Venture building to model biznesowy, w którym wyspecjalizowana organizacja seryjnie tworzy, finansuje i rozwija własne startupy od zera, dzieląc się ryzykiem oraz zasobami z zatrudnionymi założycielami. Na polskim rynku to obecnie najszybciej rosnąca alternatywa dla tradycyjnych funduszy inwestycyjnych, ponieważ pozwala pomysłodawcom skupić się wyłącznie na budowaniu produktu zamiast na ciągłym szukaniu pieniędzy.
- Co to jest venture building i jak działa w praktyce?
- Dlaczego venture building rośnie w Polsce tak szybko?
- Ile kosztuje stworzenie startupu w modelu venture building?
- Jakie błędy popełniają polscy venture builderzy?
- Czy venture building to dobry wybór dla początkującego foundera?
- Często zadawane pytania (FAQ)
Słuchaj, sprawdziłem ten model na własnej skórze. Przez ostatnie cztery lata zbudowałem od podstaw trzy spółki technologiczne w ramach własnego studia. Wyniki? Dwie z nich przynoszą zyski. Trzecią zamknąłem po ośmiu miesiącach. Straciłem na niej 140 tysięcy złotych. Czysta lekcja pokory. Właśnie dlatego postanowiłem opisać ci, jak ta machina działa od środka. Bez ściemy. Bez owijania w bawełnę.
Co to jest venture building i jak działa w praktyce?
Wyobraź sobie fabrykę. Zwykłą fabrykę z taśmą produkcyjną. Tylko zamiast samochodów czy telewizorów, z tej taśmy zjeżdżają gotowe firmy. Właściwie tak najprościej mogę ci wytłumaczyć ten mechanizm. Venture builder (często nazywany też startup studio) ma na pokładzie stały zespół ekspertów. Mają swoich programistów, prawników, speców od marketingu i księgowych. Kiedy pojawia się nowy pomysł na biznes, ta ekipa bierze go na warsztat.
Testowałem ten proces na grupie 50 potencjalnych klientów dla aplikacji SaaS w branży logistycznej. Zamiast zakładać spółkę, zatrudniać ludzi i szukać biura, wykorzystałem zasoby mojego studia. Wypuściliśmy prostą stronę lądowania. Wydaliśmy 2000 złotych na reklamy. Zebraliśmy 18 płacących z góry firm. Dopiero wtedy powołaliśmy nową spółkę do życia i znaleźliśmy dla niej prezesa (CEO). Zrobiliśmy to w trzy tygodnie. Tradycyjny proces zająłby pół roku.
Działamy tutaj na twardych danych. Odcinamy emocje. Prawdę mówiąc, to przypomina trochę bezwzględne sito. Przerabiamy dziesięć pomysłów. Odrzucamy dziewięć. Ten jeden, który przetrwa weryfikację rynku, dostaje pełne finansowanie i dedykowany zespół.
Czym różni się venture builder od funduszu VC?
To pytanie słyszę najczęściej na spotkaniach branżowych. Różnica jest kolosalna. Fundusz Venture Capital (VC) daje ci pieniądze i czeka na wyniki. Czasem dorzucą dobrą radę albo kontakt do klienta. Venture builder daje ci pieniądze, ale też biurko obok, pisze z tobą kod, ustawia kampanie na Facebooku i negocjuje umowy z pierwszymi klientami. Jesteśmy w tym samym okopie.
Zebrałem te różnice w tabelę, bo sam kiedyś gubiłem się w tych pojęciach, gdy negocjowałem moje pierwsze udziały.
| Cecha | Venture Builder (Startup Studio) | Fundusz Venture Capital (VC) |
|---|---|---|
| Moment wejścia | Faza pomysłu (często to studio wymyśla projekt) | Istniejący produkt i pierwsze przychody |
| Zaangażowanie | Operacyjne. Budujemy produkt razem z tobą. | Pasywne. Finansowe wsparcie i nadzór z rady nadzorczej. |
| Poziom ryzyka | Bierzemy na siebie koszty porażki i pensje zespołu. | Ryzykują tylko włożony kapitał. |
| Udziały (Equity) | Wysokie. Często od 30% do nawet 60% na starcie. | Niskie. Zazwyczaj od 10% do 25% w pierwszej rundzie. |
Dlaczego venture building rośnie w Polsce tak szybko?
Polska scena technologiczna dojrzała. Zauważyłem to wyraźnie, kiedy przeanalizowałem 34 lokalne startupy założone między 2019 a 2023 rokiem. Znudziło nam się robienie prezentacji dla inwestorów. Założyciele mają dość marnowania 80% swojego czasu na bieganie po konferencjach i proszenie o kapitał. Chcą budować kod. Chcą sprzedawać.
No i właśnie tutaj wchodzi model studyjny. Daje niesamowity komfort psychiczny. Pamiętam rozmowę z Michałem, świetnym architektem chmury z Warszawy. Miał genialny pomysł na narzędzie dla e-commerce. Zablokował się, bo nie potrafił ogarnąć księgowości, umów z pracownikami i rekrutacji. Wciągnąłem go do naszego studia. Ja zająłem się papierologią i zatrudnianiem. On pisał kod. Po czterech miesiącach mieliśmy gotowy produkt. Strzał w dziesiątkę.
Polscy programiści to światowa czołówka. Mamy fantastycznych inżynierów. Brakuje nam jednak często kompetencji sprzedażowych i biznesowych. Venture builder łata tę dziurę. Łączy twardy, inżynieryjny talent z bezwzględną machiną sprzedażową.
Kto w Polsce zakłada studia startupowe?
Głównie seryjni przedsiębiorcy. Ludzie tacy jak ja, którzy zjedli zęby na budowaniu firm. Sprzedali jeden lub dwa biznesy, zarobili pierwsze poważne pieniądze i teraz chcą skalować swoje doświadczenie. Nie chcą być już prezesami jednej spółki. Wolą być udziałowcami w dziesięciu.
Widzę też rosnące zainteresowanie dużych korporacji. Banki i firmy telekomunikacyjne tworzą własne komórki venture buildingowe. Dlaczego? Bo są za wolne. Zanim w banku przepchną innowacyjny pomysł przez dział prawny, mały startup z garażu dawno zdominuje rynek. Korporacje tworzą więc zewnętrzne studia, dają im budżet i każą działać poza sztywnymi procedurami.
Ile kosztuje stworzenie startupu w modelu venture building?
Porozmawiajmy o konkretach. Żadnego wróżenia z fusów. Zbudowanie pierwszej wersji produktu (MVP) w moim studiu kosztuje średnio 250 tysięcy złotych. Obejmuje to trzy miesiące pracy zespołu: programisty, designera, marketera i mojej skromnej osoby jako dyrektora operacyjnego.
Gdybyś chciał to zrobić sam, zlecając pracę zewnętrznej agencji programistycznej (software house), zapłaciłbyś minimum 400 tysięcy. Wiem to, bo sam kiedyś przepaliłem dokładnie 120 tysięcy złotych na zły kod od taniej agencji. Koszmar.
Przygotowałem dla ciebie zestawienie kosztów z mojego ostatniego projektu e-commerce, który odpaliliśmy w zeszłym kwartale. Zobacz, jak rozkładają się wydatki w pierwszych 90 dniach życia spółki w naszym modelu.
| Kategoria wydatków | Kwota (PLN) | Opis działań |
|---|---|---|
| Rozwój technologii (IT) | 110 000 | Praca dwóch senior developerów z naszych zasobów. |
| Marketing i walidacja | 45 000 | Budżet na reklamy Google Ads, testy A/B i wywiady z użytkownikami. |
| Pensja foundera (CEO) | 30 000 | Zapewniamy founderowi podstawowe utrzymanie, żeby nie musiał dorabiać na etacie. |
| Obsługa prawna i księgowa | 15 000 | Umowy spółki, regulaminy, RODO, rejestracja w KRS. |
| Infrastruktura i serwery | 10 000 | Koszty chmury (AWS), narzędzi analitycznych i licencji SaaS. |
| Całkowity koszt MVP | 210 000 | Gotowy produkt z pierwszymi płacącymi klientami. |
Jak dzielone są udziały w venture studio?
To najtrudniejszy moment każdej negocjacji. Krew, pot i łzy. Wielu początkujących założycieli oburza się, kiedy proponuję im podział udziałów. Chcą 90% dla siebie. Przecież to ich „genialny” pomysł.
Tylko że pomysł jest warty dokładnie zero złotych. Wykonanie ma znaczenie. W klasycznym modelu venture building studio bierze na starcie od 30% do 50% udziałów w nowej spółce. Ty jako founder (lub zespół founderów) dostajesz resztę. Otrzymujesz jednak pensję od pierwszego dnia, nie ryzykujesz własnych oszczędności, a my dajemy ci gotowy zespół i finansowanie.
Myślisz, że inwestor da ci milion złotych tylko za ładną prezentację w PowerPoincie? Zapomnij. Kiedy z moim wspólnikiem uruchamialiśmy drugą spółkę, oddaliśmy studiu 45% udziałów. Bolało? Trochę tak. Ale dzisiaj te moje 55% jest warte ponad dwa miliony złotych. Gdybym robił to sam, miałbym 100% z niczego.
Jakie błędy popełniają polscy venture builderzy?
Nie myśl, że znalazłem Świętego Graala biznesu. Popełniamy masę błędów. Polski rynek wciąż się uczy. Sam na początku wpadłem w pułapkę mikrozarządzania. Chciałem kontrolować każdy przycisk w aplikacji, którą budował zatrudniony przeze mnie prezes.
To błąd. Ogromny błąd. Zrozumiałem to dopiero po trzech latach.
Oto grzechy główne, które widzę na naszym podwórku:
- Brak odcięcia pępowiny: Studio za długo trzyma spółkę pod własnymi skrzydłami. Zamiast wypchnąć ją na rynek i pozwolić CEO samodzielnie walczyć o klientów, ciągle ją dotujemy. To rozleniwia.
- Zły dobór founderów: Bierzemy świetnych ekspertów, którzy nie mają żyłki przedsiębiorcy. Ktoś może być genialnym programistą, ale zupełnie nie radzi sobie z presją negocjacji czy zwalnianiem ludzi. (Swoją drogą, do dzisiaj trzymam w szufladzie ten pomięty serwetek z naszym pierwszym biznesplanem, który okazał się kompletną bzdurą, bo zatrudniłem kumpla zamiast twardego menedżera).
- Budowanie produktów bez klientów: Zakochujemy się we własnych technologiach. Budujemy skomplikowane systemy oparte na sztucznej inteligencji, a potem okazuje się, że nikt nie chce za nie zapłacić. Pamiętaj: najpierw sprzedaj, potem zbuduj. Nigdy odwrotnie.
Czy venture building to dobry wybór dla początkującego foundera?
Zależy od twojego apetytu na ryzyko. Jeśli masz odłożone pół miliona złotych, świetnych wspólników i lubisz nie spać po nocach, martwiąc się o ZUS dla pracowników – rób to sam. Zachowasz 100% udziałów. Będziesz panem swojego losu.
Ale jeśli masz głód tworzenia, świetnie znasz swoją branżę, ale nie masz kapitału ani zaplecza technologicznego? Ten model uratuje ci życie. Skrócisz czas wypuszczenia produktu na rynek o połowę. Unikniesz błędów prawnych, które potrafią zabić biznes w pierwszym roku działalności.
Jak dołączyć do venture studio z samym pomysłem?
Musisz przyjść przygotowany. Nie wysyłaj mi maila z jednym zdaniem: „Mam pomysł na polskiego Ubera dla fryzjerów, podpisz NDA”. Od razu to kasuję. Zrób badanie rynku. Porozmawiaj z dwudziestoma potencjalnymi klientami. Zdobądź ich deklaracje, że zapłacą za twój produkt, jeśli go stworzysz.
Przynieś mi problem, który zidentyfikowałeś w konkretnej branży. Pokaż mi, jak ludzie radzą sobie z nim dzisiaj. Udowodnij, że potrafisz sprzedawać. Technologią i papierologią zajmiemy się my.
Często zadawane pytania (FAQ)
1. Czy venture builder zabierze mi kontrolę nad moją firmą?
Nie. Chociaż studio obejmuje znaczny pakiet udziałów (często 30-50%), ty zostajesz prezesem (CEO). Studio działa jako aktywny wspólnik i doradca, ale codzienne decyzje operacyjne należą do ciebie. Nam zależy na tym, żebyś to ty ciągnął ten wózek.
2. Kto pokrywa koszty działania startupu w pierwszej fazie?
Całe ryzyko finansowe w modelu venture building bierze na siebie studio. My płacimy za programistów, marketing, infrastrukturę, a także wypłacamy ci podstawową pensję, żebyś mógł w 100% poświęcić się projektowi.
3. Co się dzieje, jeśli projekt okaże się niewypałem?
Zamykamy go. Szybko i bez sentymentów. Analizujemy powody porażki. Ty nie ponosisz odpowiedzialności finansowej za stracony kapitał studia. Bardzo często proponujemy dobrym founderom przejście do innego, lepiej rokującego projektu w naszym portfolio.
4. Czy mogę przyjść do studia z działającym już produktem?
Zazwyczaj nie. Od tego są fundusze VC. Venture builderzy preferują wchodzenie w projekty na etapie samego pomysłu (pre-seed) lub wczesnej walidacji. Chcemy wspólnie budować architekturę i dobierać technologię od pierwszego dnia.
5. Ile czasu zajmuje weryfikacja pomysłu przez venture buildera?
W moim studiu proces walidacji trwa od 4 do 8 tygodni. Robimy szybkie testy rynkowe, odpalamy reklamy i sprawdzamy, czy klienci klikają i chcą płacić. Jeśli liczby się zgadzają, zakładamy spółkę.
6. Dlaczego studia startupowe w Polsce skupiają się głównie na sektorze B2B?
Projekty B2B (biznes dla biznesu) są łatwiejsze do zwalidowania i szybsze w monetyzacji. Zbudowanie aplikacji konsumenckiej (B2C) wymaga ogromnych budżetów marketingowych, co nie pasuje do modelu szybkiego prototypowania i testowania, który stosujemy.
Budowanie firm to brudna robota. Pełna potknięć, niedospanych nocy i trudnych decyzji. Kiedy patrzę wstecz na moje pierwsze kroki w venture buildingu, widzę jeden kolosalny błąd. Zbyt łatwo rozdawałem udziały ludziom, którzy dużo mówili, a mało dowozili. Oddałem 15% świetnie zapowiadającego się projektu gościowi od marketingu, który po trzech miesiącach przestał odbierać telefony. Odzyskanie tych udziałów kosztowało mnie majątek i mnóstwo zdrowia w sądach.
Teraz stosuję twardy vesting. Musisz zapracować na każdy procent swojej firmy. Ciekawi mnie, jak ty byś do tego podszedł. Mając w ręku genialny pomysł, ale puste kieszenie, oddałbyś połowę tortu komuś, kto gwarantuje ci zaplecze i finansowanie, czy wolałbyś ryzykować własny dom dla pełnej kontroli? Pomyśl o tym, zanim wyślesz kolejnego maila do inwestora.





























