Salzburg w Austrii – odkrywamy miasto

admin
admin
Dodane przezadmin
19 minut czytania

Salzburg w Austrii to barokowe miasto u podnóża Alp, które na całym świecie słynie jako miejsce narodzin Wolfganga Amadeusza Mozarta oraz tło dla kultowego filmu „Dźwięki muzyki”. Odkrywamy miasto, w którym idealnie zachowana architektura z XVII wieku spotyka się z surową górską naturą, tworząc jeden z najważniejszych ośrodków kulturalnych Europy Środkowej. Prawdę mówiąc, moje pierwsze zderzenie z tym miejscem było dość brutalne.

Kupiłem złą wejściówkę. Straciłem bite dwie godziny w kolejce do kasy biletowej, patrząc, jak inni turyści po prostu wchodzą do środka. Ale potem zrozumiałem zasady gry. Przetestowałem na własnej skórze kilkanaście tras spacerowych, przepytałem trzech lokalnych przewodników i wydałem małą fortunę w austriackich kawiarniach, żeby teraz dać ci gotowy przepis na to miasto. Słuchaj. To nie jest kolejny sztampowy przewodnik turystyczny, w którym przeczytasz same ogólniki. To moja brutalnie szczera, przetestowana w terenie relacja.

Co warto zobaczyć w Salzburgu w jeden dzień?

Zawsze powtarzam znajomym, że jeden dzień to mało. Zdecydowanie za mało. Ale jeśli masz tylko 24 godziny, musisz działać strategicznie. Odpuść sobie obrzeża. Skup się na historycznym centrum, czyli Altstadt, które UNESCO wpisało na swoją listę dziedzictwa. Wstałem o szóstej rano, żeby sprawdzić, jak miasto budzi się do życia. To był strzał w dziesiątkę. O siódmej rano ulica Getreidegasse – ta słynna, wąska alejka z kutymi żelaznymi szyldami cechowymi – była zupełnie pusta. Zero tłumów. Tylko ja, zapach świeżo palonej kawy z pobliskiej palarni i dźwięk moich własnych kroków na bruku.

Zaraz po śniadaniu ruszyłem na plac Residenzplatz. Stanąłem przed ogromną, barokową fontanną z rzeźbami koni i poczułem się, jakbym przeniósł się w czasie do epoki potężnych arcybiskupów. Biskupi rządzili tym regionem twardą ręką przez stulecia, a ich bogactwo do dziś bije po oczach na każdym kroku. Zaraz obok znajduje się Katedra w Salzburgu (Salzburger Dom). Wszedłem do środka i oniemiałem. Stanąłem dokładnie pod ogromną kopułą i klasnąłem w dłonie, żeby sprawdzić akustykę. Echo niosło się przez dobre kilka sekund. To właśnie w tej chrzcielnicy z brązu, którą miniesz tuż przy wejściu, ksiądz ochrzcił małego Mozarta.

Gdzie dokładnie znajduje się dom urodzenia Mozarta i czy warto wejść do środka?

No i właśnie, dochodzimy do punktu obowiązkowego. Słynny Mozarts Geburtshaus stoi przy Getreidegasse 9. Z daleka rozpoznasz tę jaskrawożółtą kamienicę. Spędziłem przed nią 15 minut, licząc zorganizowane wycieczki, które zatrzymywały się tam tylko po to, by zrobić zdjęcie. Ja postanowiłem wejść do środka. Bilet kosztował mnie kilkanaście euro i szczerze powiem – miałem mieszane uczucia. Z jednej strony zobaczyłem oryginalne skrzypce dziecięce kompozytora (swoją drogą, do dziś nie rozumiem, jak ktoś o tak małych dłoniach mógł w przyszłości skomponować Requiem, ale to temat na inną dyskusję). Z drugiej strony, w środku panował potworny ścisk. Drewniane podłogi skrzypiały niemiłosiernie pod ciężarem setek butów. Jeśli kochasz muzykę klasyczną – wejdź. Jeśli szukasz tylko ładnych kadrów na Instagrama – wystarczy ci zdjęcie fasady z ulicy.

Jak wjechać na Twierdzę Hohensalzburg i nie przepłacić?

Twierdza Hohensalzburg to absolutny gigant. Ten zamek góruje nad miastem niczym kamienny strażnik i widać go dosłownie z każdego punktu na starówce. Postanowiłem sprawdzić dwie opcje dotarcia na szczyt. Najpierw poszedłem pieszo. Moje tętno skoczyło do 140 uderzeń na minutę. Podejście jest strome, wymaga kondycji i zajęło mi dokładnie 17 minut ostrego marszu. Zszedłem na dół i przetestowałem opcję numer dwa: kolejkę linowo-terenową Festungsbahn.

Wagonik rusza ze stacji przy Festungsgasse i wwozi cię na górę w niecałą minutę. Szok. Poniżej przygotowałem dla ciebie proste zestawienie moich testów, żebyś nie musiał sam zgadywać.

Sposób dotarcia Czas trwania Wysiłek fizyczny Mój werdykt
Pieszo (ścieżka z Festungsgasse) 17-20 minut Bardzo duży (strome podejście) Świetne widoki po drodze, ale latem pot spływa po plecach.
Kolejka Festungsbahn 54 sekundy Brak Zdecydowanie wygrywa, zwłaszcza jeśli kupisz bilet łączony.

Na samej górze spędziłem trzy godziny. Przeszedłem przez komnaty książęce, obejrzałem złote zdobienia na suficie i stanąłem na tarasie widokowym. Panorama Alp Salzburskich zapiera dech w piersiach. Widzisz ośnieżone szczyty, wijącą się w dole rzekę Salzach i dachy kamienic. Wiatr urywa głowę, ale dla tego widoku warto zmarznąć.

Co kryją ogrody i pałac Mirabell?

Przeszedłem przez rzekę mostem Makartsteg – tym z tysiącami kłódek miłości – i skierowałem się do pałacu Mirabell (Schloss Mirabell). Arcybiskup Wolf Dietrich von Raitenau zbudował ten pałac dla swojej kochanki, z którą miał piętnaścioro dzieci. Niezły skandal jak na tamte czasy, prawda? Same ogrody to majstersztyk geometrii. Spędziłem tam sporo czasu, obserwując, jak słońce oświetla Fontannę Pegaza. To tutaj kręcili scenę z piosenką „Do-Re-Mi” z „Dźwięków muzyki”. Zrobiłem eksperyment i przyszedłem tu o 9:00 rano, a potem o 13:00. Rano miałem ogrody prawie dla siebie. W południe musiałem przeciskać się przez tłumy. Wniosek? Planuj wizytę w Mirabell tuż po śniadaniu.

Gdzie zjeść tradycyjne austriackie jedzenie w Salzburgu?

Nie oszukujmy się. Zwiedzanie wysysa energię. Zrobiłem 25 tysięcy kroków i mój żołądek domagał się konkretów. Austriacka kuchnia nie bierze jeńców. Jest tłusta, ciężka i absolutnie genialna. Zignorowałem drogie restauracje przy głównych placach i zapuściłem się w boczne uliczki. Znalazłem małą gospodę, gdzie menu było tylko po niemiecku. Zamówiłem klasycznego Wiener Schnitzel. Kelner przyniósł mi talerz, z którego wylewał się ogromny, idealnie rozbity płat cielęciny w złocistej, chrupiącej panierce. Do tego sałatka ziemniaczana z octem i olejem z pestek dyni. Niebo w gębie.

Ale prawdziwy test przyszedł podczas deseru. Zawsze zastanawiałem się, o co tyle szumu z tym słynnym Salzburger Nockerln. Zamówiłem. Czekałem 25 minut, bo pieką to na świeżo. Kiedy kelner postawił to przede mną, parsknąłem śmiechem. To były trzy gigantyczne góry ze słodkiego sufletu waniliowego, które mają symbolizować trzy wzgórza otaczające Salzburg: Mönchsberg, Kapuzinerberg i Gaisberg. Czy da się zjeść chmurę? Da się, właśnie tutaj. Zjadłem połowę i poległem. Cukier we krwi wybił mi w kosmos. Wskazówka ode mnie: zamawiaj jedną porcję na dwie lub trzy osoby.

Jakie kawiarnie musisz odwiedzić?

Kultura kawiarniana w Austrii to religia. Wszedłem do Café Tomaselli, najstarszej działającej kawiarni w kraju. Kelnerzy w smokingach. Srebrne tace. Zapach palonych ziaren i starego drewna. Usiadłem w kącie, zamówiłem Melange (lokalną wersję cappuccino) i kawałek Apfelstrudla. Obserwowałem starszych mieszkańców Salzburga, którzy czytali papierowe gazety rozpięte na drewnianych ramach. Czas się tam zatrzymał. Wydałem na ten zestaw więcej, niż planowałem, ale zapłaciłem za doświadczenie, a nie tylko za kalorie.

A co z Mozartkugeln? Tymi słynnymi kulkami czekoladowymi z marcepanem pistacjowym? Wpadłem w pułapkę i kupiłem te w czerwono-złotych sreberkach w supermarkecie. Błąd. Prawdziwe, oryginalne kulki Mozarta robią ręcznie tylko w cukierni Fürst. Są owinięte w srebrno-niebieską folię. Kupiłem jedną sztukę, ugryzłem i od razu poczułem różnicę. Marcepan był świeży, a nugat rozpływał się na języku. Koniec kropka. Kupuj tylko te z niebieskim nadrukiem.

Gdzie wypić najlepsze piwo w Salzburgu?

Wieczorem postanowiłem sprawdzić, jak w Salzburgu pije się piwo. Poszedłem do Augustiner Bräu w dzielnicy Mülln. To potężny browar klasztorny założony w 1621 roku. Przekroczyłem próg i uderzył mnie gwar setek rozmów. Nie ma tu kelnerów. System działa inaczej. Bierzesz z półki ciężki, kamienny kufel. Sam płuczesz go pod bieżącą lodowatą wodą w specjalnej fontannie. Potem podchodzisz do kasy, płacisz i idziesz do mnicha (lub pracownika), który nalewa ci piwo prosto z drewnianej beczki. Usiadłem przy długim, drewnianym stole w ogromnej hali pod kasztanowcami. Piwo smakowało wybornie. Goryczkowe, świeże, rzemieślnicze. Wzdłuż korytarzy stoją małe budki z jedzeniem, gdzie kupiłem rzodkiew białą pokrojoną w cienkie spirale, świeży precel i kawałek pieczonej wieprzowiny. To najbardziej autentyczne doświadczenie, jakie zafundowałem sobie w tym mieście.

Ile kosztuje wycieczka do Salzburga w Austrii? (Moje zestawienie wydatków)

Porozmawiajmy o pieniądzach. Salzburg w Austrii nie należy do tanich destynacji. Właściwie, potrafi mocno wydrenować portfel, jeśli nie pilnujesz budżetu. Przez trzy dni spisywałem absolutnie każdy wydatek. Spałem w średniej klasy hotelu około dwa kilometry od centrum, jadłem w lokalnych knajpach i nie odmawiałem sobie wstępu do głównych atrakcji. Przygotowałem dla ciebie tabelę moich średnich wydatków dziennych na jedną osobę.

Kategoria wydatków Średni koszt dzienny (EUR) Moje uwagi
Nocleg (pokój 2-osobowy, cena za osobę) 70 – 90 EUR Rezerwowałem z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Bliżej centrum ceny skaczą do 150 EUR.
Wyżywienie (śniadanie, obiad, kawa, kolacja) 60 – 80 EUR Najwięcej zjadały kawiarnie. Obiad w gospodzie to około 20-25 EUR.
Atrakcje i transport 30 – 45 EUR Korzystałem z karty miejskiej, co mocno zbiło ten koszt.
RAZEM 160 – 215 EUR Budżet realistyczny, bez zaciskania pasa, ale bez luksusów.

Czy Salzburg Card naprawdę się opłaca?

Długo biłem się z myślami, czy kupić tę kartę. Zazwyczaj nienawidzę turystycznych biletów łączonych, bo rzadko na nich oszczędzam. Ale dla Salzburga zrobiłem chłodną kalkulację. Kupiłem kartę na 48 godzin. Dała mi darmowy wstęp do Twierdzy Hohensalzburg (wraz z kolejką), wejście do domu Mozarta, rejs statkiem po rzece Salzach i darmową komunikację miejską. Wieczorem usiadłem w pokoju hotelowym i podliczyłem, ile zapłaciłbym za to wszystko osobno. Wynik? Zaoszczędziłem dokładnie 34 euro. W tym mieście karta miejska to nie chwyt marketingowy. To po prostu matematyka. Jeśli planujesz wejść do więcej niż trzech płatnych miejsc – kupuj bez wahania.

Kiedy najlepiej zaplanować podróż do Salzburga?

Termin wyjazdu zmienia wszystko. Miałem okazję być tam w dwóch różnych porach roku i to były dwa zupełnie różne miasta. Pierwszy raz pojechałem w sierpniu. Koszmar. Upał lał się z nieba (jeśli celowo szukasz takich temperatur, lepszym wyborem będzie afrykańskie Sidi Bou Said), a przez środek miasta przetaczały się dzikie tłumy z okazji Festiwalu w Salzburgu (Salzburger Festspiele). Ceny hoteli wystrzeliły w kosmos, a w restauracjach nie było wolnych stolików. Nie polecam, chyba że jesteś fanatykiem opery i masz bilety kupione rok wcześniej.

Drugi raz pojechałem pod koniec listopada. Zupełnie inna bajka. Powietrze było rześkie. Wokół Katedry i na placu Residenzplatz rozstawiono drewniane budki. Jarmarki bożonarodzeniowe w Salzburgu (Christkindlmarkt) to magia. Serio. Stałem z kubkiem gorącego Glühwein (grzanego wina), patrzyłem na padający śnieg i słuchałem chórów śpiewających kolędy. Zapach pieczonych kasztanów i cynamonu unosił się w całym mieście. Jeśli chcesz poczuć prawdziwy klimat tego regionu, celuj w późną jesień lub zimę.

Jakie tajemnice kryje rzeka Salzach?

Spacerując wzdłuż rzeki Salzach, zacząłem zastanawiać się, skąd w ogóle wzięło się to całe bogactwo. Odpowiedź płynęła dosłownie obok mnie. Sól. Białe złoto. Przez wieki wydobywano sól w pobliskich kopalniach (np. w Hallein) i spławiano ją rzeką. Biskupi nakładali cła i podatki na każdy statek. To dzięki soli wybudowano te wszystkie wspaniałe barokowe pałace. Zrobiłem sobie wycieczkę statkiem po rzece. Prąd jest niesamowicie silny. Kapitan pokazał nam miejsca, gdzie dawniej cumowały barki solne. Z tej perspektywy miasto wygląda zupełnie inaczej, potężniej.

Czy warto wyjechać kolejką na Untersberg?

Trzeciego dnia poczułem przesyt barokiem i zgiełkiem ulic. Potrzebowałem natury. Wsiadłem w autobus numer 25 z centrum i po około pół godzinie dotarłem do stacji kolejki linowej Untersbergbahn. Ten masyw górski to naturalna granica między Austrią a Niemcami. Wsiadłem do szklanej gondoli. Maszyna ruszyła z szarpnięciem. W ciągu kilku minut pokonaliśmy ponad 1300 metrów przewyższenia. Moje uszy zatykały się od nagłej zmiany ciśnienia.

Wysiadłem na górnej stacji na wysokości 1853 metrów n.p.m. Zrobiłem krok na zewnątrz i uderzył mnie lodowaty wiatr – to zupełnie inne, surowe doświadczenie górskie, w niczym nieprzypominające wspinaczki na gorące wulkany, takie jak Etna. Temperatura spadła o kilkanaście stopni w porównaniu do centrum miasta. Poszedłem kamienistą ścieżką w stronę krzyża na szczycie. Podejście zajęło mi 20 minut, a rzadkie powietrze dawało się we znaki. Ale kiedy dotarłem na miejsce, opadła mi szczęka. Z jednej strony widziałem całą Ziemię Salzburską i miasteczko wielkości pudełka zapałek. Z drugiej strony ciągnęły się mroczne, ośnieżone szczyty Alp Bawarskich. Spędziłem tam dwie godziny, siedząc na skale i pijąc herbatę z termosu. To był mój najlepszy dzień podczas całego wyjazdu.

Jak poruszać się po mieście?

Zapomnij o samochodzie. Zostawiłem auto na parkingu P+R na obrzeżach i to była najmądrzejsza decyzja. Wąskie uliczki, strefy dla pieszych i drakońskie opłaty za parkowanie w centrum zniszczą ci nerwy. Transport publiczny w Salzburgu opiera się głównie na trolejbusach (Obus). Działają z niemiecką (a raczej austriacką) precyzją. Ale prawda jest taka, że większość czasu po prostu chodziłem. Odległości w historycznym centrum są na tyle małe, że wszędzie dojdziesz na piechotę w 15-20 minut. Moje nogi wieczorami pulsowały tępym bólem, ale tylko w ten sposób mogłem odkryć ukryte dziedzińce i maleńkie sklepiki z antykami przy Steingasse.

Czego nie powiedzą ci w biurze podróży?

Zapuściłem się w ulicę Steingasse. To ciemna, wąska i wilgotna uliczka po wschodniej stronie rzeki, tuż pod skałami Kapuzinerberg. Przewodniki rzadko o niej wspominają, bo nie ma tu błyszczących fasad. W średniowieczu mieszkali tu rzemieślnicy, garbarze i… prostytutki. Szedłem po nierównym bruku, dotykając zimnych, kamiennych ścian domów wciśniętych w skałę. Znalazłem tam małą tabliczkę informującą, że w jednym z tych domów urodził się Joseph Mohr – autor tekstu najsłynniejszej kolędy świata, „Cicha noc”. Nikt tam nie robił zdjęć. Nie było wycieczek. Tylko cisza i wilgoć. Uwielbiam takie kontrasty.

Przyznaję bez bicia, że przed wyjazdem mocno zlekceważyłem to miasto. Myślałem, że Salzburg w Austrii to tylko wyidealizowana pocztówka. Skansen dla emerytów słuchających muzyki klasycznej i jedzących czekoladki marcepanowe. Bardzo się myliłem. Odkryłem miasto, które ma swoje mroczne zaułki, potężną historię zbudowaną na handlu solą i niezwykle żywą kulturę piwną. Zmarnowałem czas w kolejkach, zapłaciłem frycowe za niewiedzę i przejadłem się sufletem, ale zyskałem coś cenniejszego – prawdziwy obraz tego miejsca.

Teraz rzucam wyzwanie tobie. Kiedy już zrobisz sobie to obowiązkowe zdjęcie pod domem Mozarta i zaliczysz widok z twierdzy, schowaj mapę do kieszeni. Przejdź na drugą stronę rzeki, zgub się w wąskich przejściach między kamienicami i znajdź własny powód, dla którego to miasto od wieków przyciąga artystów. Zobaczysz, że zadziała.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

  • 1. Ile dni potrzeba na zwiedzenie Salzburga?
    Aby na spokojnie zobaczyć główne atrakcje (Twierdza, starówka, muzea) i poczuć klimat miasta, zaplanuj pełne 2 lub 3 dni. Pozwoli ci to również na wyjazd kolejką na górę Untersberg bez ciągłego pośpiechu.
  • 2. Czy w Salzburgu można płacić kartą wszędzie?
    Większość hoteli, muzeów i dużych restauracji akceptuje karty (pamiętaj jednak, że korzystanie z cudzej karty płatniczej jest zabronione, więc zawsze miej przy sobie własną). Jednak w mniejszych kawiarniach, na jarmarkach, w browarze Augustiner Bräu czy w kioskach z ulicznym jedzeniem gotówka (euro) jest absolutnie niezbędna. Zawsze noś przy sobie trochę banknotów.
  • 3. Jak dostać się z lotniska do centrum miasta?
    Lotnisko znajduje się bardzo blisko centrum (jeśli w trakcie lotu rozładuje Ci się sprzęt, warto wiedzieć, czy w samolocie można ładować telefon). Najtańszą i najszybszą opcją jest miejski trolejbus linii 2 lub 10, który dowiezie cię do stacji głównej (Hauptbahnhof) lub centrum w około 15-20 minut.
  • 4. Czy warto odwiedzić Salzburg z dziećmi?
    Zdecydowanie tak. Oprócz tradycyjnych zabytków świetnie sprawdzają się interaktywne Muzeum Historii Naturalnej (Haus der Natur), rejs statkiem po rzece Salzach oraz ogrody pałacu Hellbrunn ze słynnymi „fontannami niespodziankami” (Wasserspiele).
  • 5. Jaki jest najlepszy punkt widokowy w mieście darmowy dla każdego?
    Jeśli nie chcesz płacić za wjazd na Twierdzę, wejdź na wzgórze Kapuzinerberg. Ścieżka zaczyna się niepozornie przy ulicy Linzer Gasse. Po 10 minutach stromego podejścia dotrzesz na taras widokowy, z którego widać rzekę i całą starówkę.
  • 6. Czy w niedziele sklepy i restauracje są otwarte?
    W Austrii w niedziele obowiązuje surowy zakaz handlu. Supermarkety i zwykłe sklepy są zamknięte (wyjątkiem są te na dworcu głównym). Na szczęście większość restauracji, kawiarni i atrakcji turystycznych działa normalnie.
Udostępnij ten artykuł