„Zmiany wymagają zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności” – co to faktycznie oznacza?

admin
admin
Dodane przezadmin
20 minut czytania

Klauzula „zmiany wymagają zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności” oznacza w praktyce, że jakikolwiek aneks, ustalenie ustne czy modyfikacja umowy przesłana mailem nie mają absolutnie żadnej mocy prawnej, jeśli nie zostaną opatrzone własnoręcznym podpisem obu stron. Brak fizycznego podpisu na papierze (lub ważnego kwalifikowanego podpisu elektronicznego) sprawia, że nowe ustalenia traktuje się tak, jakby nigdy nie istniały, a strony nadal wiąże pierwotna treść kontraktu. To twardy mur. Żadne wiadomości na komunikatorach czy uściski dłoni tego nie zmienią.

Wrzucamy ten zapis do umów prawie odruchowo. Prawnicy to uwielbiają, bo daje im to poczucie pełnej kontroli nad dokumentacją. My w firmie też przez lata bezmyślnie kopiowaliśmy ten paragraf z jednego wzoru do drugiego. Aż do momentu, gdy zablokował nam pilne wdrożenie serwerowe, bo członek zarządu klienta wyjechał w Bieszczady bez dostępu do drukarki i kuriera. Wtedy zrozumieliśmy, że ten jeden niewinny wers potrafi zabić każdy projekt.

Czy mail lub SMS wystarczy do zmiany umowy z rygorem nieważności?

Nie wystarczy. Nigdy i pod żadnym pozorem. Polskie prawo, a konkretnie Kodeks cywilny, stawia sprawę brutalnie jasno w kontekście formy zastrzeżonej ad solemnitatem (czyli właśnie pod rygorem nieważności). Jeżeli w pierwotnym dokumencie umówiłeś się z kontrahentem, że wszystkie zmiany wymagają papieru i podpisu, to właśnie zamknąłeś sobie drogę do szybkiego aneksowania ustaleń przez internet.

Wyobraź sobie prostą sytuację z podwórka. Wynajmujesz mały magazyn na warszawskim Targówku. Czynsz rośnie, więc dzwonisz do właściciela i po długich negocjacjach ustalacie obniżkę o pięćset złotych. Właściciel wysyła ci SMS o treści: „Zgoda, od maja płacisz mniej”. Ty odpisujesz: „Super, dzięki”. Mijają trzy miesiące. Nagle dostajesz przedsądowe wezwanie do zapłaty zaległości. Idziesz do prawnika, pokazujesz mu telefon, a on łapie się za głowę. W umowie najmu masz wpisany rygor nieważności dla wszelkich zmian. Wasz SMS jest prawnie bezwartościowy. Sąd każe ci zapłacić całość.

Wielu przedsiębiorców myli tu dwa odrębne pojęcia. Wydaje im się, że skoro mail zawiera tekst, to jest to forma pisemna. To błąd. Mail to w świetle polskich przepisów zaledwie forma dokumentowa. Żeby coś było formą pisemną, musi fizycznie istnieć na nośniku (najczęściej papierze) i zawierać odręczny, oryginalny znak graficzny stanowiący twój podpis. Ewentualnie musi to być podpis kwalifikowany, ale o tym za chwilę.

Jakie skutki prawne ma niezachowanie formy pisemnej przy aneksowaniu?

Skutek jest jeden i nazywa się nieważnością bezwzględną. Oznacza to, że z punktu widzenia systemu prawnego wasza próba zmiany umowy w ogóle nie miała miejsca. Sąd, urząd skarbowy (który ma dziś ogromne uprawnienia i widzi nawet konta w aplikacjach typu Revolut) czy jakikolwiek organ kontrolny spojrzy na wasze maile z ustaleniami i po prostu wyrzuci je do kosza. Nie ma tu miejsca na interpretacje czy badanie „prawdziwych intencji stron”.

W praktyce biznesowej generuje to potężne ryzyka, z których mało kto zdaje sobie sprawę przy podpisywaniu kontraktów B2B. Niezależnie od tego, czy prowadzisz mały e-commerce i sprawdzasz, jak zabezpieczyć się przed nierzetelnym klientem przy przesyłce pobraniowej, czy negocjujesz wielomilionowy kontrakt IT, brak odpowiedniej formy prawnej to proszenie się o kłopoty:

  • Fikcyjne zmiany zakresu prac. Robisz wdrożenie oprogramowania. Klient prosi na Slacku o dodanie nowego modułu płatności i pisze, że dopłaci za to dziesięć tysięcy. Ty to kodujesz, wdrażasz, wystawiasz fakturę. Klient nie płaci. Idziesz do sądu. Sąd oddala pozew z umowy, bo zmiana zakresu prac i wynagrodzenia wymagała formy pisemnej pod rygorem nieważności, a ty masz tylko logi ze Slacka.
  • Przedłużenie terminów, które nie istnieje. (To mój ulubiony przykład, bo sami się na to kiedyś złapaliśmy). Zbliża się deadline oddania projektu. Zleceniodawca pisze maila: „Dobra, macie jeszcze dwa tygodnie, nie naliczymy kar umownych”. Wy oddychacie z ulgą. Trzy tygodnie później dostajecie notę obciążeniową na kilkadziesiąt tysięcy złotych za opóźnienie. Prawnie klient miał pełne prawo ją wystawić, bo mailowe przedłużenie terminu było nieważne.
  • Brak skutecznego wypowiedzenia. Chcesz zerwać współpracę z dostawcą internetu w biurze. Wysyłasz skan wypowiedzenia mailem. Umowa milczy o mailach, ale twardo nakazuje papier pod rygorem nieważności dla oświadczeń o rozwiązaniu. Twój mail jest bezskuteczny, a abonament leci dalej przez kolejne miesiące.
  • Zablokowanie procesów M&A (fuzji i przejęć). Kiedy audytorzy wchodzą do firmy robić due diligence, bezlitośnie wyłapują takie usterki, skrupulatnie badając każdy dokument i przelew (podobnie jak instytucje finansowe zadające pytania o pochodzenie pieniędzy na kontach firmowych). Widzą aneks podpisany przez DocuSign (zwykłym, niekwalifikowanym podpisem) do umowy z twardym rygorem formy pisemnej. Od razu wrzucają to do raportu jako ryzyko prawne i obniżają wycenę spółki.

Co z ustnymi obietnicami kontrahenta w trakcie realizacji projektu?

Są warte dokładnie tyle, ile powietrze zużyte do ich wypowiedzenia. Zasada jest prosta: im trudniejszy projekt, tym więcej ustaleń robimy „na gębę” na spotkaniach statusowych. Project manager zapisuje to w jakiejś tabelce w Excelu, wszyscy kiwają głowami, idziemy dalej. Jeśli jednak główny kontrakt ma zabetonowaną klauzulę o rygorze nieważności, te wszystkie ustalenia z Excela są tylko dżentelmeńską umową. Dopóki jest dobrze, to jest dobrze. Kiedy wybucha konflikt, kontrahent wyciąga z szuflady pierwotną umowę i mówi: „Pokażcie mi palcem, gdzie tu jest napisane i podbite pieczątką, że zgodziłem się na zmianę harmonogramu”.

Czym różni się forma dokumentowa od formy pisemnej pod rygorem nieważności?

Różnica to prawdziwa przepaść. Przez lata ustawodawca nie nadążał za technologią, więc w końcu dodano do Kodeksu cywilnego pojęcie formy dokumentowej. To bardzo pojemny worek. Dokumentem jest każdy nośnik informacji umożliwiający zapoznanie się z jej treścią. Ale forma dokumentowa nie ratuje nas tam, gdzie strony twardo umówiły się na papier i rygor.

Zestawienie tych dwóch reżimów najlepiej pokazuje, na czym polega problem w codziennym zarządzaniu firmą.

Cecha Forma dokumentowa (art. 77(2) KC) Forma pisemna (art. 78 KC)
Czym to fizycznie jest? E-mail, wiadomość SMS, wiadomość na komunikatorze, plik PDF bez e-podpisu, skan dokumentu, nagranie audio. Oryginalny arkusz papieru z tuszem z długopisu lub dokument elektroniczny z kwalifikowanym podpisem.
Wymóg własnoręczności Brak. Wystarczy, że da się ustalić osobę składającą oświadczenie (np. po adresie e-mail czy numerze IP). Bezwzględnie wymagany własnoręczny podpis obejmujący chociażby nazwisko.
Szybkość aneksowania Błyskawiczna. Odpisujesz „Zgadzam się” i gotowe. Koszzmarna. Wymaga drukowania, wysyłania kurierem w dwóch egzemplarzach i czekania na zwrot.
Skuteczność przy rygorze nieważności Całkowicie bezskuteczna. Dokument jest nieważny. W pełni skuteczna i wiążąca obie strony.

Widzimy to na okrągło u naszych klientów. Ktoś podrzuca nam PDF-a. Zwykły plik wygenerowany z Worda, na którym wklejono w programie graficznym obrazek przedstawiający skan podpisu prezesa. Ludzie myślą, że to załatwia sprawę. Otóż nie załatwia. Skan podpisu to nie podpis. To tylko grafika. Taki PDF to nadal tylko forma dokumentowa. Jeśli aneks wymagał formy pisemnej, taki plik jest prawnym śmieciem.

Czy kwalifikowany podpis elektroniczny zastępuje papier w aneksach do umów?

Tak. I to jest jedyna sensowna furtka wyjścia z tego archaicznego bagna. Zgodnie z art. 78(1) Kodeksu cywilnego oświadczenie woli złożone w formie elektronicznej, pod warunkiem opatrzenia go bezpiecznym kwalifikowanym podpisem elektronicznym, jest w pełni równoważne z oświadczeniem złożonym w formie pisemnej. To potężne narzędzie.

Oznacza to, że jeśli masz w umowie klauzulę o zmianach pod rygorem nieważności, nie musisz szukać kuriera. Wystarczy, że obie strony podpiszą aneks w formacie PDF za pomocą certyfikatu kwalifikowanego (np. wydanego przez mSzafir, Autenti, SimplySign czy EuroCert). Plik z takim podpisem kryptograficznym spełnia wymogi najostrzejszych rygorów w polskim prawie. Zmieniliśmy te zasady na robocie u nas w dziale umów rok temu i nagle czas procesowania aneksów spadł z dwóch tygodni do piętnastu minut.

Dlaczego zwykły profil zaufany ePUAP to za mało przy rygorze nieważności?

To najczęstsza pomyłka, z jaką spotykamy się na rynku. Przedsiębiorcy wrzucają aneks na stronę obywatel.gov.pl, podpisują to darmowym Profilem Zaufanym i wysyłają do kontrahenta w przeświadczeniu, że załatwili sprawę formy pisemnej. Niestety, prawo działa tutaj w sposób bardzo specyficzny.

Podpis Zaufany (ePUAP) służy wyłącznie do kontaktów z administracją publiczną. Złożysz nim wniosek do ZUS-u, podpiszesz pismo do urzędu skarbowego czy wyślesz JPK. Jednak w obrocie cywilnoprawnym (czyli w umowach między dwiema prywatnymi firmami lub obywatelami) Profil Zaufany nie wywołuje skutków formy pisemnej. Jest traktowany jedynie jako zaawansowany podpis elektroniczny, czyli spełnia wymogi zaledwie formy dokumentowej. Jeśli wasza umowa żądała rygoru nieważności, podpisanie aneksu przez ePUAP sprawia, że aneks jest nieważny. Koniec kropka.

Prawda jest zresztą absolutnie taka, że nienawidzę tej klauzuli. Pamiętam jak we wtorek o trzeciej nad ranem walczyliśmy z prawnikiem o domknięcie umowy wdrożeniowej dla hurtowni z Poznania. Serwery już wyły na testach. Ktoś z zarządu rzucił na Slacku że ZGADZA się na nowe warunki SLA. I co z tego? Gówno za przeproszeniem, bo w głównej umowie siedział ten przeklęty rygor nieważności. Rano musieliśmy budzić prezesa żeby fizycznie mazał długopisem po papierze. Tyle w temacie cyfryzacji środowisk IT w tym kraju.

W jakich umowach prawo z góry narzuca formę pisemną ad solemnitatem?

Czasami to nie my sami strzelamy sobie w kolano wpisując rygor nieważności do umowy. Czasami robi to za nas ustawodawca. W polskim prawie istnieje szereg kontraktów, które bezwzględnie muszą zostać zawarte i aneksowane na papierze (lub kwalifikowanym e-podpisem), bo inaczej będą nieważne od samego początku.

Dobrym pomysłem jest zrobienie sobie audytu w firmie i sprawdzenie, czy przypadkiem nie próbujecie załatwiać mailem spraw z poniższej listy:

  • Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych (art. 53 Ustawy o prawie autorskim). Jeśli zlecasz grafikowi logo na podstawie umowy o dzieło i ustalacie przeniesienie praw mailem, to prawa autorskie nadal należą do niego. Masz tylko plik na dysku, ale nie masz do niego praw.
  • Umowa leasingu (art. 709(2) KC). Zawsze na papierze. Jeśli negocjujesz z firmą leasingową zmianę harmonogramu spłat, aneks musi przyjść kurierem.
  • Umowa o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy. Kadry często zapominają o tym drobnym detalu i wysyłają pracownikowi skan do podpisania. Ten skan nie wywołuje żadnych skutków prawnych. Były pracownik może następnego dnia iść do konkurencji, a wy nie macie podstaw, żeby żądać odszkodowania.
  • Pełnomocnictwo ogólne. Musi być na piśmie pod rygorem nieważności.

Warto tu zaznaczyć jedną rzecz, która ratuje wiele biznesów. Umowa o pracę jako taka wymaga formy pisemnej, ale uwaga – bez rygoru nieważności. Brak formy pisemnej umowy o pracę nie powoduje jej nieważności (pracodawca ma tylko obowiązek potwierdzić pracownikowi na piśmie ustalenia). Jednak w obrocie B2B, na kontraktach usługowych, jeśli wpiszecie sobie rygor, to nie ma od tego ucieczki.

Jak skutecznie uchylić klauzulę o rygorze nieważności w trwającej umowie?

Zarządy często budzą się z ręką w nocniku po pół roku trwania projektu. Widzą, że papierologia dusi zespół (co bywa szczególnie frustrujące dla wchodzących na rynek pracy pokoleń Y i Z, przyzwyczajonych do pełnej cyfryzacji), a maile latają z prędkością światła. Chcą zrezygnować z wymogu formy pisemnej i przejść na formę dokumentową. I tu pojawia się klasyczny paragraf 22.

Zgodnie z art. 76 Kodeksu cywilnego, jeżeli strony zastrzegły w umowie, że określona czynność ma być dokonana w szczególnej formie, czynność ta dochodzi do skutku tylko przy zachowaniu tej formy. Co to oznacza dla nas? Że żeby usunąć z umowy wymóg formy pisemnej pod rygorem nieważności, musimy sporządzić aneks usuwający ten zapis… w formie pisemnej pod rygorem nieważności.

Nie da się mailem napisać: „Słuchajcie, od dzisiaj rezygnujemy z konieczności wysyłania sobie papierowych aneksów. Zgoda? Zgoda”. Taki mail jest nieważny. Musicie ten jeden, ostatni raz uruchomić drukarki, złożyć odręczne podpisy pod aneksem, w którym wyraźnie wskażecie, że od dnia X wykreślacie z umowy ustęp mówiący o rygorze nieważności i zastępujecie go zapisem: „Wszelkie zmiany niniejszej umowy wymagają zachowania formy dokumentowej (w tym wymiany wiadomości e-mail) pod rygorem nieważności”. Dopiero od momentu podpisania tego papieru otwieracie sobie drogę do legalnego aneksowania kontraktu z poziomu skrzynki pocztowej.

Brak weryfikacji takich niuansów mści się okrutnie. Pamiętam jak w 2018 roku zrobiliśmy błąd przy podpisywaniu umowy o zachowaniu poufności (NDA) z zewnętrznym podwykonawcą dla naszego oddziału w Krakowie. Wrzuciłem do wzoru sztampową regułkę o formie pisemnej pod rygorem nieważności. Pół roku później chcieliśmy rozszerzyć listę podmiotów objętych poufnością. Dogadaliśmy to na Teamsach, wysłaliśmy maila. Podwykonawca potwierdził. Parę miesięcy później dane wyciekły do jednej ze spółek, którą „dopisaliśmy” mailem. Poszliśmy z tym do prawników, a oni rozłożyli ręce. Rozszerzenie NDA było nieważne. Gość nie naruszył umowy, bo w świetle prawa ta zmiana nigdy się nie wydarzyła. To była bardzo bolesna i droga lekcja prawa cywilnego w praktyce. Od tamtej pory wycinam rygor nieważności z każdego draftu B2B, który ląduje na moim biurku, zostawiając wyłącznie formę dokumentową. Szkoda życia na kurierów.

FAQ – Najczęstsze pytania o rygor nieważności w polskim prawie

  • Czy skan podpisanej umowy wysłany e-mailem spełnia wymóg formy pisemnej pod rygorem nieważności?
    Nie. Skan to jedynie kopia dokumentu i w świetle prawa stanowi formę dokumentową, a nie pisemną. Aby zachować formę pisemną, obie strony muszą dysponować fizycznym egzemplarzem z oryginalnym, odręcznym podpisem drugiej strony, lub użyć kwalifikowanego podpisu elektronicznego.
  • Czy Profil Zaufany (ePUAP) wystarczy do aneksowania umowy z rygorem nieważności?
    Nie. Profil Zaufany służy wyłącznie do kontaktów z administracją publiczną. W umowach prywatnych i B2B nie spełnia on wymogów formy pisemnej, a jedynie formy dokumentowej. Zastosowanie go przy rygorze nieważności sprawi, że aneks będzie nieważny.
  • Co to znaczy 'forma pisemna ad solemnitatem’?
    Jest to prawnicze określenie formy pisemnej zastrzeżonej pod rygorem nieważności. Oznacza to, że jeśli dana czynność prawna (np. umowa lub aneks) nie zostanie sporządzona na papierze z własnoręcznym podpisem, jest ona traktowana jako bezwzględnie nieważna od samego początku.
  • Czy mogę ustnie zrezygnować z rygoru nieważności zapisanego w umowie?
    Nie. Zgodnie z polskim Kodeksem cywilnym, czynność uchylająca wymóg formy pisemnej pod rygorem nieważności musi zostać dokonana w takiej samej formie. Zatem rezygnacja z tego wymogu wymaga sporządzenia papierowego aneksu z podpisami obu stron.
  • Jakie umowy z góry wymagają formy pisemnej pod rygorem nieważności przez ustawę?
    Do najpopularniejszych należą: umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych, umowa leasingu, umowa o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy oraz pełnomocnictwo ogólne. Niezachowanie formy pisemnej powoduje w ich przypadku brak skutków prawnych.
  • Czy kwalifikowany podpis elektroniczny zastępuje własnoręczny podpis na papierze?
    Tak. Zgodnie z art. 78(1) Kodeksu cywilnego dokument opatrzony bezpiecznym kwalifikowanym podpisem elektronicznym wywołuje dokładnie takie same skutki prawne jak dokument opatrzony podpisem własnoręcznym, spełniając tym samym rygor nieważności.
Udostępnij ten artykuł