Wraki ORP Wicher II i Grom II na Helu – niezwykła atrakcja militarna nad Bałtykiem

admin
admin
Dodane przezadmin
23 minut czytania

Hel to nie tylko piasek, to prawdziwe cmentarzysko stalowych gigantów, które zobaczysz na własne oczy tuż przy samym brzegu. Czy wiedziałeś, że te legendarne niszczyciele pełnią teraz funkcję falochronu? To niesamowita okazja, żeby dotknąć historii, ale pamiętaj, że wystające, rdzewiejące pręty są skrajnie niebezpieczne i mogą cię nieźle urządzić, jeśli będziesz nieostrożny.

I właśnie ta surowość przyciąga tu fanów militariów z całej Polski. Bo nigdzie indziej nie poczujesz tak blisko potężnej historii polskiej marynarki.

O co chodzi z ORP Wicher II i Grom II?

Krótka lekcja historii

Wydaje ci się pewnie, że te stalowe kolosy to pamiątki po heroicznych bitwach z września 1939 roku, ale prawda jest znacznie bardziej prozaiczna… i wcale nie mniej ciekawa. To nie są te same okręty, które walczyły na początku wojny – tamte zatonęły odpowiednio w porcie w Helu i pod Narwikiem. Te dwie jednostki, które widzisz teraz wystające z wody, to radzieckie niszczyciele projektu 30bis, które trafiły pod polską banderę dopiero w latach 50. XX wieku, gdy świat drżał przed konfliktem Wschodu z Zachodem.

Pływały u nas kilkanaście lat, strzegąc wybrzeża w czasach zimnej wojny, aż w końcu uznano, że ich czas minął. Zamiast pociąć je na żyletki w całości, wojsko wymyśliło coś sprytnego i w 1974 oraz 1977 roku osadzono je na dnie jako falochrony. Miały chronić port wojenny przed falami, więc po prostu zalano je betonem i zatopiono blisko brzegu, tuż przy wejściu do bazy. Więc gdy tam będziesz, pamiętaj, że stąpasz po historii, która miała służyć bezpieczeństwu portu, a nie po wraku zniszczonym przez torpedę.

Dlaczego są tak wyjątkowe?

Możesz pomyśleć, że to tylko kupa zardzewiałego złomu, której nie warto poświęcać uwagi, skoro Bałtyk ma tyle innych atrakcji. Ale uwierz mi, że stanie oko w oko z kadłubem o długości ponad 100 metrów, który powoli poddaje się siłom natury, robi niesamowite wrażenie. To jedyne miejsce w Polsce, gdzie możesz niemal dotknąć prawdziwych niszczycieli bez konieczności schodzenia z akwalungiem głęboko pod wodę. Bo spójrz tylko na te wystające elementy – to rzadka okazja, żeby zobaczyć konstrukcję okrętu wojennego od środka, bo rdza i czas pootwierały sekcje, do których nikt normalnie nie ma wstępu.

Więc jeśli szukasz klimatu jak z postapokaliptycznego filmu, to Hel serwuje ci go na tacy. Te wraki są wyjątkowe, bo tworzą sztuczną rafę, która tętni życiem, a jednocześnie przypominają o potędze dawnej Marynarki Wojennej. Widok fal rozbijających się o stalowe burty Wicha i Groma przy zachodzie słońca to coś, czego nie zapomnisz do końca życia. Ale uważaj, bo te konstrukcje są skrajnie niestabilne i ostre jak brzytwa, więc podziwianie ich z dystansu to jedyny rozsądny pomysł, jaki możesz mieć podczas tej wycieczki.

A najlepsze jest to, że te wraki ciągle „pracują” i zmieniają się z każdym większym sztormem, więc nigdy nie zobaczysz ich dwa razy w dokładnie takim samym stanie. Bo Bałtyk powoli odbiera to, co do niego należy, i za kilka-kilkanaście lat z tych potężnych niszczycieli może nie zostać już nic poza wspomnieniem i kilkoma zdjęciami w twoim telefonie.

Poznaj Hel – miejsce idealne

Co jest takiego wyjątkowego w tym miejscu?

Często słyszę, że Hel to tylko jedna długa ulica z kiczowatymi pamiątkami i drogie ryby w smażalniach, ale to totalna bzdura, bo prawdziwa magia zaczyna się tam, gdzie kończy się asfalt i zaczynają wojskowe zakazy. Musisz wiedzieć, że ten wąski pasek piasku to był niegdyś Rejon Umocniony Hel, a każda wydma do dziś może skrywać jakąś militarną tajemnicę, od słynnej baterii im. Heliodora Laskowskiego po ukryte głęboko w lesie magazyny amunicji, które wyglądają, jakby czas się w nich zatrzymał. I wcale nie przesadzam mówiąc, że poczujesz tu historię na własnej skórze, bo kiedy staniesz na samym cyplu, uświadomisz sobie, że to strategiczne 35 kilometrów półwyspu odcina Cię od reszty świata w sposób, którego nie doświadczysz nigdzie indziej w Polsce.

To nie jest kolejny nadmorski kurort, gdzie największą atrakcją jest dmuchany zamek, tylko miejsce, gdzie Bałtyk z dwóch stron dosłownie zagląda Ci w oczy i przypomina, jak kluczowy był to punkt obrony w 1939 roku. Wyobraź sobie, że idziesz plażą i nagle przed Tobą wyrastają szczątki niszczycieli, które zamiast gnić w hucie, stały się częścią krajobrazu i naturalną barierą dla fal. Ta surowość i autentyczność sprawiają, że Hel jest absolutnie unikalny na mapie wybrzeża. Bo gdzie indziej możesz dotknąć historii, która wystaje prosto z wody?

Klimat, którego nie możesz przegapić

Ludzie czasem myślą, że zwiedzanie militarnych zabytków to nuda zarezerwowana dla fanatyków w moro, ale wystarczy, że odejdziesz kawałek od portu w stronę wraków, żeby poczuć ten specyficzny, lekko niepokojący klimat. To nie jest atmosfera jak z sopockiego molo. Tutaj poczujesz zapach rdzy zmieszany z morską solą i usłyszysz, jak woda z charakterystycznym metalicznym pogłosem uderza o kadłuby niszczycieli ORP Wicher II i Grom II, co tworzy niesamowitą, wręcz filmową scenerię. To jest ten moment, kiedy zapominasz o sprawdzaniu powiadomień w telefonie i po prostu patrzysz na to, co zostało z dawnej potęgi naszej floty, czując respekt przed potęgą natury, która powoli pochłania te stalowe kolosy.

I ten wiatr, który na Helu wieje zupełnie inaczej niż w głębi lądu – on niesie ze sobą zapach przygody i nutkę tajemnicy, bo przecież te okręty nie znalazły się tam przez przypadek, tylko zostały celowo zatopione w latach 60. jako falochrony. Ale to nie są tylko kawałki metalu, to pomniki zimnowojennej techniki, które teraz służą jako schronienie dla morskich ptaków i cel wypraw dla takich odkrywców jak Ty. Ale uważaj, bo ten klimat potrafi wciągnąć tak bardzo, że stracisz poczucie czasu i zanim się obejrzysz, będziesz planować kolejną wyprawę na cypel.

Poczujesz to najmocniej wieczorem, gdy słońce zaczyna chować się za horyzontem, a cienie wraków wydłużają się na piasku, tworząc niemal surrealistyczny obrazek. Uważaj pod nogi, bo teren wokół bywa zdradliwy, pełen wystających drutów i śliskich kamieni, ale ten widok wynagrodzi Ci każdy wysiłek, serio. To jest właśnie ten Hel, którego nie znajdziesz na pocztówkach w centrum miasta.

To miejsce to prawdziwy poligon dla Twoich zmysłów i wyobraźni.

Dlaczego warto zobaczyć te okręty

Prawdziwa historia militarna na wyciągnięcie ręki

Nie znajdziesz w Polsce drugiego takiego miejsca, gdzie możesz dosłownie dotknąć zimnowojennej potęgi morskiej bez kupowania biletu do muzeum czy stania w kolejkach. To nie są żadne makiety, tylko autentyczne niszczyciele projektu 30bis i 56, które przez dekady stanowiły o sile uderzeniowej naszej Marynarki Wojennej. Kiedy stoisz na brzegu i patrzysz na te rdzewiejące giganty, dociera do Ciebie prawdziwa skala tych jednostek – ponad 120 metrów stalowego kadłuba robi kolosalne wrażenie, zwłaszcza że woda powoli, ale nieubłaganie odbiera je lądowi.

I to jest właśnie w tym wszystkim najlepsze, bo czujesz ten surowy, metaliczny zapach historii, który miesza się z morską bryzą i sosnowym lasem. Widzisz wyraźnie, jak pancerne płyty poddają się korozji, co uświadamia Ci szybciej niż jakakolwiek książka, że nic nie trwa wiecznie, nawet tak potężne maszyny jak Grom II. To lekcja pokory wobec sił natury i techniki w jednym, podana w najbardziej bezpośredni sposób, jaki można sobie wyobrazić na helskim cyplu.

Niesamowite okazje do zdjęć

Twoja karta pamięci w aparacie zapłacze z radości, bo te wraki to absolutny wizualny majstersztyk dla każdego fana fotografii. Kontrast między błękitem Zatoki Puckiej, jasnym piaskiem a intensywną, pomarańczową rdzą jest po prostu nieziemski i serio, nie potrzebujesz do tego żadnych filtrów. Jeśli masz drona, to masz też szansę na ujęcia, których będą Ci zazdrościć wszyscy na Instagramie – widok z góry na szkielety okrętów częściowo zanurzone w płytkiej wodzie wygląda jak kadr z wysokobudżetowego filmu postapokaliptycznego.

Ale nie musisz mieć sprzętu za dziesiątki tysięcy złotych, żeby przywieźć stąd coś wyjątkowego. Wystarczy, że trafisz na tzw. złotą godzinę, kiedy słońce nisko zawisa nad horyzontem i podkreśla każdą nierówność przeżartej blachy i powyginane wręgi. Cienie kładą się wtedy tak, że wrak Wichra II wygląda niemal jak żywy organizm, który zaraz wynurzy się z piasku, a Ty masz to wszystko na wyciągnięcie ręki.

Pamiętaj tylko, żeby podejść do tematu kreatywnie i szukać detali, takich jak pozostałości nitów czy fragmenty nadbudówek, które wciąż dumnie wystają ponad lustro wody. To właśnie te drobiazgi budują klimat Twojej relacji z wyjazdu i pokazują charakter tego miejsca. A jeśli uda Ci się uchwycić moment, gdy fale rozbijają się o stalowy kadłub, masz gwarantowane zdjęcie roku, które idealnie oddaje brutalną walkę dawnej technologii z niszczycielskim żywiołem Bałtyku.

Moje wrażenia z wizyty

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest stanąć oko w oko z potężną, rdzewiejącą stalą, która kiedyś patrolowała nasze wody? Kiedy stoisz na brzegu w Helu, te ponad 100-metrowe kadłuby niszczycieli projektu 30bis robią piorunujące wrażenie, bo nie są tylko kupą złomu, ale prawdziwymi pomnikami zimnej wojny. I wiesz co? Najlepsze jest to, że ORP Wicher II i ORP Grom II nie leżą gdzieś głęboko na dnie, ale służą jako falochrony, więc możesz je niemal poczuć na wyciągnięcie ręki.

To nie jest sterylne muzeum z barierkami i biletami, ale surowy kawał historii, który oddziałuje na wszystkie Twoje zmysły, od zapachu wodorostów po huk fal rozbijających się o burty. Ta skala po prostu przytłacza, ale w taki pozytywny sposób, że nagle czujesz do tych maszyn ogromny respekt. Bo kiedy widzisz te potężne sylwetki wyrastające prosto z wody, dociera do Ciebie, jak mały jest człowiek w porównaniu z dawną potęgą marynarki wojennej.

Co urzekło mnie najbardziej

Co tak naprawdę sprawia, że to miejsce zostaje w głowie na dłużej? Dla mnie to ta niesamowita gra świateł na skorodowanym metalu podczas zachodu słońca, kiedy rdza przybiera niemal krwisty odcień. Widzisz te ogromne nitowane płyty i nagle dociera do Ciebie, że te okręty miały po trzy tysiące ton wyporności – to naprawdę daje do myślenia o technologii sprzed dekad. Bo niby to tylko metal, ale ma w sobie jakąś taką duszę, której nie znajdziesz w nowoczesnych jednostkach.

I ta bliskość natury… bo ptaki morskie uwielbiają te wraki, co tworzy taki dziwny, postapokaliptyczny klimat, który na pewno Cię zafascynuje, jeśli lubisz klimaty typu urbex. Czuć tu spokój wymieszany z potęgą żywiołu. Bo niby jesteś na popularnym Helu, a jednak czujesz się, jakbyś odkrywał jakiś zapomniany, zakazany świat, o którym większość turystów leżących na plaży nie ma bladego pojęcia.

Kilka rzeczy, o których warto pamiętać

Myślisz, że wystarczy po prostu tam podejść w klapkach? No właśnie nie do końca, bo teren wokół Portu Wojennego w Helu jest specyficzny i musisz uważać, żeby nie wejść tam, gdzie nie wolno, bo Straż Graniczna bywa tu bardzo czujna. Pamiętaj, że te konstrukcje są niestabilne i bardzo śliskie, więc jakiekolwiek próby wchodzenia na nie to po prostu proszenie się o kłopoty i poważny wypadek.

Twoje bezpieczeństwo jest ważniejsze niż fotka na Instagram, a ostre krawędzie blach mogą przeciąć skórę jak papier, nawet jeśli tylko lekko o nie otrzesz. Słuchaj, Bałtyk bywa zdradliwy i fale mogą Cię zaskoczyć w najmniej odpowiednim momencie, zalewając ścieżkę, więc trzymaj bezpieczny dystans od krawędzi nabrzeża. I nie idź tam sam po zmroku, bo łatwo o pomyłkę, która może Cię słono kosztować.

Dodatkowo, weź pod uwagę, że poziom wody w Bałtyku się zmienia i czasem wraki są bardziej odsłonięte, a innym razem widać tylko ich fragmenty, więc warto sprawdzić prognozę i stan morza przed wycieczką. Nie zapomnij też o porządnych butach z twardą podeszwą, bo chodzenie po kamienistym nabrzeżu w pełnym słońcu potrafi nieźle zmęczyć Twoje stopy, a nikt nie chce kończyć przygody z bąblami na piętach. Poza tym, miej na uwadze, że to teren wojskowy, więc szanuj oznaczenia i nie przekraczaj linii, które wyraźnie mówią „wstęp wzbroniony”.

Jak najlepiej wykorzystać wizytę?

Wskazówki na udany dzień

Wiele osób myśli, że do wraków można podejść tak po prostu w klapkach prosto z plaży, ale to błąd, który może Cię kosztować sporo stresu albo i skręconą kostkę. Teren wokół jednostek jest zdradliwy i pełen niespodzianek, więc zapomnij o typowo wakacyjnym luzie w kwestii ubioru, bo rdza i śliskie kamienie nie wybaczają błędów. Pamiętaj, że pogoda na Helu potrafi się zmienić w pięć minut, a wiatr od morza bywa naprawdę przeszywający, nawet gdy słońce świeci prosto w twarz.

Warto mieć na uwadze kilka kluczowych kwestii:

  • Zawsze zabieraj solidne buty z twardą podeszwą, bo rdzawe elementy i ostre kamienie to tutaj norma.
  • Sprawdź wcześniej poziom wody w Zatoce, bo przy wysokim stanie morza dostęp do kadłubów jest znacznie utrudniony.
  • Miej pod ręką naładowany telefon lub powerbank, bo w tym surowym krajobrazie zdjęcia robią się same, a bateria ucieka błyskawicznie.
  • Zachowaj szczególną ostrożność przy wchodzeniu na konstrukcje, bo metal jest śliski i często niestabilny.

Bo przecież nie chcesz skończyć wyprawy z plastrem na nodze zamiast świetnych wspomnień. No i patrz pod nogi! Teren wojskowy rządzi się swoimi prawami, a wystające druty i ostre krawędzie to nie żarty.
Załóżmy, że wybierasz się tam o zachodzie słońca, kiedy światło najlepiej podkreśla surowy charakter niszczycieli.

Ciekawe atrakcje w pobliżu

Mogłoby się wydawać, że po zobaczeniu Wichra i Groma Hel nie ma już nic więcej do zaoferowania poza fokarium, ale to kompletna bzdura, bo to miasto to prawdziwy poligon historyczny. Tuż obok wraków czekają na Ciebie potężne stanowiska Baterii im. Heliodora Laskowskiego, gdzie możesz poczuć ciężar historii na własnej skórze. I te ogromne bunkry… one naprawdę robią wrażenie, zwłaszcza gdy uświadomisz sobie, jakie działo tam kiedyś stało i jak potężną siłę ognia reprezentowało podczas obrony Wybrzeża.

Ale jeśli wolisz coś bardziej technicznego, to Muzeum Obrony Wybrzeża zlokalizowane w dawnych niemieckich stanowiskach baterii Schleswig-Holstein to absolutny „must-see”. Możesz tam spędzić godziny, łażąc po ciemnych korytarzach i oglądając eksponaty, które wyglądają, jakby czas się dla nich zatrzymał w 1939 roku. A widok z wieży kierowania ogniem? No, tego się nie da opisać, to po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy, bo panorama na całą okolicę i bezkresny Bałtyk po prostu zwala z nóg.

Dla fanów spacerów polecam też przejście się ścieżką edukacyjną „Klady”, która prowadzi przez wydmy i pokazuje, jak natura powoli odzyskuje dawne umocnienia. To idealne miejsce, żeby złapać oddech po intensywnym zwiedzaniu militarnych kolosów i wyciszyć się przy szumie fal. Bo Hel to nie tylko plaża, to przede wszystkim niezwykły miks historii i przyrody, który wciąga bardziej niż myślisz, jeśli tylko dasz mu szansę.

Prawda o zwiedzaniu

Ostatnio widać mega trend na tzw. dark tourism i odwiedzanie miejsc zapomnianych, a helskie wraki idealnie wpisują się w ten klimat „ghost ships”, który tak bardzo kręci fotografów i fanów urbexu. Wyprawa do nich to jednak nie jest zwykły spacer po molo, więc zapomnij o typowo turystycznej infrastrukturze, której pełno w centrum Helu – tutaj zobaczenie jednostek z bliska wymaga od Ciebie odrobiny determinacji i sporej dawki uwagi.

Dojście do miejsca, gdzie spoczywają ORP Wicher II i ORP Grom II, prowadzi przez tereny, które oficjalnie podlegają wojsku, więc musisz zachować czujność i szacunek do tego miejsca. To nie jest park rozrywki, ale autentyczne, niszczejące świadectwo historii zimnej wojny, które z każdym rokiem coraz bardziej poddaje się sile słonej wody… i wierz mi, ten proces widać tu gołym okiem.

Kiedy najlepiej się wybrać?

Jeśli chcesz zobaczyć te stalowe kolosy w pełnej okazałości, celuj w dni z niskim stanem morza i flautą, bo przy większych falach większość ciekawych detali po prostu znika pod spienioną wodą. Najlepiej wpaść tu późną jesienią lub wczesną wiosną – turystów jest wtedy jak na lekarstwo, a powietrze staje się tak przejrzyste, że z brzegu dostrzeżesz każdy nit na rdzewiejącym kadłubie.

Zimą bywa tu naprawdę hardkorowo, ale to właśnie wtedy lód osadzający się na wystających elementach Wichra tworzy ten niesamowity, postapokaliptyczny klimat, na którym pewnie Ci zależy. Pamiętaj tylko, że krótki dzień to Twój największy wróg, bo po zmroku teren staje się po prostu niebezpieczny i łatwo o bolesną kontuzję na śliskich, betonowych blokach, które służą tu za falochron.

Czego spodziewać się na miejscu

Nie licz na żadne barierki, kolorowe tabliczki informacyjne czy wybrukowane ścieżki, bo to nie jest komercyjne muzeum, tylko surowy poligon i cmentarzysko okrętów. Gdy podejdziesz bliżej, uderzy Cię specyficzny zapach rdzy zmieszany z morską solą i widok potężnych, poszarpanych arkuszy blachy, które kiedyś stanowiły o dumie polskiej floty. Musisz non stop uważać na ostre jak brzytwa krawędzie i wystające zbrojenia, które tylko czekają, żeby rozciąć Ci skórę albo zniszczyć porządne buty trekkingowe.

Teren wokół samych wraków bywa mega zdradliwy, bo dno morskie w tym rejonie cały czas pracuje pod wpływem prądów i tam, gdzie wczoraj była płytka woda, dzisiaj możesz wpaść po pas w mulistą dziurę. I miej z tyłu głowy, że to wciąż strefa militarna, więc choć strażnicy często przymykają oko na gapiów, to jednak oficjalnie poruszasz się tam na własną odpowiedzialność i musisz liczyć się z ewentualnym pouczeniem.

To nie jest miejsce dla osób w sandałach.

Największe wrażenie robi jednak sama skala tych jednostek, bo taki Wicher II miał przecież ponad 110 metrów długości, więc stojąc przy jego szczątkach, poczujesz się naprawdę przytłoczony ogromem radzieckiej myśli technicznej z lat 50. Zwróć uwagę na resztki nadbudówek i charakterystyczne sylwetki niszczycieli projektu 30bis, które mimo upływu dekad i niszczycielskiej siły Bałtyku wciąż dumnie wystają ponad lustro wody.

Wraki ORP Wicher II i Grom II na Helu – niezwykła atrakcja militarna nad Bałtykiem

Zamiast smażyć się na plaży jak frytka, możesz przecież poczuć ten dreszcz historii na własnej skórze i to bez kupowania biletu do sztywnego muzeum. Serio, te dwa niszczyciele to nie są zwykłe kupy złomu rzucone w piach- to kawał polskiej dumy, który teraz powoli pożera słona woda. I wiesz co? Właśnie to ich powolne niszczenie przez Bałtyk robi największe wrażenie, bo kiedy stoisz tam i patrzysz na te zardzewiałe kadłuby Wicherka i Groma, to nagle dociera do Ciebie, że to nie jest jakaś tam wystawa za szybą, tylko żywa, a właściwie umierająca lekcja historii. Czujesz to? Ten zapach rdzy i soli morskiej?

To Twoja szansa, żeby dotknąć czegoś, co kiedyś realnie broniło naszego wybrzeża.

Ale Hel to przecież nie tylko rybka i gofry, prawda? Może te wraki nie są tak błyszczące jak nowoczesne korwety, ale mają w sobie tę surową magię, której nie znajdziesz nigdzie indziej… no po prostu nie ma szans. Bo w końcu kto by nie chciał zobaczyć na własne oczy, jak potężne maszyny przegrywają walkę z czasem i falami? Więc spakuj aparat, załóż wygodne buty i ruszaj tam, póki jeszcze jest co oglądać, bo morze nie będzie czekać wiecznie na Twoje odwiedziny. I nie zapomnij sprawdzić pogody, bo przy silnym wietrze te stalowe kolosy wyglądają jeszcze bardziej mrocznie i niesamowicie!

Otagowano:
Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *