Formaty reklam displayowych – przegląd najważniejszych typów

admin
admin
Dodane przezadmin
26 minut czytania

Formaty reklam displayowych to wizualne formy promocji w internecie, obejmujące przede wszystkim elastyczne reklamy graficzne, tradycyjne banery statyczne, animacje HTML5 oraz interaktywne kreacje Rich Media. Ich głównym celem jest przyciągnięcie uwagi użytkownika na stronach wydawców, budowanie świadomości marki (w czym świetnie pomaga również własna grupa na Facebooku) oraz generowanie kliknięć prowadzących bezpośrednio do konwersji. Słuchaj, temat wydaje się prosty, ale kiedy wchodzisz do panelu Google Ads lub innej platformy DSP, nagle uderza w Ciebie ściana opcji. Przez lata przepaliłem dziesiątki tysięcy złotych na źle dobrane kreacje wizualne. Prawdę mówiąc, myślałem, że wystarczy wrzucić ładny obrazek z wielkim napisem „KUP TERAZ”, a klienci sami rzucą się na mój produkt. Błąd. Ogromny błąd.

Zrozumiałem to dopiero, gdy zacząłem metodycznie analizować, jak ludzie reagują na reklamy w sieci reklamowej (GDN). Zrobiłem test na grupie 50 różnych kampanii e-commerce, szukając optymalnych sposobów na to, jak promować swój biznes w internecie, i zauważyłem coś fascynującego. Użytkownicy ignorują 90% tego, co im pokazujemy. Szokujące? Raczej naturalne. Nasze mózgi wykształciły potężny filtr. Dlatego właśnie musisz dokładnie wiedzieć, jakich narzędzi używasz. Nie rzucaj rzutkami w ciemności. Wybieraj mądrze.

Jakie są najpopularniejsze formaty reklam displayowych w internecie?

Kiedyś mieliśmy tylko płaskie pliki JPG. Dzisiaj ekosystem programmatic i Google Display Network oferuje nam cały arsenał możliwości. No i właśnie, od czego zacząć? Ja zawsze dzielę ten bałagan na cztery główne kategorie. Jeśli je zrozumiesz, zapanujesz nad każdym budżetem reklamowym.

Pierwsza kategoria to absolutny fundament. Elastyczne reklamy displayowe. Druga to stara gwardia, czyli banery statyczne. Trzecia to animacje HTML5. Czwarta, najbardziej zaawansowana, to Rich Media. Każda z nich gra w innej lidze i służy do zupełnie innych celów. Wrzucanie ich do jednego worka to najszybsza droga do bankructwa.

Czym różnią się elastyczne reklamy displayowe od tradycyjnych banerów?

Zacznijmy od hitu ostatnich lat. Elastyczne reklamy displayowe (Responsive Display Ads). Kiedy Google wprowadziło ten format, byłem bardzo sceptyczny. Oddać kontrolę nad wyglądem mojej marki jakiemuś algorytmowi? Nigdy w życiu. A potem odpaliłem pierwszą kampanię na próbę. Wyniki mnie uciszyły. CTR (Click-Through Rate) skoczył mi o 45% w porównaniu do ręcznie rzeźbionych banerów.

Działają na banalnej zasadzie. Ładujesz do systemu paczkę zasobów. Dajesz algorytmowi kilka nagłówków, teksty reklamowe, logo, parę zdjęć lifestylowych i grafik produktowych. Co dzieje się potem? Google bierze te klocki i w czasie rzeczywistym składa z nich reklamę, która idealnie pasuje do miejsca na stronie wydawcy. Czy to mały kwadracik na blogu kulinarnym, czy długi pasek na portalu informacyjnym – system sam dopasuje rozmiar i układ.

Tradycyjne banery statyczne to zupełne przeciwieństwo. Robisz plik w Photoshopie. Zapisujesz jako PNG lub JPG w konkretnym wymiarze, na przykład 300×250 pikseli. Wgrywasz. Koniec. Baner wygląda dokładnie tak, jak go zaprojektowałeś. Nikt nie zmieni mu czcionki, nikt nie przesunie przycisku Call to Action. Masz pełną kontrolę nad identyfikacją wizualną (co dla dużych korporacji jest świętością). Ale jest haczyk. Jeśli strona internetowa ma wolne miejsce reklamowe o wymiarach 300×600, a Ty masz tylko baner 300×250, to po prostu nie weźmiesz udziału w aukcji. Tracisz zasięg. Tracisz potencjalnego klienta.

Zrobiłem proste zestawienie, żeby to jeszcze lepiej zobrazować. Spójrz na tę tabelę.

Cecha Elastyczne reklamy displayowe (RDA) Tradycyjne banery statyczne
Zasięg w sieci Ogromny. Dopasowują się do 99% miejsc reklamowych. Ograniczony. Wymagają dokładnego dopasowania rozmiaru.
Kontrola nad wyglądem Niska. Algorytm decyduje o ostatecznym ułożeniu elementów. Pełna. Widzisz dokładnie to, co wyeksportował grafik.
Czas przygotowania Błyskawiczny. Wrzucasz zasoby i gotowe. Długi. Musisz zaprojektować kilkanaście różnych rozmiarów.
Optymalizacja A/B Automatyczna. System sam testuje kombinacje tekstów i zdjęć. Ręczna. Musisz sam analizować dane i podmieniać pliki.

Jakie wymiary banerów reklamowych działają najlepiej i generują kliknięcia?

Właściwie mógłbym Ci tutaj wkleić listę pięćdziesięciu rozmiarów z dokumentacji technicznej, ale po co? Skupmy się na tym, co realnie przynosi pieniądze. W zeszłym roku przeanalizowałem ponad 200 moich kampanii displayowych. Chciałem sprawdzić, które formaty reklam displayowych zjadają budżet, a które faktycznie generują konwersje.

Wyszły mi z tego trzy absolutne bestsellery. Złota trójca. Jeśli nie masz czasu ani budżetu na robienie dwudziestu wariantów graficznych, zrób tylko te trzy.

  • 300×250 pikseli (Średni prostokąt). Król internetu. Dlaczego? Bo idealnie wpasowuje się w treść artykułów. Kiedy czytasz tekst na telefonie, ten baner naturalnie przerywa akapity, nie irytując przy tym zbytnio. Działa świetnie na desktopie i na mobile’u. W moich testach ten format odpowiadał za ponad 40% wszystkich kliknięć w kampaniach statycznych.
  • 728×90 pikseli (Długi baner, tzw. Leaderboard). To ten szeroki pasek, który zazwyczaj widzisz na samej górze strony, tuż pod logo portalu. Przyciąga wzrok od razu po załadowaniu witryny (wysokie viewability). Używam go głównie do budowania świadomości marki, bo ludzie rzadziej w niego klikają, ale za to mocno rejestrują logo w pamięci.
  • 300×600 pikseli (Pół strony). Mój osobisty faworyt do kampanii remarketingowych. Jest gigantyczny. Zajmuje ogromną część ekranu na komputerach stacjonarnych. Daje mnóstwo miejsca na pokazanie detali produktu, duży przycisk i mocny tekst. Kiedy pokazuję komuś buty, które przed chwilą oglądał w moim sklepie, na takim wielkim formacie… konwersja leci w kosmos.

Do tego dodałbym jeszcze 320×50 pikseli. Mały pasek na dole ekranu smartfona. Tania klika, ale uwaga na przypadkowe dotknięcia ekranu palcem (tzw. fat finger syndrome). Czasami generuje pusty ruch, więc mocno filtruję witryny, na których go wyświetlam.

Kiedy warto stosować interaktywne reklamy Rich Media i HTML5?

Wyobraź sobie sytuację. Siedzisz w pociągu, przeglądasz wiadomości sportowe. Widzisz baner samochodu. Nuda. Ale nagle zauważasz mały suwak na tym banerze. Przesuwasz go palcem, a samochód na grafice zmienia kolor z czerwonego na czarny. Zmieniasz mu felgi. Włączasz światła. To jest właśnie Rich Media. Formaty reklam displayowych na sterydach.

Rich Media to kreacje, które zawierają wideo, dźwięk lub elementy interaktywne. Reagują na ruch myszki, dotyk, a czasem nawet na żyroskop w telefonie. Budujemy je najczęściej w technologii HTML5. Tłumacząc to najbardziej łopatologicznie: to nie jest zwykły obrazek. To malutka strona internetowa zamknięta w ramce banera.

Dlaczego animacje w displayu są tak skuteczne?

Ruch przyciąga wzrok. To ewolucyjny mechanizm naszego mózgu. Kiedyś musieliśmy zauważyć tygrysa skradającego się w krzakach, dzisiaj zauważamy migające logo na blogu technologicznym. Animacje HTML5 pozwalają opowiedzieć historię. Zamiast jednego komunikatu, pokazuję trzy klatki. Na pierwszej zadaję problem. Na drugiej pokazuję mój produkt. Na trzeciej daję mocne wezwanie do działania i zachęcam do kliknięcia.

Kiedy stosuję Rich Media? Wyłącznie przy dużych kampaniach wizerunkowych. Koszt produkcji dobrego banera interaktywnego jest wysoki. Potrzebujesz programisty, animatora, dobrego grafika. Nie opłaca się tego robić dla lokalnego warsztatu samochodowego. Ale kiedy pracowałem z dużą marką kosmetyczną, zrobiliśmy baner, w którym użytkowniczki mogły wirtualnie „zetrzeć” makijaż z twarzy modelki za pomocą wirtualnego wacika. Czas spędzony na interakcji z tą reklamą wynosił średnio 14 sekund. 14 sekund pełnego skupienia na marce w dzikim internecie! To absolutny kosmos.

Dlaczego ślepota banerowa niszczy Twoje kampanie display i jak z nią walczyć?

Znasz to uczucie, prawda? Wchodzisz na portal informacyjny, żeby sprawdzić pogodę. Dookoła migają dziesiątki reklam, wyskakują pop-upy, coś gra w tle. A Ty? Ty ich w ogóle nie widzisz. Twój wzrok tuneluje się bezpośrednio na ikonkę słońca z chmurką. Zjawisko to nazywamy ślepotą banerową (banner blindness).

Użytkownicy podświadomie ignorują obszary strony, które przypominają reklamy. Wiedzą, że prawy margines to śmietnik. Wiedzą, że na samej górze będzie długi pasek. Jak więc przebić się przez ten mentalny pancerz ochronny?

Przetestowałem na to kilka sposobów. Pierwszy i najważniejszy: przestań projektować reklamy, które wyglądają jak reklamy. Zabrzmiało dziwnie? Już tłumaczę. Kiedyś robiłem kampanię dla firmy sprzedającej kursy programowania. Zrobiłem piękny, jaskrawy baner z wielkim napisem „-50%!”. Klikalność była tragiczna. Zmieniłem taktykę. Zrobiłem grafikę, która wyglądała jak fragment kodu w edytorze programistycznym, z małym zielonym tekstem „Znajdź błąd i odbierz zniżkę”. Wyglądało to jak naturalna część portalu dla nerdów. Efekt? CTR wystrzelił.

Jak reklama natywna (Native Display) omija filtry w mózgu użytkownika?

Tutaj wkracza reklama natywna. To formaty reklam displayowych, które upodabniają się do wyglądu, formy i funkcji strony, na której się znajdują. Przypominają zwykłe artykuły polecane na dole strony (tzw. content recommendation widgets).

Zamiast krzyczeć agresywnym banerem, reklama natywna mówi cicho: „Hej, przeczytałeś fajny artykuł o inwestowaniu, może zainteresuje Cię też ten tekst o rynku nieruchomości?”. Użytkownik klika, bo myśli, że to kolejna treść od redakcji. Oczywiście materiał musi być oznaczony jako sponsorowany, ale forma robi swoje. Opór przed kliknięciem jest minimalny. Używam tego formatu bardzo często w kampaniach content marketingowych, kiedy chcę ściągnąć ruch na rozbudowanego bloga firmowego.

Jakie formaty wideo sprawdzają się w sieci reklamowej?

Wideo to nie tylko YouTube. Zdziwiłbyś się, ile filmów reklamowych odtwarza się na zwykłych stronach tekstowych. Sieć wyszukiwania i sieć partnerska Google (GDN) pozwalają na osadzanie ruchomych obrazów w miejscach tradycyjnych banerów.

Dzielę je zazwyczaj na dwa typy. In-stream i Out-stream. In-stream to te reklamy, które wkurzają Cię przed obejrzeniem właściwego filmunika. Ale w kontekście czystego displayu bardziej interesuje nas Out-stream. To format wideo zaprojektowany specjalnie na urządzenia mobilne. Pojawia się nagle między akapitami tekstu, który właśnie czytasz na komórce. Odtwarza się bez dźwięku. Dźwięk włącza się dopiero, gdy w niego klikniesz.

Kiedy wypuszczałem nową kolekcję odzieży sportowej mojego klienta, zwykłe zdjęcia ubrań nie oddawały ich materiału. Zrobiłem 10-sekundowe wideo w formacie pionowym, pokazujące, jak materiał rozciąga się podczas treningu. Wrzuciłem to jako format Out-stream. Koszt za obejrzenie (CPV) wyniósł mnie grosze, a rozpoznawalność produktu w grupie docelowej urosła niewyobrażalnie.

Ile kosztuje reklama displayowa i jak mądrze rozliczać kampanie?

Dotarliśmy do pieniędzy. Lubię ten moment. Klienci często pytają mnie: „Ile zapłacę za tysiąc wyświetleń tego banera?”. Odpowiadam: to zależy. I nie jest to wymijająca odpowiedź. Koszty zależą od tego, kogo targetujesz, na jakich stronach chcesz się pokazać i jakiego modelu rozliczeń użyjesz.

Co wybrać: CPM, CPC czy CPA?

Model rozliczeniowy to podstawa. Zły wybór i przepalisz budżet szybciej, niż zdążysz powiedzieć „optymalizacja”. Przeanalizujmy to na chłodno.

CPM (Cost Per Mille). Płacisz za 1000 wyświetleń reklamy. Kropka. Nikogo nie obchodzi, czy ktoś kliknął, czy ktoś kupił. Wyświetliło się? Płacisz. Używam tego modelu wyłącznie w jednym przypadku. Kiedy wprowadzam całkowicie nową markę na rynek i zależy mi tylko na zbudowaniu zasięgu. Chcę, żeby ludzie po prostu zobaczyli logo. Problem z CPM? Czasami baner załaduje się na samym dole strony, użytkownik tam nie dotrze (niski wskaźnik viewability), a Ty i tak za to zapłacisz.

CPC (Cost Per Click). Mój wół roboczy. Płacisz tylko wtedy, gdy ktoś faktycznie kliknie w Twoją kreację i przejdzie na stronę lądowania (landing page). Jeśli baner wyświetli się milion razy, ale nikt nie kliknie, nie płacisz ani grosza (choć algorytmy Google szybko przestaną taki słaby baner wyświetlać). Używam CPC w większości standardowych kampanii displayowych, kierujących ruch do sklepu, gdzie na etapie finalizacji transakcji nierzadko wybierana jest przesyłka pobraniowa.

CPA (Cost Per Action). Święty Graal marketingu. Płacisz za konkretną akcję, na przykład za zakup produktu, wypełnienie formularza kontaktowego czy zapis do newslettera (warto przy okazji wiedzieć, jak tworzyć i pisać skuteczny newsletter). Brzmi idealnie, prawda? Ale żeby to zadziałało, system musi mieć mnóstwo danych historycznych z Twojego konta. Kiedyś odpaliłem kampanię display na CPA dla całkowicie nowego sklepu z suplementami. Klik. Nic. Zero konwersji. System nie wiedział, kim są moi klienci, więc przestał wyświetlać reklamy. Musisz najpierw „nakarmić” algorytm konwersjami z innych kanałów (np. z sieci wyszukiwania), zanim odpalisz CPA w displayu.

Programmatic Buying, czyli jak boty kupują reklamy w ułamku sekundy

Pojęcie programmatic brzmi jak z filmu science fiction, ale to dzisiaj absolutny standard w branży. Programmatic to nie czarna magia. Wyobraź sobie giełdę papierów wartościowych, tylko zamiast akcji kupujesz ułamek sekundy uwagi człowieka, który właśnie czyta artykuł o wędkowaniu.

Jak to działa w praktyce? Użytkownik wpisuje adres strony w przeglądarce. Strona zaczyna się ładować. W tym samym ułamku sekundy system wydawcy wysyła sygnał na giełdę reklamową (Ad Exchange): „Hej, mam tu 35-letniego mężczyznę z Warszawy, który interesuje się wędkarstwem podlodowym i ma wolne miejsce na baner 300×250”. Twój system zakupowy (DSP – Demand-Side Platform) analizuje ten sygnał i mówi: „O, to mój idealny klient! Daję 2 złote za pokazanie mu mojego banera z nową wędką”. Inny reklamodawca daje 1,50 zł. Ty wygrywasz aukcję. Twój baner ładuje się na stronie. Cały ten proces trwa kilka milisekund. Fasynujące, prawda?

Dlaczego dokładne targetowanie uratuje Twoje pieniądze?

Mając dostęp do formatów reklam displayowych i środowiska programmatic, łatwo zachłysnąć się zasięgami. Możesz dotrzeć do milionów ludzi dziennie. Tylko po co? Reklama display bez precyzyjnego targetowania to jak wyrzucanie ulotek z helikoptera nad miastem. Może ktoś podniesie, ale większość trafi do kosza.

Zawsze buduję kampanie na twardych segmentach odbiorców. Oto moje ulubione metody kierowania, które realnie dają zwrot z inwestycji (ROI):

  • Kierowanie na intencje niestandardowe (Custom Intent). Magia Google. Podaję systemowi listę adresów URL moich największych konkurentów. System szuka ludzi, którzy przeglądali te strony, i pokazuje im moje banery w całej sieci. Wyciągam w ten sposób klientów bezpośrednio od konkurencji.
  • Remarketing dynamiczny. O tym już trochę wspominałem. Użytkownik wchodzi do Twojego sklepu, ogląda czerwone buty w rozmiarze 42, dodaje do koszyka i wychodzi. Kilka godzin później czyta bloga, a tam pojawia się baner z dokładnie tymi samymi czerwonymi butami i komunikatem „Dokończ zakupy, dajemy darmową dostawę”. Konwersja z tego formatu jest zazwyczaj najwyższa ze wszystkich działań displayowych.
  • Kierowanie kontekstowe. Wracamy do korzeni. Nie śledzę użytkownika, śledzę treść, którą konsumuje. Sprzedaję garnki? Wyświetlam banery tylko na blogach z przepisami kulinarnymi. Sprzedaję opony? Pojawiam się tylko w artykułach motoryzacyjnych. To bezpieczna i skuteczna metoda w erze blokowania plików cookies (cookieless future).

Viewability – metryka, która brutalnie weryfikuje prawdę o banerach

Słuchaj, powiem Ci coś, o czym rzadko mówi się na kolorowych prezentacjach w agencjach marketingowych. Raport pokazuje Ci 100 000 wyświetleń banera. Cieszysz się. Ale wiesz, ile z nich faktycznie zostało zobaczonych przez żywego człowieka? Czasami zaledwie 30%.

Z pomocą przychodzi metryka viewability (widoczność reklamy). Według standardów branżowych IAB, reklama displayowa jest uznana za „widoczną”, jeśli co najmniej 50% jej pikseli znajduje się na ekranie użytkownika przez minimum 1 sekundę. Jedną, nędzną sekundę! A i tak wiele kampanii nie dobija do 50% viewability.

Jak z tym walczę? Kiedy analizuję placementy (miejsca docelowe, gdzie pojawiły się moje reklamy), bezlitośnie wykluczam domeny, które mają viewability poniżej 40%. Często są to strony tworzone wyłącznie pod wyświetlanie reklam (tzw. MFA – Made for Advertising), gdzie banery upchane są w stopce, do której nikt nigdy nie scrolluje. Oczyszczenie konta z takich śmieciowych stron potrafi obniżyć koszty pozyskania klienta o połowę.

Co zrobić, gdy formaty graficzne nie generują konwersji?

To najczęstszy problem. Klient dzwoni i mówi: „Panie, te banery nie sprzedają”. Zawsze zadaję wtedy jedno pytanie: a jak mierzysz tę sprzedaż?

Jeśli patrzysz tylko na konwersje po kliknięciu (Click-Through Conversions), to przegrywasz na starcie. Banery displayowe rzadko sprzedają od razu. One zasiewają ziarno. Ktoś widzi Twój baner w poniedziałek rano. Nie klika, bo spieszy się do pracy. Ale zapamiętuje markę. W środę wieczorem przypomina sobie o Tobie, wpisuje nazwę Twojej firmy w Google i kupuje produkt. Jeśli mierzysz to w standardowym modelu atrybucji (np. last click), cały sukces przypiszesz wyszukiwarce. Baner nie dostanie żadnych braw, choć to on wykonał najcięższą robotę.

Dlatego zawsze śledzę konwersje po wyświetleniu (View-Through Conversions). Pozwala mi to ocenić rzeczywisty wpływ kampanii wizerunkowych na końcową sprzedaż. Kiedyś wyłączyłem kampanię displayową, bo wydawała mi się nierentowna. W ciągu dwóch tygodni ruch z wyszukiwań brandowych (zapytań o nazwę marki) spadł mi o 30%. Szybko ją włączyłem z powrotem. Ucz się na moich błędach.

Tworzenie skutecznych kreacji to ciągły proces. Nie da się stworzyć jednego banera, który będzie działał przez rok. Zjawisko zmęczenia materiału (ad fatigue) jest brutalne. Często zauważam, że po 3-4 tygodniach klikalność najlepszej grafiki zaczyna gwałtownie spadać. Użytkownicy stają się na nią ślepi. Dlatego w moich kampaniach zawsze pracują co najmniej 3-4 różne linie kreatywne, które rotuję. Kiedy jedna traci oddech, wprowadzam nową. Zmieniam kolor tła, podmieniam zdjęcie modelki, modyfikuję nagłówek. Testy A/B to nie jest luksus, to obowiązek każdego marketera.

Swoją drogą (i to jest temat rzeka), zauważyłem, że im brzydszy baner, tym czasem lepiej działa. Brzmi absurdalnie? Kiedyś poprosiłem grafika o przygotowanie przepięknej, minimalistycznej kreacji w stonowanych kolorach. Wyglądała jak z magazynu Vogue. Obok niej wrzuciłem krzyczącą, żółtą grafikę z wielką czerwoną strzałką, zrobioną na kolanie w pięć minut. Zgadnij, co wygenerowało więcej leadów? Żółty potworek pokonał dzieło sztuki w stosunku trzy do jednego. Dlaczego? Bo wyróżnił się z tła. Był brzydki, ale czytelny. Komunikat trafił prosto do mózgu, bez artystycznego filtra.

Zarządzanie formatami reklam displayowych wymaga pokory. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z Google Ads, byłem przekonany, że wiem lepiej od moich klientów, co im się spodoba. Projektowałem skomplikowane banery HTML5, wydawałem krocie na animacje. I wiesz co? Przepaliłem mnóstwo kasy na kreacje, których nikt nie rozumiał. Zbyt skomplikowany przekaz, za małe przyciski na mobile, zbyt długie animacje. Dzisiaj jestem mądrzejszy. Moje zasady są proste: jeden baner, jedna myśl, jeden wyraźny krok do wykonania. Jeśli użytkownik musi zastanawiać się dłużej niż ułamek sekundy, co ma zrobić po zobaczeniu Twojej reklamy, to znaczy, że straciłeś jego uwagę. I swoje pieniądze. Rzucam Ci wyzwanie. Wejdź jutro na swoje konto reklamowe, zatrzymaj wszystkie piękne, ale nieskuteczne kreacje i odpal jeden prosty test elastycznej reklamy opartej na czystym, surowym komunikacie korzyści. Wyniki mogą mocno zaburzyć Twoje dotychczasowe przekonania o marketingu.

Często zadawane pytania (FAQ)

1. Jakie są najważniejsze formaty reklam displayowych w Google Ads?
Do najważniejszych należą elastyczne reklamy displayowe (RDA), które automatycznie dopasowują się do miejsca na stronie, tradycyjne banery statyczne (np. 300×250, 728×90), reklamy wideo typu Out-stream oraz interaktywne kreacje w formacie HTML5 (Rich Media).
2. Czym jest metryka viewability w kampaniach displayowych?
Viewability określa, czy Twoja reklama faktycznie była widoczna na ekranie użytkownika. Zgodnie ze standardami, baner uważa się za widoczny, jeśli przynajmniej 50% jego powierzchni pojawia się na ekranie przez minimum 1 sekundę.
3. Kiedy najlepiej używać modelu rozliczeń CPM?
Model CPM (Cost Per Mille – koszt za 1000 wyświetleń) jest optymalny dla kampanii wizerunkowych, gdzie głównym celem jest budowa świadomości marki i maksymalizacja zasięgu, a nie natychmiastowe generowanie kliknięć czy sprzedaży.
4. Dlaczego moje banery statyczne mają niski współczynnik CTR?
Niski CTR wynika najczęściej z tak zwanej ślepoty banerowej (użytkownicy ignorują obszary z reklamami), niedopasowania kreacji do grupy docelowej, zmęczenia materiału (grafika wyświetla się zbyt długo bez zmian) lub braku wyraźnego wezwania do działania (Call to Action).
5. Na czym polega remarketing dynamiczny?
To zaawansowana forma kampanii display, w której system automatycznie generuje banery pokazujące użytkownikowi dokładnie te produkty, które wcześniej oglądał w Twoim sklepie internetowym, ale ich nie kupił.
6. Czy warto inwestować w reklamy Rich Media?
Tak, ale głównie przy większych budżetach i kampaniach zasięgowych. Interaktywne elementy (np. grywalizacja, mini-kalkulatory na banerze) drastycznie zwiększają czas interakcji z marką, jednak koszty produkcji takich kreacji HTML5 są znacznie wyższe niż standardowych banerów graficznych.

Udostępnij ten artykuł