Ponad 300 słonecznych dni w roku – tyle średnio notuje się na południu Europy, więc nic dziwnego, że chcesz ten ciepły klimat przenieść do swojego domu. To jednak nie tylko kwestia kolorów, bo prawdziwy styl śródziemnomorski opiera się na autentycznych, naturalnych materiałach. Musisz uważać, żeby nie zagracić przestrzeni tanimi pamiątkami, bo wtedy zamiast eleganckiej willi stworzysz kiczowaty stragan. Skup się na świetle i prostocie, a Twoje mieszkanie zyska ten niesamowity, wakacyjny luz, o którym marzysz.
- O co w ogóle chodzi z tym stylem śródziemnomorskim?
- Kolory, dzięki którym poczujesz się jak na wakacjach
- Meble, które aż proszą, żeby na nich usiąść
- Rośliny, które faktycznie ożywią twoją przestrzeń
- Oświetlenie, które buduje nastrój
- Małe detale, które robią ogromną różnicę
- Twoja własna oaza spokoju w środku miasta
- FAQ
O co w ogóle chodzi z tym stylem śródziemnomorskim?
Ponad 20 krajów leży nad basenem Morza Śródziemnego, więc wrzucanie wszystkiego do jednego worka to największy błąd, jaki możesz popełnić na samym starcie planowania remontu. To nie jest jeden sztywny szablon wycięty z katalogu, ale raczej szalona, eklektyczna mieszanka wpływów – od surowej, białej Grecji, przez ciepłą, ceglaną Toskanię, aż po niesamowicie kolorowe i wzorzyste Maroko – co daje Ci w praktyce ogromną swobodę w aranżacji, o ile trzymasz się pewnych ram.
Nie chodzi tu tylko o pomalowanie ścian na biało i dorzucenie kilku niebieskich poduszek z kotwicą, bo to trąci kiczem z taniego kurortu i nie ma nic wspólnego z prawdziwym stylem. Kluczem jest uchwycenie tego specyficznego luzu, celebracji „slow life” i bezwarunkowego umiłowania do natury, które sprawiają, że wchodząc do takiego domu, od razu czujesz się jak na niekończących się wakacjach, nawet jeśli za oknem pada deszcz.
Skąd to się wzięło? – krótka lekcja historii
Tradycyjne mury domów w tym regionie miały często ponad pół metra grubości, żeby chronić mieszkańców przed nieznośnym, południowym upałem, a nie po to, by ładnie wyglądać na zdjęciach w magazynie wnętrzarskim. To właśnie ta czysta funkcjonalność wymusiła estetykę, którą dzisiaj tak uwielbiasz – surowy kamień, chropowaty tynk wapienny i małe okna z solidnymi okiennicami miały po prostu działać jak naturalna, darmowa klimatyzacja.
Przez wieki mieszały się tam wpływy rzymskie, greckie, mauretańskie i lokalne tradycje rzemieślnicze, tworząc ten unikalny koktajl kulturowy, który teraz próbujesz przenieść do swojego salonu czy kuchni. Każdy element – od charakterystycznych ceramicznych dachówek po misterne mozaiki na podłodze – ma swoje twarde uzasadnienie w historii regionu oraz dostępności lokalnych surowców, więc nie próbuj na siłę zastępować ich plastikiem, winylem czy tanimi panelami MDF, bo efekt będzie po prostu groteskowy.
Kluczowe elementy, których nie możesz pominąć
Aż 90% autentycznych wnętrz śródziemnomorskich bazuje na całkowicie naturalnych materiałach podłogowych, więc zapomnij o puszystych wykładzinach, jeśli chcesz uzyskać prawdziwy efekt południa w swoim domu. Musisz postawić na czerwoną terakotę, chłodny kamień albo surowe, olejowane drewno, bo to one nadają wnętrzu ten specyficzny klimat i chłód pod stopami, o którym marzysz w gorące dni – a przy ogrzewaniu podłogowym sprawdzą się idealnie też w Polsce.
Kolorystyka to nie tylko oklepany błękit i biel, ale cała, bogata paleta barw spalonej słońcem ziemi – ochra, sjena, oliwkowa zieleń czy lawenda – które muszą współgrać z naturalnym światłem wpadającym do Twojego mieszkania. Pamiętaj jednak, że w naszym klimacie światło jest zupełnie inne, zimniejsze niż we Włoszech czy Hiszpanii, więc musisz uważać, by te ciepłe, nasycone barwy nie wyszły buro, ciemno i smutno w pochmurny, listopadowy dzień.
Tekstura jest tutaj ważniejsza niż kolor, serio. Idealnie gładkie gładzie gipsowe to wróg publiczny numer jeden w tym stylu, bo śródziemnomorskie ściany żyją, mają nierówności, fakturę i widać na nich rękę człowieka, a nie maszyny. Nie bój się niedoskonałości, widocznych pęknięć na szkliwionej ceramice czy mocno przetartego drewna na starym stole, bo to właśnie one budują autentyczność i duszę wnętrza, zamiast tworzyć bezosobową, sterylną wystawkę rodem z sieciówki meblowej.
Kolory, dzięki którym poczujesz się jak na wakacjach
Barwy ziemi i oceaniczne błękity
Zacznijmy od tego, co masz pod stopami i dookoła siebie, bo paleta śródziemnomorska to nie tylko ten słynny grecki błękit, który wszyscy kojarzą z pocztówek. Twoim fundamentem powinny być ciepłe, naturalne odcienie spalonej słońcem ziemi, takie jak terakota, ochra czy przybrudzony beż, które natychmiast ocieplają wnętrze, nawet gdy polska pogoda nie rozpieszcza. Pomyśl o ścianach w kolorze delikatnej śmietanki lub piasku – one stanowią idealne tło dla ciemniejszych mebli i sprawiają, że pomieszczenie „oddycha”.
Ale to błękity robią tu prawdziwą magię i masz w czym wybierać – od głębokiego granatu przypominającego wzburzone morze, po subtelny turkus i akwamarynę. Nie bój się zestawiać ich z oliwkową zielenią lub kolorem szałwii, bo to połączenie jest w naturze czymś oczywistym. Ważne, żeby te chłodne barwy nie dominowały całkowicie, a jedynie przełamywały ciepłą bazę, działając jak orzeźwiająca bryza w upalny dzień.
Jak łączyć i mieszać kolory jak profesjonalista
Sekret udanej aranżacji tkwi w proporcjach, bo łatwo przesadzić i zamiast eleganckiej willi stworzyć coś na kształt pstrego straganu z pamiątkami. Najbezpieczniej dla Ciebie będzie trzymać się złotej zasady 60-30-10: 60% to jasna, neutralna baza (biel, krem, jasny szary), 30% to naturalne materiały jak drewno czy kamień, a te ostatnie 10% zostaw na intensywne akcenty kolorystyczne. Dzięki temu unikniesz chaosu, a Twoje kobaltowe wazony czy cytrynowe poduszki będą naprawdę błyszczeć na spokojnym tle.
Nie próbuj też na siłę upychać wszystkich kolorów tęczy w jednym pokoju – zdecyduj się na jeden dominujący akcent. Jeśli w salonie króluje błękit, niech w kuchni palmę pierwszeństwa przejmie soczysta zieleń ziół i ciepła żółć, co pozwoli zachować spójność całego domu bez efektu monotonii. I pamiętaj – matowe wykończenia farb i tkanin są tu Twoim sprzymierzeńcem, bo styl śródziemnomorski nie lubi sztucznego połysku, woli surowość i autentyczność.
Musisz też wziąć pod uwagę światło, które w naszej szerokości geograficznej pada pod innym kątem i ma inną temperaturę barwową niż na południu. To, co we Włoszech wygląda na ciepły beż, u nas w pochmurny listopadowy dzień może wydawać się brudną szarością, dlatego zawsze testuj próbki farb na ścianie o różnych porach dnia przed ostatecznym malowaniem. Unikaj zimnych, śnieżnobiałych odcieni – celuj raczej w „złamane” biele (off-white), które miękko rozpraszają światło i ukrywają ewentualne niedoskonałości ścian.
Meble, które aż proszą, żeby na nich usiąść
Wiele osób błędnie zakłada, że styl śródziemnomorski to przede wszystkim bogato zdobione, żeliwne ramy i ciężkie, ciemne antyki, które wyglądają jak wyciągnięte z weneckiego pałacu. Nic bardziej mylnego – w prawdziwym domu nad Morzem Śródziemnym chodzi o leniwe popołudnia i sjestę, więc Twoje meble muszą być przede wszystkim niskie, rozłożyste i zapraszające do relaksu. Szukaj sof i foteli o miękkich liniach, w których dosłownie się zapadasz, bo wygoda jest tutaj absolutnym priorytetem nad formą.
Nie bój się mieszać różnych brył. Obok tej wielkiej, miękkiej kanapy postaw niski stolik kawowy, na którym bez stresu postawisz gorącą kawę czy miskę z oliwkami – najlepiej taki, który nie boi się zarysowań. Twoim celem jest stworzenie przestrzeni, w której nikt nie boi się dotknąć mebli, a każdy element wyposażenia służy Tobie, a nie na odwrót.
Dlaczego warto pomyśleć o rustykalnych elementach
Gładkie, lakierowane na wysoki połysk powierzchnie to coś, czego musisz unikać jak ognia, jeśli zależy Ci na autentycznym klimacie południa. Zamiast tego celuj w surowe drewno – dąb, sosnę, a nawet drewno z odzysku – które ma widoczne sęki, pęknięcia i nierówną fakturę, bo to właśnie te niedoskonałości budują charakter całego wnętrza.
A jeśli masz stary kredens czy stół, który wygląda na „zmęczony życiem”, to pod żadnym pozorem go nie odnawiaj do stanu idealnego. Przetarcia, wyblakły kolor czy ślady po kornikach są tutaj na wagę złota. Wprowadzają do domu historię i ciepło, sprawiając, że wnętrze nie wygląda jak sterylna ekspozycja sklepowa, ale jak miejsce, gdzie życie toczy się swoim własnym, powolnym rytmem.
Nie zapominaj o tekstyliach i tkaninach
Często wydaje się nam, że wystarczy pomalować śiany na biało, ale bez odpowiednich tkanin Twój dom będzie po prostu zimny i pusty. Kluczem są tutaj materiały naturalne i przewiewne – postaw na surowy len, gniecioną bawełnę czy płótno żaglowe w jasnych kolorach, które będą łapać światło i delikatnie falować przy każdym podmuchu wiatru.
Na podłodze zamiast puszystych, syntetycznych dywanów, rozłóż płasko tkane chodniki z juty, trawy morskiej albo sizalu. Są szorstkie w dotyku, co jest niesamowicie przyjemne dla bosych stóp w upalne dni, a do tego wprowadzają ten niezbędny, organiczny element do aranżacji. Pamiętaj tylko, żeby nie przesadzić z ilością warstw – w tym stylu chodzi o lekkość, więc zbyt duża ilość ciężkich materiałów może przytłoczyć pomieszczenie.
Warto też dorzucić kilka poduszek z tradycyjnymi wzorami, na przykład inspirowanymi ceramiką majolika lub prostymi pasami w kolorze indygo, żeby przełamać wszechobecne beże. Nie układaj ich jednak od linijki. Rzuć pled na oparcie fotela tak, jakby spadł tam przypadkiem, bo nonszalancja jest wpisana w ten styl tak samo mocno jak słońce i wino. To właśnie ta swoboda w łączeniu faktur sprawia, że wnętrze żyje.
Rośliny, które faktycznie ożywią twoją przestrzeń
Plastikowe atrapy może i są wygodne, ale nic nie zabija śródziemnomorskiego klimatu szybciej niż sztuczny bluszcz zbierający kurz na szafie. W tym stylu chodzi o autentyczność i zapach, więc musisz zaprosić do środka żywe organizmy, które kochają słońce tak samo jak ty. Nie musisz od razu robić z salonu oranżerii – wystarczą dwa lub trzy duże okazy, żeby całkowicie zmienić odbiór pomieszczenia. Kluczem jest tu skala, bo mała doniczka na wielkim stole wygląda po prostu biednie, podczas gdy duże drzewko cytrusowe w rogu pokoju od razu przenosi cię myślami na włoskie patio.
Pamiętaj też, że rośliny w stylu Mediterranean to nie tylko zieleń, ale też donice – surowa terakota jest tu absolutnym must-have. Glina nie tylko wygląda obłędnie i starzeje się z godnością, łapiąc z czasem naturalną patynę, ale też pozwala korzeniom oddychać, co przy roślinach śródziemnomorskich jest sprawą życia i śmierci.
Najlepsze rośliny do rozważenia
Oliwka europejska wydaje się oczywistym wyborem, ale w polskich warunkach bywa kapryśna i zimą często gubi liście z braku światła, więc jeśli nie masz okna od południa – odpuść. Zamiast walczyć z naturą, postaw na Drzewko Cytrusowe (np. Cytryna Meyera) lub Fikusa Dębolistnego, który swoją strukturą świetnie imituje południową roślinność. Cytrusy wymagają sporo uwagi i zraszania, ale kiedy zakwitną, ich zapach jest tak intensywny, że żadne świeczki zapachowe nie będą ci już potrzebne.
Dla mniej wprawnych ogrodników polecam Zamiokulkasa lub Sansewierie – może nie są rdzennie europejskie, ale ich architektoniczny pokrój idealnie pasuje do kamiennych podłóg i jasnych ścian. A co z lawendą? Cóż, trzymanie lawendy w domu to zazwyczaj wyrok śmierci dla tej rośliny, bo ona potrzebuje cyrkulacji powietrza i bezpośredniego słońca, więc lepiej zostaw ją na balkon lub taras, a do wnętrza zaproś rozmaryn na pniu, który jest znacznie twardszym zawodnikiem.
Moje ulubione aranżacje inspirowane południem
Symetria jest nudna, a styl śródziemnomorski kocha kontrolowany nieład, więc zamiast ustawiać doniczki w równym rządku jak żołnierzy, grupuj je w nieregularne wyspy. Ustawienie trzech roślin o różnej wysokości w jednym rogu – na przykład wysokiej palmy, średniego fikusa i płożącego się starca – tworzy efekt trójwymiarowej dżungli i dodaje wnętrzu głębi. Ważne, żeby donice były z tej samej bajki, na przykład wszystkie gliniane, ale w różnych odcieniach brązu i beżu.
Często widzę, jak ludzie boją się stawiać rośliny na podłodze, a to właśnie tam duże okazy wyglądają najlepiej. Wykorzystaj też stołki, stare drewniane krzesła albo specjalne kwietniki z kutego żelaza, żeby wynieść zieleń na poziom wzroku. Taka kaskadowość sprawia, że pokój wydaje się wyższy, a ty zyskujesz naturalną barierę akustyczną, co w pustych, minimalistycznych wnętrzach jest na wagę złota.
Jeśli masz trochę więcej miejsca, spróbuj stworzyć „zieloną ścianę” przy użyciu makramy i roślin pnących takich jak Epipremnum czy Cissus. To genialny sposób na nawiązanie do winorośli pnących się po murach toskańskich willi, bez konieczności niszczenia tynku w mieszkaniu. Zwisające pędy miękko filtrują światło wpadające przez okno, tworząc we wnętrzu niesamowitą grę cieni w słoneczne popołudnia – dokładnie taką, jaką pamiętasz z wakacji.
Oświetlenie, które buduje nastrój
Dlaczego naturalne światło to Twój przyjaciel
Zastanawiałeś się kiedyś, co tak naprawdę sprawia, że wnętrza na południu Europy wydają się tętnić życiem nawet w leniwe popołudnie? To nie tylko kwestia klimatu, ale przede wszystkim sprytnego zarządzania słońcem, które wdziera się do środka. W stylu śródziemnomorskim musisz zapomnieć o ciężkich, welurowych zasłonach czy roletach typu blackout – to by była zbrodnia na estetyce. Zamiast tego postaw na półprzezroczyste, lniane tkaniny lub muślin, które jedynie zmiękczają ostre promienie, pozwalając im swobodnie tańczyć po podłodze i meblach.
Pamiętaj, że Twoje ściany – zwłaszcza te białe lub w odcieniach piasku – działają jak gigantyczne ekrany odbijające światło. To darmowy sposób na rozjaśnienie każdego kąta. Jeśli masz mniejsze okna, zawieś naprzeciwko nich duże lustro w prostej ramie, co optycznie podwoi ilość wpadającego słońca i sprawi, że pokój wyda się znacznie większy. Gra światła i cienia na chropowatych tynkach to właśnie ten element, który buduje głębię i ten specyficzny, wakacyjny luz.
Wybór odpowiednich opraw
A co się dzieje, gdy słońce w końcu chowa się za horyzontem? Tutaj musisz bardzo uważać, bo nic tak skutecznie nie zabija klimatu sjesty jak zimne, laboratoryjne oświetlenie. Wybierając żarówki, celuj wyłącznie w ciepłą barwę w przedziale 2700K – 3000K, która naśladuje naturalny blask ognia lub zachodzącego słońca. Unikaj jak ognia niebieskawego światła, bo w jednej chwili zamienisz przytulną willę w sterylną poczekalnię.
Szukając lamp, kieruj się zasadą: im bardziej naturalnie, tym lepiej. Genialnie sprawdzą się tu klosze plecione z trawy morskiej, wikliny czy rattanu, które wieczorami rzucają na ściany niesamowite, ażurowe wzory. To właśnie te detale sprawiają, że wnętrze staje się intymne i tajemnicze. Nie bój się też lekkich niedoskonałości – ręcznie robiona lampa z ceramiki, nawet jeśli jest nieco krzywa, ma w sobie więcej uroku niż idealny produkt z taśmy produkcyjnej.
Możesz też pójść w stronę nieco cięższych, rustykalnych akcentów, które są wizytówką stylu toskańskiego czy hiszpańskiego. Kute żelazo to absolutny klasyk – czarny, metalowy żyrandol nad drewnianym stołem doda wnętrzu charakteru i powagi. Ważne jest jednak, by rozmieścić źródła światła na różnych wysokościach; korzystaj z kinkietów i lamp podłogowych zamiast polegać tylko na jednym, centralnym punkcie na suficie. Dzięki temu stworzysz przytulne wyspy światła, idealne do wieczornego relaksu z winem.
Małe detale, które robią ogromną różnicę
Dodatki z umiarem – jak nie zagracić przestrzeni
Wyrzuć te wszystkie tanie muszelki i plastikowe miniatury latarni morskich, bo to najprostsza droga do kiczu, a nie elegancji Lazurowego Wybrzeża. W stylu śródziemnomorskim mniej znaczy więcej, ale to „mniej” musi mieć cholernie dobrą jakość i teksturę, więc zamiast zastawiać każdy parapet drobiazgami, postaw na jeden, konkretny akcent – na przykład dużą, glinianą amforę o chropowatej powierzchni, która wygląda, jakby przeleżała w piwnicy toskańskiej winnicy ze sto lat. Pamiętaj, że przestrzeń musi oddychać.
Diabeł tkwi w materiałach, z których wykonane są twoje dekoracje. Szukaj surowego drewna oliwnego, plecionych koszy z trawy morskiej albo ręcznie malowanej ceramiki z Sycylii, gdzie każde pęknięcie szkliwa dodaje charakteru, a nie jest wadą. Unikaj idealnie gładkich, fabrycznych wykończeń – one zabijają ten luz, o który nam chodzi. Lepiej postawić na stole jedną misę pełną cytryn niż dziesięć małych figurek, które tylko zbierają kurz.
Osobiste akcenty, które odzwierciedlają ciebie
Nikt nie chce mieszkać w muzeum ani w katalogu z sieciówki, więc przestań kopiować gotowe aranżacje jeden do jednego. Twoje wnętrze musi mieć duszę, dlatego wyciągnij te zdjęcia z wakacji, ale błagam – opraw je w surowe, drewniane ramy zamiast wieszać na antyramach czy przyklejać taśmą. To właśnie te drobne, osobiste przedmioty, jak stary młynek do kawy po babci czy kamień o dziwnym kształcie przywieziony z plaży w Chorwacji, sprawiają, że przestrzeń staje się autentyczna i twoja.
Ale uważaj na proporcje. Chodzi o to, żeby te rzeczy „rozmawiały” z resztą wystroju, a nie krzyczały o uwagę. Jeśli kochasz gotować, wyeksponuj na blacie swoją kolekcję oliw w ładnych butelkach albo powieś pęki suszonych ziół pod sufitem – to jest właśnie ta funkcjonalna dekoracja, którą Włosi i Grecy opanowali do perfekcji.
Nie bój się też eksperymentować z tym, co już masz, bo styl śródziemnomorski jest niesamowicie wyrozumiały dla eklektyzmu i nieporządku kontrolowanego. Może masz stary, lekko podniszczony fotel? Nie wyrzucaj go, tylko rzuć na niego lniany pled w kolorze szałwii lub terakoty i nagle staje się on centralnym punktem salonu. Najgorszym błędem jest kupowanie wszystkiego nowego pod kolor ścian – to sprawia, że dom wygląda sztucznie i hotelowo. Prawdziwy klimat buduje się latami, dokładając kolejne warstwy wspomnień, zapachów i przedmiotów, które po prostu sprawiają ci radość, gdy na nie patrzysz.
Twoja własna oaza spokoju w środku miasta
Wyobraź sobie, że wracasz do domu w paskudny, listopadowy wieczór, zrzucasz mokry płaszcz i nagle… czujesz się trochę jak na wakacjach w Toskanii, mimo że za oknem totalna szaruga. To właśnie robi ten styl – przenosi cię w inne miejsce bez konieczności kupowania biletu lotniczego i pakowania walizek. Nie chodzi tu przecież tylko o pomalowanie ścian na biało czy rzucenie kilku niebieskich poduszek na kanapę, ale o to specyficzne uczucie luzu i ciepła, które budujesz naturalnymi materiałami i światłem wpadającym do środka. A jak już wstawisz te gliniane donice i powiesisz lniane zasłony, zobaczysz, że twój dom zaczyna „oddychać” zupełnie inaczej.
Pamiętaj, że w stylu śródziemnomorskim niedoskonałość jest twoim największym sprzymierzeńcem.
Więc nie spinaj się, żeby wszystko wyglądało idealnie jak z katalogu, bo te wnętrza kochają prawdziwe życie, drobne rysy na drewnianym stole czy nieco wygniecioną narzutę. Urządzanie w tym klimacie to proces, więc daj sobie czas na szukanie tych idealnych, rzemieślniczych dodatków, które mają duszę i jakąś historię. Stwórz po prostu przestrzeń, w której chce się być, pić poranną kawę i nigdzie nie spieszyć – bo na tym właśnie polega dolce vita we własnych czterech kątach.
FAQ
Q: Czy styl śródziemnomorski to tylko biało-niebieskie paski jak w greckiej tawernie?
A: Skądże, to jeden z największych mitów, który trzeba w końcu obalić. Oczywiście, biel i błękit to klasyka, zwłaszcza jeśli celujecie w klimat Cyklad, ale Morze Śródziemne to przecież też Włochy, Hiszpania czy Maroko, gdzie paleta barw jest o wiele cieplejsza i bardziej „brudna”.
Chodzi tu bardziej o kolory ziemi – spalona słońcem pomarańcza, oliwkowa zieleń, ciepłe beże i odcienie terakoty, które sprawiają, że wnętrze staje się przytulne nawet w pochmurny listopadowy dzień.
Kluczem jest baza.
Ściany mogą być białe, jasne, ale niech to będzie taka złamana biel, trochę jakby wapienna, a nie śnieżnobiała farba prosto z puszki, która razi w oczy. Do tego dorzucacie naturalne drewno i nagle robi się domowo. Nie bójcie się mieszać tych odcieni, bo w naturze rzadko kiedy wszystko pasuje do siebie jak od linijki.
Q: Jakie materiały wybrać, żeby nie wyszło sztucznie i „plastikowo”?
A: Widzieliście kiedyś stary dom w Toskanii wykończony panelami PCV? No właśnie, ja też nie. Jeśli chcecie poczuć ten specyficzny luz i autentyczność, musicie postawić na to, co daje natura, bo bez tego cała aranżacja będzie wyglądać jak tania scenografia teatralna.
Drewno, kamień, ceramika – to jest wasza święta trójca.
I wcale nie musi być idealnie wyszlifowane na wysoki połysk.
Fajnie, jak stół ma jakieś sęki, podłoga drobne nierówności, a lniane zasłony są trochę pogniecione, bo to właśnie te niedoskonałości budują klimat, o który nam chodzi. Szukajcie mebli z wikliny albo rattanu, one od razu wprowadzają wakacyjny nastrój i są lekkie optycznie. A jak macie w domu jakieś plastikowe bibeloty, to lepiej schowajcie je głęboko do szafy, bo nic tak nie psuje efektu jak błyszczący plastik na tle surowego kamienia czy cegły.
Q: Co zrobić z dodatkami w małym mieszkaniu, żeby go nie zagracić?
A: Czy da się przenieść klimat południa do bloku bez robienia z salonu sklepu z pamiątkami? Da się, tylko trzeba trzymać rękę na pulsie i nie kupować wszystkiego, co ma namalowaną oliwkę.
W stylu śródziemnomorskim chodzi o przestrzeń i oddech.
Zamiast dziesięciu małych figurek, postawcie jedną dużą, glinianą donicę albo wazon z grubego szkła, który będzie łapał promienie słońca. Rośliny robią tu ogromną robotę – drzewko cytrusowe albo po prostu zioła w kuchni, jak rozmaryn czy bazylia, nie tylko wyglądają, ale też pachną wakacjami. Tekstylia też są ważne, rzućcie na kanapę kilka poduszek z grubej bawełny albo juty.
Pamiętajcie tylko o jednym.
Mniej znaczy więcej, więc niech każdy przedmiot ma swoje miejsce i „oddycha”, bo w zagraconym pokoju nigdy nie poczujecie tej sjesty, o którą w tym wszystkim chodzi.