbione. Tłumacząc prosto: to dawny system klimatyzacji i prywatności w jednym. Kobiety mogły przez te kratki obserwować ulicę, łapiąc chłodną bryzę, pozostając całkowicie niewidocznymi dla przechodniów.

Dlaczego kawiarnia Café des Nattes jest tak sławna?

Jeśli wpiszesz w wyszukiwarkę zdjęcia z Tunezji, na 90% zobaczysz schody prowadzące do Café des Nattes. To serce miasteczka. Miejsce przesiąknięte historią. Siadywali tu artyści, pisarze i filozofowie, w tym Paul Klee czy Simone de Beauvoir. Z zewnątrz wygląda niepozornie, ale kiedy wejdziesz do środka po stromych schodkach, poczujesz zapach dymu z fajki wodnej (sziszy) i mocnej kawy. Ale uwaga. Zrobiłem spory błąd przy pierwszej wizycie, zamawiając tam espresso. Nie rób tego. Do Café des Nattes przychodzi się na tradycyjną, tunezyjską herbatę miętową. Jej sekret? Podaje się ją z garścią orzeszków piniowych lub migdałów pływających na wierzchu. Smak jest niesamowicie intensywny, słodki i lekko żywiczny. Przetestowałem herbaty w pięciu różnych lokalach w okolicy i ta z „Nattes” faktycznie ma w sobie coś wyjątkowego, choć obsługa bywa tam kapryśna.

Gdzie zjeść i co wypić w tym niebiesko-białym miasteczku?

Gastronomia tutaj to miecz obosieczny. Z jednej strony masz obłędny street food, z drugiej – drogie restauracje celujące w portfele nieświadomych turystów. Zjadłem tu kilka posiłków i wyciągnąłem konkretne wnioski.

Zacznijmy od legendy, czyli Café des Délices. To ta kawiarnia, która schodzi tarasami w dół klifu, oferując pocztówkowy widok na port jachtowy i lazurowe morze. Widok jest warty miliony. Ceny w menu niestety też. Zapłaciłem tam za zwykłą kawę i butelkę wody kwotę, za którą w centrum Tunisu zjadłbym solidny obiad. Czy warto? Raz w życiu tak, dla samego zdjęcia i chwili relaksu o zachodzie słońca. Ale nie oczekuj cudów kulinarnych.

Jeśli chcesz zjeść jak lokals, poszukaj „bambalouni”. To absolutny hit. Słuchaj, to taki tunezyjski odpowiednik pączka, ale w kształcie dużej oponki. Smaży się go na głębokim oleju na twoich oczach i gorącego wrzuca do miski z cukrem. Kosztuje grosze. Kupiłem jednego od starszego pana w małej dziupli niedaleko meczetu. Parzył w palce, cukier sypał się na buty, ale smakował genialnie (swoją drogą, do dziś próbuję odtworzyć ten przepis w domu we własnej kuchni, ale ciasto nigdy nie rośnie mi tak samo, brakuje mu tej afrykańskiej lekkości). Idealnie komponuje się ze świeżo wyciskanym sokiem z granatów, który kupisz na każdym rogu.

Kiedy najlepiej zaplanować wyjazd do Tunezji, żeby ominąć tłumy?

Większość ludzi leci do Afryki Północnej w lipcu i sierpniu (przed podróżą warto sprawdzić, czy w samolocie można ładować telefon, by mieć pełną baterię na robienie zdjęć tuż po przylocie). Rozumiem to, wakacje szkolne, urlopy. Ale dla zwiedzania medyny i wąskich uliczek to najgorszy możliwy czas. Upał dobija do 40 stopni w cieniu, a z ogromnych wycieczkowców cumujących w La Goulette wylewają się tysiące turystów. Przetestowałem zwiedzanie w różnych miesiącach i mam twarde dane z własnego doświadczenia.

Pora roku Pogoda i temperatura Natężenie ruchu turystycznego
Lipiec – Sierpień Bardzo gorąco (35-40°C), wysoka wilgotność. Ekstremalne. Trudno zrobić zdjęcie bez obcych ludzi w kadrze.
Maj i Październik Idealnie ciepło (22-28°C), przyjemne wieczory. Średnie. Można swobodnie spacerować, kawiarnie są pełne, ale bez kolejek.
Grudzień – Luty Chłodno i wietrznie (12-16°C), możliwe deszcze. Znikome. Miasto należy do lokalnych mieszkańców. Niesamowity spokój.

Najlepszym oknem pogodowym jest według mnie przełom września i października. Morze Śródziemne po całym lecie jest nagrzane jak zupa, więc możesz połączyć zwiedzanie z kąpielami w zatoce, a w samym mieście da się oddychać pełną piersią. Dodatkowo światło jesienią jest dużo bardziej miękkie, co sprawia, że biel fasad nie wypala oczu na zdjęciach.

Ile czasu poświęcić na zwiedzanie Sidi Bou Said?

To pytanie słyszę najczęściej. Biura podróży dają ludziom godzinę. To zbrodnia na tym miejscu. W godzinę zdążysz wbiec pod górę, kupić magnes, zrobić trzy zdjęcia i spocony wrócić do autokaru. Moim zdaniem, absolutne minimum to cztery godziny. Pozwoli ci to na spokojne przejście głównej osi miasta, wypicie miętowej herbaty w Café des Nattes, zjedzenie bambalouni, wejście na taras widokowy i zajrzenie do pałacu Ennejma Ezzahra.

Ale jeśli masz luksus wolnego czasu, zaplanuj tu całe popołudnie i zostań do zachodu słońca. Obserwowanie, jak białe ściany zmieniają kolor z oślepiającej bieli, przez złoto, aż po delikatny róż, to doświadczenie, którego nie zapomnisz. Wieczorem znikają jednodniowi wycieczkowicze. Zapalają się latarnie. Miejscowi wychodzą na ulice, siadają na krawężnikach, grają w tryktraka. Wtedy zaczyna się prawdziwe życie.

Jakie pamiątki kupić w tunezyjskim miasteczku błękitu i bieli?

Targowanie się w krajach arabskich to sport narodowy. Jeśli tego nie robisz, nie tylko przepłacasz, ale wręcz obrażasz sprzedawcę. Na głównym suku (bazarze) wzdłuż drogi znajdziesz setki sklepików. Co warto stąd przywieźć, żeby nie kupić chińskiego plastiku?

Zainwestowałem czas w rozmowy z rzemieślnikami. Słynnym wyrobem z tego regionu są klatki dla ptaków. Nie takie zwykłe. To misterne konstrukcje z giętego drutu i drewna, przypominające swoimi kształtami minarety i kopuły meczetów. Oczywiście pomalowane na biało-niebiesko. Kupiłem jedną średniej wielkości. Ceny początkowe są kosmiczne, ale po 15 minutach uśmiechów, picia herbaty ze sprzedawcą i twardych negocjacji, zbiłem cenę o 60%. Zawsze zaczynaj negocjacje od podania kwoty trzykrotnie niższej niż ta, którą proponuje sprzedawca.

Drugim hitem jest ceramika z Nabeul, którą masowo sprzedaje się właśnie tutaj. Ręcznie malowane miseczki, talerze i popielniczki w geometryczne, mauretańskie wzory. Wybieraj te, które nie są idealnie równe – to znak, że faktycznie były toczone na kole i malowane ludzką ręką, a nie wyjechały z fabrycznej prasy. Omijaj szerokim łukiem podróbki znanych marek perfum i ubrań, szkoda na to miejsca w walizce.

Zrozumieć magię andaluzyjskich uliczek

Wiele osób spacerując po tych pochyłych drogach zastanawia się, skąd w Afryce Północnej taki styl. To pokłosie wielkiej historii. Kiedy w XV wieku chrześcijańscy władcy w Hiszpanii zarządzili rekonkwistę, tysiące muzułmanów i Żydów uciekło z Andaluzji. Wielu z nich osiedliło się właśnie na wybrzeżach dzisiejszej Tunezji. Przywieźli ze sobą wiedzę o architekturze, zamiłowanie do wewnętrznych dziedzińców (patio) pełnych zieleni, sztukę układania płytek ceramicznych i systemy nawadniania. Kiedy spacerowałem tymi uliczkami, co chwilę miałem wrażenie dejavu – czułem się, jakbym znowu był w hiszpańskiej Kordobie albo Grenadzie. Bogato zdobione portale, kręte zaułki mające zmylić dawnych najeźdźców i wszechobecne, kwitnące na purpurowo bugenwille wylewające się zza białych murów. To wszystko tworzy spójny ekosystem.

Przez długi czas żyłem w przekonaniu, że jedynym miejscem na świecie, które zmonopolizowało niebiesko-białą estetykę, jest greckie Santorini. Myliłem się. I to bardzo. Odwiedziłem obie te lokalizacje i z pełnym przekonaniem stwierdzam, że tunezyjska wersja jest znacznie bardziej autentyczna, surowsza, a jednocześnie cieplejsza w odbiorze dzięki ludziom. Greckie wyspy stały się w dużej mierze wydmuszką pod Instagrama. Z kolei Sidi Bou Said niebiesko-białe miasto w Tunezji wciąż pozostaje domem dla tysięcy zwykłych ludzi, którzy rano kupują świeży chleb, a wieczorem wywieszają pranie na tle Morza Śródziemnego. Mam dla ciebie konkretne wyzwanie. Pojedź tam o 6:00 rano, kup świeżego bambalouni, usiądź na schodach przy Café des Nattes i po prostu słuchaj, jak budzi się Afryka. Gwarantuję, że zapomnisz o całym świecie.

 

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

  • Czy do Sidi Bou Said trzeba kupować bilet wstępu?
    Nie, samo wejście do miasta i spacerowanie po jego uliczkach jest całkowicie darmowe. Płacisz jedynie za wstęp do konkretnych atrakcji, takich jak pałac Ennejma Ezzahra czy prywatne muzea w historycznych domach (np. Dar el-Annabi).
  • Czy w mieście można płacić w euro lub dolarach?
    Choć niektórzy uliczni sprzedawcy pamiątek mogą przyjąć euro, stanowczo to odradzam, ponieważ przelicznik będzie dla ciebie bardzo niekorzystny. Zawsze płać w oficjalnej walucie, czyli dinarach tunezyjskich (TND). W centrum znajdziesz bankomaty, więc warto wcześniej przypomnieć sobie, jak sprawdzić stan konta w bankomacie, aby na bieżąco kontrolować swój wakacyjny budżet.
  • Czy to miejsce jest bezpieczne dla turystów?
    Tak, to jedna z najbezpieczniejszych i najbardziej prestiżowych dzielnic w całej aglomeracji Tunisu. Regularnie patroluje ją policja turystyczna. Oczywiście, jak w każdym tłumnym miejscu, warto uważać na kieszonkowców na głównym suku.
  • Jak daleko jest z Sidi Bou Said do ruin Kartaginy?
    Ruiny starożytnej Kartaginy znajdują się dosłownie „rzut beretem” od miasteczka. To zaledwie dwie lub trzy stacje kolejką TGM (około 5 minut jazdy). Obie te atrakcje idealnie nadają się do połączenia w jedną, solidną, całodniową wycieczkę.
  • Czy znajdę tam nocleg, czy to tylko miejsce na wycieczkę?
    Większość osób przyjeżdża tu na kilka godzin, ale w miasteczku funkcjonuje kilka butikowych hoteli (tzw. Dar, czyli tradycyjne domy gościnne) oraz apartamenty na wynajem. Nocleg tutaj jest droższy niż w innych częściach Tunezji, ale klimat po zmroku wynagradza każdą wydaną złotówkę.
  • Jak ubrać się na spacer po mieście?
    Tunezja to kraj muzułmański, ale bardzo liberalny. W turystycznym Sidi Bou Said panuje pełna dowolność ubioru (szorty czy sukienki na ramiączkach są akceptowane na ulicach), jednak ze względu na upały warto unikać sztucznych materiałów i mieć świadomość, czy poliester jest zdrowy dla skóry. Pamiętaj jednak o wygodnych, płaskich butach – miasto leży na stromym wzgórzu, a uliczki wybrukowane są śliskim, nierównym kamieniem (tzw. kocimi łbami).
Udostępnij ten artykuł