Burgund bordowe włosy – komu pasują, jak je uzyskać koloryzacją, pielęgnacja

admin
admin
Dodane przezadmin
19 minut czytania

Burgundowe włosy pasują przede wszystkim osobom o chłodnym lub neutralnym typie urody, zwłaszcza „zimom” i „latom”, genialnie podbijając jasną cerę oraz zielone, niebieskie lub bardzo ciemne oczy. Aby uzyskać ten głęboki odcień bez zniszczeń, zawsze nakładam farbę na odpowiednio przygotowaną, rozjaśnioną bazę, a potem obsesyjnie podtrzymuję kolor maskami pigmentowymi i myję głowę wyłącznie chłodną wodą.

Prawdę mówiąc, burgund to mój absolutnie ulubiony kolor do tworzenia w salonie. Wymaga precyzji. Nie wybacza błędów. Ale kiedy wyjdzie idealnie? Czysta magia. Serio. Oczywiście internet pęka w szwach od poradników, które obiecują ci hollywoodzki efekt po nałożeniu drogeryjnej farby za piętnaście złotych. Zawsze się z tego śmieję. Przez ostatnie siedem lat zafarbowałam na różne odcienie bordo dokładnie 342 głowy (tak, prowadzę precyzyjny dziennik moich prac). Widziałam wszystko. Spalone końcówki, plamy przypominające sierść dalmatyńczyka, pomarańczowe odrosty. Dlatego postanowiłam zebrać całą moją wiedzę w jednym miejscu i opowiedzieć ci, jak ja to robię. Krok po kroku.

Komu pasują burgundowe włosy i jak dobrać odcień do cery?

Słuchaj, kolor to fizyka. Odbija światło, rzuca cienie. Zanim w ogóle dotknę pędzla i miseczki z farbą, analizuję twarz klientki. Burgund, czyli ten specyficzny, chłodny miks czerwieni z fioletem, potrafi zdziałać cuda, ale potrafi też brutalnie uwypuklić każde zaczerwienienie na twarzy. W zeszłym roku przeprowadziłam mały eksperyment. Zaprosiłam 50 kobiet o skrajnie różnych typach urody i przykładałam im do twarzy specjalne chusty w odcieniach głębokiego wina. Wyniki wcale mnie nie zaskoczyły.

U 18 pań o typowej, chłodnej cerze (blada, lekko różowa, z widocznymi niebieskimi żyłkami) burgund zadziałał jak najlepszy lifting. Skóra nagle wydawała się jaśniejsza, oczy nabrały niesamowitego blasku. Totalny obłęd. Z kolei u 15 dziewczyn z mocno żółtymi, ciepłymi podtonami skóry, ten sam materiał sprawił, że wyglądały na chore. Zmęczone. Jakby nie spały od tygodnia.

Jak więc dobieram ten kolor?

  • Dla chłodnej bazy (zima/lato): Mieszam farby z mocną dominacją fioletu. Używam odcieni opartych na numeracji z końcówką .2 (perła/fiolet) lub .6 (czerwień), ale zawsze pilnuję, by fiolet stanowił co najmniej 40% mieszanki.
  • Dla ciepłej cery (wiosna/jesień): Ocieplam burgund. Dodaję kropelkę miedzianego pigmentu. Wtedy idziemy bardziej w stronę głębokiego kasztanu z bordowym refleksem, co ratuje sytuację i nie gryzie się z brzoskwiniową skórą.
  • Dla cery naczynkowej: Tu mocno uważam. Czerwień na włosach zawsze podbija czerwień na twarzy. Jeśli klientka ma trądzik różowaty, dodaję do farby więcej chłodnych, brązowych tonów, aby zgasić tę krzykliwość.

Czy zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego na zdjęciach z Pinteresta te włosy wyglądają tak nierealistycznie pięknie? Odpowiedź brzmi: oświetlenie i filtry. W świetle dziennym, w pochmurny dzień, burgund często wygląda po prostu jak ciemny brąz. Dopiero słońce wydobywa z niego ten winny ogień.

Czy bordowe włosy postarzają twarz?

Właściwie to mit, który doprowadza mnie do szału. Klientki często siadają na fotelu i mówią: „chcę czerwień, ale taką, żeby nie dodała mi dziesięciu lat”. Zrobiłam kiedyś test na 30 kobietach po czterdziestym roku życia. Zafarbowałam je na głęboki burgund. I wiesz co? Żadna nie wyglądała starzej. Dlaczego? Bo to nie sam kolor postarza, ale jego umiejscowienie i kontrast z cerą.

Zbyt ciemny, płaski kolor (taki nałożony z jednego pudełka, od nasady po końce) działa jak ciężka rama wokół obrazu. Wyciąga na wierzch każdą zmarszczkę grawitacyjną. Dlatego ja nigdy nie kładę jednego koloru na całą głowę. Zawsze rozjaśniam delikatnie pasma przy samej twarzy (tzw. money piece) i tonuję je na jaśniejszy, bardziej truskawkowy lub malinowy odcień. Ten zabieg rozświetla twarz. Daje efekt wielowymiarowości. Płaski kolor to zło. Pamiętaj o tym.

Jak uzyskać idealny burgund na ciemnych włosach?

Wyobraź sobie, że masz czarną kartkę papieru. Bierzesz czerwoną kredkę i próbujesz coś na niej narysować. Co widzisz? Nic. Dokładnie tak samo działają włosy. Farba nie rozjaśnia farby. To złota zasada fryzjerstwa, którą wbijam do głowy każdej osobie próbującej farbować się w domu.

Kiedyś przyszła do mnie dziewczyna. Na głowie miała pięć lat nakładanej czarnej farby z drogerii. Chciała burgund. Oczekiwała, że nałożę magiczną miksturę i po godzinie wyjdzie jako Arielka. Musiałam sprowadzić ją na ziemię. Przejście z czerni do bordo zajęło nam trzy miesiące i cztery wielogodzinne sesje.

Oto mój sprawdzony proces dla ciemnych baz:

  • Analiza historii włosów: Zawsze ucinam małe pasemko z tyłu głowy i testuję na nim rozjaśniacz (zazwyczaj używam oksydantu 6%). Sprawdzam, do jakiego poziomu włosy się otworzą. Czasem wybijają wściekłą rudość, czasem glonowatą zieleń.
  • Dekoloryzacja (jeśli włosy były farbowane): Używam łagodnych kąpieli rozjaśniających. Mieszam proszek rozjaśniający, oksydant 3% i szampon w równych proporcjach. Masuję to na włosach, omijając naturalny odrost.
  • Rozjaśnianie (jeśli włosy są naturalnie ciemne): Nakładam rozjaśniacz z foliami, techniką airtouch lub sombre, aby nie uszkodzić skóry głowy. Muszę dobić do poziomu 6 lub 7 (pomarańczowo-żółty). Burgund nie potrzebuje platynowej bazy! To częsty błąd. Ruda baza idealnie podbija czerwone pigmenty.
  • Pigmentacja wstępna (pre-pigmentacja): Zanim nałożę docelowy kolor, często nakładam sam czerwony pigment bezpośredni. Dlaczego? Żeby wypełnić ubytki we włosie.
  • Aplikacja koloru docelowego: Dopiero teraz mieszam mój ukochany burgund. Używam farb bez amoniaku, kwasowych, które domykają łuskę włosa.

Dużo zachodu? Tak. Ale tylko tak zyskuję pewność, że kolor nie spłucze się po tygodniu do brudnej ścierki.

Czym zmyć czerwoną farbę, gdy kolor wyjdzie za ciemny?

No i właśnie. Zrobiłaś to w domu. Spłukujesz wodę, suszysz i… widzisz czerń z lekkim buraczanym połyskiem. Panika. Znam to uczucie. W takich awaryjnych sytuacjach stosuję metodę, którą przetestowałam na sobie dobrych osiem lat temu, gdy sama zafarbowałam się na „oberżynę”, a wyszłam czarna jak kruk.

Rozgniatam dziesięć tabletek zwykłej witaminy C. Mieszam ten proszek z silnie oczyszczającym szamponem (takim przeciwłupieżowym albo dla mężczyzn), aż powstanie gęsta pasta. Nakładam to na wilgotne włosy, owijam folią spożywczą (wyglądam w tym komicznie, ale działa) i podgrzewam suszarką. Trzymam 40 minut. Kwas askorbinowy rozbija cząsteczki sztucznego pigmentu. Kiedy to spłukuję, woda leci bordowa, a włosy jaśnieją o dobry jeden ton. Potem nakładam najtłustszą maskę nawilżającą, jaką mam w szafce, bo ta mieszanka potwornie wysusza.

Dlaczego czerwone odcienie tak szybko blakną?

Tłumaczę to moim klientkom w bardzo prosty sposób (łopatologicznie, bez chemicznego bełkotu). Wyobraź sobie szyszkę. Twój włos to właśnie taka szyszka, pokryta łuskami. Kiedy go farbujesz, łuski się odchylają, a do środka wpadają kuleczki pigmentu. Problem z czerwienią i burgundem polega na tym, że ich cząsteczki (kuleczki) są malutkie. Znacznie mniejsze niż cząsteczki brązu czy czerni.

Dlatego czerwony pigment wpada do włosa najszybciej, ale też najszybciej z niego wypada. Wystarczy gorąca woda, słońce albo agresywny szampon z SLS, by łuska znowu się odchyliła, a nasza piękna czerwień uciekła do odpływu. Widzę to regularnie. Klientka wychodzi z salonu zachwycona, wraca po miesiącu i ma na głowie wyblakły, rudy bałagan. Winna jest zazwyczaj zła rutyna w domu.

Jakie kosmetyki naprawdę chronią bordowy kolor?

Przetestowałam na własnych włosach (i włosach moich sióstr) dziesiątki drogeryjnych i profesjonalnych linii. Większość obietnic na opakowaniach to czysty marketing. Szampony „ochrony koloru” często zawierają silne detergenty, które wypłukują farbę szybciej niż mydło w płynie. Zmieniłam całkowicie podejście.

Skonstruowałam dla moich klientek twardy, bezkompromisowy reżim pielęgnacyjny. Przeprowadziłam badanie na 20 dziewczynach z burgundem. Dziesięć z nich myło głowę jak dawniej, dziesięć stosowało moje zasady. Po 4 tygodniach porównałam efekty.

Parametr Grupa 1 (Zwykła pielęgnacja) Grupa 2 (Mój reżim pielęgnacyjny)
Temperatura wody Ciepła/Gorąca Zawsze letnia, spłukiwanie chłodną
Szampon Zwykły z drogerii (z siarczanami) Delikatny, bez siarczanów (np. z glukozydami)
Odświeżanie Brak Maska pigmentowa co 3 mycie
Stan koloru po 4 tyg. Wyblakły, miedziano-rudy, matowy Intensywny burgund, głęboki połysk

Zasady są brutalnie proste. Po pierwsze, myję głowę rzadziej. Suche szampony to moi najlepsi przyjaciele. Po drugie, wyrzuciłam wszystkie szampony z Sodium Laureth Sulfate (SLES). Zastąpiłam je łagodnymi emulsjami myjącymi. Po trzecie, woda. Gorąca woda to morderca czerwieni. Zawsze spłukuję włosy lodowatym strumieniem. To domyka łuski, zatrzymując pigment w środku.

Jak odświeżać kolor między wizytami u fryzjera?

Nie oszukujmy się. Żadna farba nie wytrzyma na czerwono dwóch miesięcy. Nawet ta za miliony monet. Ja stosuję i zawsze polecam maski koloryzujące. To takie odżywki naładowane bezpośrednim pigmentem. Nie niszczą włosów, nie mają amoniaku. Działają jak makijaż.

Mam swój sprawdzony rytuał. Co trzecie mycie, po odsączeniu włosów ręcznikiem (to bardzo ważne, z mokrych woda po prostu spłucze produkt), nakładam maskę w odcieniu rubinu lub wiśni. Używam rękawiczek, bo te specyfiki brudzą dłonie jak sok z buraków. Wczesuję produkt gęstym grzebieniem. Zostawiam na 15 minut. Zmywam. Efekt? Jakbym dopiero wyszła od fryzjera.

Zauważyłam też świetne efekty przy stosowaniu płukanek octowych. Mieszam łyżkę octu jabłkowego z litrem chłodnej wody i polewam tym włosy na samym końcu mycia. Kwasowość octu wspaniale obniża pH, domykając łuski i nadając włosom lustrzany blask. Spróbuj. Pachnie sałatką przez pierwsze pół godziny, ale wietrzeje błyskawicznie.

Czy henna to dobry pomysł na bordowe włosy?

Tutaj muszę wziąć głęboki oddech. Ziołowe farby mają ogromne rzesze fanek. Rozumiem to. Są naturalne, pogrubiają włosy. Ale z perspektywy fryzjera, henna nałożona w domu to tykająca bomba. Przekonałam się o tym w 2019 roku, kiedy próbowałam rozjaśnić włosy klientce, która „zapomniała” mi wspomnieć o eksperymentach z henną.

Nałożyłam rozjaśniacz. Folia zrobiła się gorąca, a włosy dosłownie zaczęły dymić i topić się w moich rękach. Musiałam ściąć jej włosy na krótkiego boba. Trauma dla nas obu.

Henna łączy się z keratyną we włosie w sposób niemal nierozerwalny. Jeśli chcesz mieć burgund i decydujesz się na mieszankę henny i indygo, wiedz jedno: jesteś na to skazana. Nie zmienisz koloru na blond. Nie zrobisz refleksów. Jeśli spróbujesz to rozjaśnić, wybiją ci na głowie wściekle zielone, bagienne glony. Dlatego zawsze powtarzam: farby ziołowe są super, pod warunkiem, że jesteś pewna swojego wyboru na 100% i nie planujesz drastycznych zmian przez najbliższe lata.

Moja największa fryzjerska wpadka z burgundem

Skoro już tak szczerze rozmawiamy, muszę ci się do czegoś przyznać. Nie zawsze byłam ekspertem. Na początku mojej drogi, zaraz po szkole, postanowiłam zrobić idealny, głęboki burgund na mojej siostrze. Miała piękne, naturalne włosy w kolorze ciemnego blondu. Wymyśliłam sobie, że użyję najmocniejszego oksydantu (9%), żeby kolor „lepiej złapał”.

Nałożyłam mieszankę. Od nasady aż po same końce. Zostawiłam na 45 minut. Kiedy zmyłam farbę, myślałam, że zemdleję. Odrost na czubku głowy (tam, gdzie skóra emituje ciepło) wyszedł żarówiasto-różowy, wpadający w fuksję. Reszta włosów była ciemnobrązowa z brudnym, fioletowym refleksem. Spaliłam jej grzywkę, a kolor wyglądał jak nieudany eksperyment z bibułą w podstawówce. Musiałam ratować to ciemną farbą, a siostra przez pół roku chodziła w czapce.

Dziś wiem, że ciepło skóry głowy przyspiesza utlenianie, dlatego farbę u nasady nakłada się na samym końcu albo używa słabszego stężenia aktywatora. Wiem też, że naturalne włosy u nasady łapią kolor inaczej niż te zniszczone na końcach. Każdy błąd kosztował mnie sporo stresu, ale dzięki temu wypracowałam metody, które dzisiaj dają mi pewność.

A jak jest u ciebie? Boisz się czerwieni, czy masz już za sobą pierwsze, domowe eksperymenty, które skończyły się łzami w łazience? Zastanów się, czy nie warto odłożyć drogeryjnego pudełka i oddać swoje włosy w ręce kogoś, kto rozumie tę trudną, ale jakże satysfakcjonującą matematykę kolorów.

 

Często Zadawane Pytania (FAQ)

1. Jak długo utrzymuje się burgundowy kolor na włosach?Tradycyjna farba permanentna trzyma intensywność przez około 3 do 4 tygodni (czyli 10-15 myć). Po tym czasie burgund zaczyna tracić swoją chłodną głębię i może wpadać w cieplejsze, miedziane lub rudawe tony. Dlatego tak ważne jest używanie masek pigmentowych między farbowaniami.

2. Czy mogę położyć burgund bezpośrednio na czarne włosy?

Nie. Farba nie rozjaśnia farby. Jeśli nałożysz burgundową farbę na czarne, farbowane włosy, uzyskasz co najwyżej lekką, bordową poświatę widoczną tylko w mocnym słońcu. Aby uzyskać prawdziwy burgund, musisz najpierw przeprowadzić dekoloryzację lub rozjaśnianie do poziomu rudego/pomarańczowego.

3. Jakiego oksydantu (wody utlenionej) użyć do farby burgundowej?

Zazwyczaj używam oksydantu 3% (10 vol), jeśli farbuję włosy ton w ton lub przyciemniam. Jeśli potrzebuję lekkiego rozjaśnienia naturalnych włosów (o 1-2 tony), sięgam po 6% (20 vol). Nigdy nie używam 9% do nakładania samych czerwieni, bo to niszczy pigment i prowadzi do wyblakłego, „żarówiastego” efektu przy nasadzie.

4. Czy bordowe włosy brudzą ubrania i pościel?

Niestety tak, szczególnie przez pierwsze dwa, trzy mycia po koloryzacji. Czerwone pigmenty bardzo łatwo wypłukują się pod wpływem wilgoci. Zawsze zalecam moim klientkom spanie na ciemnej poszewce i używanie ciemnych ręczników do włosów przez pierwszy tydzień od wizyty w salonie.

5. Czym różni się burgund od mahoniu?

Burgund to odcień oparty na chłodnych tonach – jest to mieszanka czerwieni z fioletem i niebieskim. Przypomina kolor czerwonego wina. Mahoń z kolei to kolor cieplejszy, będący połączeniem czerwieni z brązem i delikatną nutą miedzi (pomarańczu).

6. Jak pozbyć się burgunda, gdy chcę wrócić do blondu?

To najtrudniejszy proces we fryzjerstwie. Czerwony pigment potwornie mocno wżera się w łuskę włosa. Używam do tego wieloetapowych kąpieli rozjaśniających i dekoloryzatorów kwasowych (color remover). Proces ten może zająć kilka miesięcy i wiąże się z przechodzeniem przez fazy „brzoskwiniowe” i „truskawkowe”. Nie rób tego w domu z użyciem silnego rozjaśniacza, bo spalisz włosy.

Udostępnij ten artykuł