Czy mozna brac przeterminowana kreatyne?

admin
admin
Dodane przezadmin
23 minut czytania

Znalazłeś na dnie szafki stare opakowanie i kminisz teraz, czy Twój żołądek to przeżyje, czy może kreatyna po prostu straciła swoją moc? To mega ważne, bo przecież nie chcesz marnować kasy na coś, co nie działa, albo co gorsza – nabawić się problemów. Bo widzisz, kreatyna jest wyjątkowo stabilna i rzadko kiedy staje się realnie niebezpieczna po dacie na etykiecie.

Więc jeśli Twój proszek nie zmienił koloru ani dziwnie nie śmierdzi, to prawdopodobnie możesz go bezpiecznie brać bez większych obaw. Ale czy na pewno warto?

O co chodzi z tą przeterminowaną kreatyną?

Cała prawda o datach ważności

Pomyśl o tym jak o soli w Twojej kuchni, a nie o świeżym mleku, które skwaśnieje po dwóch dniach poza lodówką. Data przydatności na opakowaniu Twojego monohydratu to często tylko wymóg prawny, a nie magiczny moment, w którym proszek nagle zamienia się w truciznę. Większość producentów asekuracyjnie ustala ten termin na 2-3 lata od daty produkcji, mimo że badania nad stabilnością kreatyny pokazują coś zupełnie innego.

Czy wiedziałeś, że monohydrat kreatyny jest jedną z najbardziej stabilnych cząsteczek w świecie suplementów? Nawet jeśli Twoja puszka leży w szafce rok po terminie, to szanse na to, że straciła swoją moc, są bliskie zeru. Naukowcy sprawdzali próbki przechowywane w temperaturze pokojowej przez lata i zgadnij co?

Nadal zachowywały blisko 99% czystości

Więc wyrzucanie pełnego opakowania tylko dlatego, że kalendarz mówi „nie”, to zwykłe marnowanie Twoich ciężko zarobionych pieniędzy, zwłaszcza że ceny supli ostatnio nie rozpieszczają.

Czy igramy z ogniem?

Zamiast bać się nagłej utraty mięśni, powinieneś raczej zerknąć do środka i sprawdzić, czy Twój proszek nie zaczął przypominać zbitego kamienia. Jeśli widzisz grudki, to wiedz, że do środka dostała się wilgoć, ale to jeszcze nie powód do paniki. Wilgoć sprawia, że kreatyna może powoli przejść w kreatyninę, czyli nieaktywny produkt uboczny, który po prostu wysikasz bez żadnych realnych efektów dla Twojej formy na siłowni. Ale czy to jest faktycznie niebezpieczne dla Twojego żołądka?

Większość „skutków ubocznych” przeterminowanej kreatyny kończy się co najwyżej na lekkim dyskomforcie w jelitach, jeśli proszek faktycznie mocno zwilgotniał i zaczął fermentować z jakimiś zanieczyszczeniami. Prawdziwe czerwone światło zapala się dopiero wtedy, gdy poczujesz dziwny, chemiczny zapach albo zobaczysz ciemne kropki, bo to oznacza pleśń lub bakterie. A z pleśnią nie ma żartów, bo Twoja wątroba Ci tego nie wybaczy, więc w takim przypadku puszka ląduje w koszu bez dyskusji.

Najgorsze co Cię spotka przy „starym” monohydracie, który był dobrze przechowywany, to po prostu brak efektów treningowych, bo Twoje ciało nie dostanie paliwa, na które liczyłeś. Serio, jeśli proszek jest suchy, biały i pachnie neutralnie, to ryzyko zatrucia jest praktycznie zerowe. Pamiętaj tylko, żeby zawsze szczelnie zakręcać wieczko i nie trzymać suplementów w wilgotnej łazience – to powietrze i woda są Twoim największym wrogiem, a nie upływający czas na etykiecie.

Moja opinia o stosowaniu przeterminowanej kreatyny

Wyobraź sobie taką sytuację – robisz wielkie porządki w szafce z odżywkami, przesuwasz zakurzone shakery i nagle trafiasz na niemal pełną puszkę monohydratu, o której istnieniu dawno zapomniałeś. Sprawdzasz datę na dnie i okazuje się, że termin minął pół roku temu, więc w Twojej głowie pojawia się pytanie, czy warto ryzykować, czy może lepiej od razu posłać te kilkadziesiąt złotych do kosza. Sam byłem w tym miejscu nieraz i powiem Ci, że wyrzucanie kreatyny tylko dlatego, że kalendarz pokazał inną datę, to często zwykłe marnotrawstwo, bo monohydrat kreatyny to jedna z najbardziej stabilnych substancji, jakie znajdziesz w sklepach z suplementami.

Jeśli proszek wciąż wygląda jak biały piasek, nie zmienił koloru i nie śmierdzi niczym dziwnym, to prawdopodobnie wciąż nadaje się do spożycia bez większych obaw o zdrowie. Producenci muszą podawać datę ważności ze względów prawnych, ale w rzeczywistości kreatyna przechowywana w suchym i chłodnym miejscu potrafi zachować swoje właściwości nawet kilka lat po terminie. Więc zanim wyrzucisz produkt, po prostu mu się przyjrzyj, bo szkoda byłoby marnować suplement, który wciąż może pomóc Ci w budowaniu siły.

Poważnie, czy to bezpieczne?

Większość badań nad stabilnością kreatyny pokazuje, że nawet po trzech latach trzymania jej w temperaturze pokojowej, stopień jej degradacji do kreatyniny jest minimalny. Jeśli Twoja puszka była szczelnie zamknięta i nie stała w wilgotnej piwnicy ani na pełnym słońcu, to ryzyko zatrucia jest praktycznie zerowe, bo tam po prostu nie ma co się zepsuć w taki sposób, żeby Ci zaszkodzić. Ale musisz być czujny, bo jeśli w proszku widzisz twarde grudki, których nie da się rozbić palcami, to znak, że do środka dostała się wilgoć, a to już otwiera furtkę dla bakterii.

Kiedy wilgoć wchodzi do gry, sprawa robi się nieco bardziej skomplikowana i wtedy faktycznie lepiej odpuścić, bo pleśń w suplemencie to ostatnia rzecz, jakiej potrzebujesz przed treningiem. Ale umówmy się – jeśli proszek jest sypki, to najgorsze co Ci grozi, to po prostu nieco słabsze działanie, a nie rewolucja żołądkowa. Czy warto więc ryzykować dla tych kilku procent mniejszej efektywności? Moim zdaniem tak, o ile Twoje zmysły podpowiadają Ci, że z produktem wszystko jest w porządku.

Co się stanie, jeśli ją weźmiesz?

Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że po prostu zrobisz normalny trening i nawet nie poczujesz różnicy, bo Twoje mięśnie nie czytają etykiet na opakowaniach. Jeśli kreatyna uległa częściowej degradacji, to zamieniła się w kreatyninę, czyli naturalny produkt uboczny metabolizmu, który Twój organizm i tak codziennie wydala przez nerki. Więc nie bój się, że nagle Twoje wyniki spadną do zera albo stanie się coś strasznego – po prostu dawka, którą przyjmiesz, może być realnie odrobinę mniejsza, niż te 5 gramów wysypane na miarkę.

Może się jednak zdarzyć, że Twój żołądek zareaguje nieco gwałtowniej, zwłaszcza jeśli proszek zaczął już zbijać się w dziwne formy. Lekkie skurcze brzucha lub biegunka to sygnały ostrzegawcze, że Twój organizm nie radzi sobie z trawieniem starego suplementu, który mógł zmienić swoją strukturę krystaliczną. Ale spokojnie, takie objawy zazwyczaj mijają szybciej, niż zdążysz skończyć serię wyciskania, choć na pewno nie jest to przyjemne doświadczenie podczas bicia rekordów życiowych.

Warto też wiedzieć, że przeterminowana kreatyna często traci swoją zdolność do idealnego rozpuszczania się w wodzie, co sprawia, że na dnie szklanki zostaje więcej osadu. Jeśli pijesz taki roztwór i czujesz, jakbyś łykał drobny żwir, to znak, że procesy chemiczne wewnątrz puszki posunęły się już dość daleko. Zaleganie nierozpuszczonego proszku w jelitach to najczęstsza przyczyna dyskomfortu po suplementacji, więc jeśli widzisz, że stara kreatyna za nic nie chce się wymieszać, to może być ten moment, żeby jednak zainwestować w nową sztukę.

Prawda o realnej skuteczności

Czy to w ogóle jeszcze działa?

Ostatnio na grupach dla biohackerów i na TikToku zauważyłem trend na „zero waste” w suplementacji, gdzie ludzie testują granice wytrzymałości swoich żołądków, biorąc odżywki sprzed kilku lat. Jeśli Twoja puszka monohydratu leży w szafce od roku po terminie, to mam dla Ciebie całkiem niezłe wieści, bo kreatyna to jedna z najstabilniejszych cząsteczek, jakie kiedykolwiek badano w laboratoriach sportowych. Badania laboratoryjne potwierdzają, że czysty monohydrat kreatyny zachowuje niemal 100% swojej mocy nawet 3-4 lata po dacie ważności, pod warunkiem, że nie dopuściłeś do jego zawilgocenia.

Więc jeśli zastanawiasz się, czy Twoje mięśnie odczują jakąkolwiek różnicę podczas wyciskania na klatę, to prawdopodobnie nawet nie zauważysz, że proszek jest „stary”. Nawet jeśli doszło do minimalnej degradacji, to wciąż będzie to skuteczniejszy boost dla Twojej siły niż większość drogich miksów, które mają w składzie głównie wypełniacze i aromaty. Ale pamiętaj, że ta niesamowita trwałość dotyczy głównie czystego monohydratu, bo wersje smakowe z dodatkami psują się znacznie szybciej przez zawarte w nich słodziki i kwasy owocowe.

Oznaki, że kreatyna nadaje się do kosza

Zanim jednak wsypiesz miarkę do szejkera, musisz zrobić szybki test, bo Twoje bezpieczeństwo jest tu ważniejsze niż oszczędność kilkudziesięciu złotych. Największym wrogiem proszku jest wilgoć, więc jeśli po otwarciu puszki widzisz twarde, zbite bryły, których nie da się rozkruszyć palcami, to znak, że zaszła reakcja chemiczna i kreatyna mogła zamienić się w kreatyninę. Taka forma jest dla Twojego organizmu całkowicie bezużyteczna i może tylko niepotrzebnie obciążyć Twoje nerki – a tego przecież nie chcesz robić swojemu ciału.

Spójrz też uważnie na kolor i zapach, bo każda zmiana z krystalicznej bieli na żółtawy lub brązowawy odcień to ewidentna czerwona flaga. Jeśli poczujesz dziwny, stęchły zapach lub zobaczysz jakiekolwiek ciemne kropki, które mogą sugerować rozwijającą się pleśń, to bez wahania wywal całe opakowanie do śmieci.

Twoje zdrowie i sprawne jelita są warte znacznie więcej niż te parę złotych, które zaoszczędzisz na przeterminowanej odżywce.

Często spotkasz się z drobnymi grudkami, które powstają naturalnie przez zmiany temperatury w Twojej kuchni czy siłowni, ale one zazwyczaj rozpadają się pod lekkim naciskiem łyżeczki. Gorzej, gdy proszek zmienił swoją strukturę na taką dziwnie „piaskową” i nie chce się rozpuścić w wodzie nawet po bardzo długim mieszaniu, co świadczy o nieodwracalnej degradacji składników aktywnych. Bo wiesz, stara kreatyna to nie tylko ryzyko mniejszej pompy na treningu, ale przede wszystkim potencjalne problemy żołądkowe, silne nudności czy biegunka, które mogą Cię wykluczyć z aktywności na kilka dobrych dni.

Jak najlepiej przechowywać kreatynę?

Zachowanie świeżości

Wyobraź sobie, że wrzucasz nową puchę kreatyny do szafki nad zlewem, gdzie ciągle paruje woda z czajnika albo gotuje się makaron. To najgorszy błąd, jaki możesz zrobić, bo wilgoć to absolutnie największy wróg monohydratu, który tylko czeka, żeby zmienić Twój proszek w bezużyteczną bryłę. Musisz trzymać swoje suplementy w chłodnym i suchym miejscu, najlepiej w szafce, która nie sąsiaduje z żadnym źródłem ciepła, a temperatura nie skacze tam powyżej 22 stopni Celsjusza.

Pamiętaj też, żeby nigdy, pod żadnym pozorem nie wyrzucać tego małego, białego woreczka z żelem krzemionkowym, który lata gdzieś między proszkiem a miarką. On tam jest po to, żeby pochłaniać każdą drobinkę wilgoci, która dostanie się do środka, gdy codziennie odkręcasz wieczko, a jeśli go wyrzucisz, to Twoja kreatyna może zacząć zbrylać się już po kilku tygodniach. I błagam, dokręcaj tę zakrętkę do oporu, bo nieszczelne opakowanie to najprostsza droga do tego, żebyś za miesiąc musiał walczyć z twardą skałą zamiast sypkiego prochu.

Nigdy nie zostawiaj otwartego opakowania na słońcu, bo promienie UV mogą przyspieszyć degradację składników aktywnych.

Jak rozpoznać zepsutą partię

Otwierasz pudełko po kilku miesiącach przerwy i co widzisz? Jeśli Twoja kreatyna wygląda jak zbita gruda piasku, to jeszcze nie jest koniec świata, bo zazwyczaj wystarczy ją mocno wstrząsnąć albo rozbić widelcem – to po prostu efekt higroskopijności. Ale jeśli zauważysz dziwne, ciemne plamki, żółtawe przebarwienia albo pleśń, to natychmiast wywal to do kosza, bo tutaj ryzykujesz już poważnym zatruciem pokarmowym, a Twoje zdrowie jest warte więcej niż te kilkadziesiąt złotych za nowe opakowanie.

Prawdziwym sygnałem alarmowym, którego nie możesz zignorować, jest zapach. Świeży monohydrat jest praktycznie bezwonny i bezsmakowy, więc jeśli po odkręceniu poczujesz ostry, chemiczny odór albo zapach stęchlizny, to znaczy, że w środku zaszły reakcje, których absolutnie nie chcesz w swoim żołądku. Czy naprawdę chcesz ryzykować rewolucje żołądkowe i tydzień przerwy od treningów dla kilku gramów starego prochu? No właśnie, lepiej nie ryzykować.

Zwróć też uwagę na to, jak proszek zachowuje się w wodzie, bo jeśli nagle przestał się rozpuszczać tak jak dawniej albo na dnie zostaje dziwny, śliski osad, to znak, że struktura chemiczna mogła ulec całkowitej degradacji. Czasami kreatyna po prostu traci swoją moc i zamienia się w nieaktywną kreatyninę, co wprawdzie Cię nie zabije, ale sprawi, że Twoja suplementacja będzie całkowicie bezużyteczna i po prostu wyrzucisz pieniądze w błoto, nie dostarczając mięśniom tego, czego potrzebują do wzrostu.

Czy warto ryzykować?

Zastanawiasz się pewnie, czy ta oszczędność kilkudziesięciu złotych na nowej puszce jest warta ewentualnej rewolucji żołądkowej, prawda? Większość badań, w tym te analizujące stabilność suplementów, jasno pokazuje, że monohydrat kreatyny to jedna z najtrwalszych cząsteczek w świecie odżywek, więc jeśli Twoja puszka leżała w suchym i ciemnym miejscu, ryzyko jest naprawdę znikome. Ale musisz mieć świadomość, że z czasem kreatyna powoli degraduje do kreatyniny – związku, który jest całkowicie bezpieczny, ale po prostu nie daje Ci żadnych korzyści treningowych.

Więc jeśli Twoja kreatyna ma rok po terminie, prawdopodobnie wciąż działa niemal tak samo dobrze jak w dniu zakupu. Bo tak naprawdę producenci dają daty ważności „na wyrost”, żeby zabezpieczyć się prawnie, a nie dlatego, że proszek nagle staje się toksyczny w poniedziałek rano po upływie terminu. A Ty przecież chcesz efektów, a nie tylko placebo, więc jeśli proszek wygląda i pachnie normalnie, to droga wolna.

Bilans zysków i strat

Czy Twoje mięśnie w ogóle zauważą, że karmisz je czymś, co teoretycznie powinno być już w koszu? Szczerze mówiąc, jeśli Twoja dieta i trening są dopięte, to te kilka procent mniej aktywnej substancji nie zrobi Ci żadnej różnicy w lustrze ani na sztandze. Ale musisz brać pod uwagę, że przeterminowana kreatyna może gorzej się rozpuszczać, co dla niektórych jest barierą nie do przejścia, bo picie „piasku” do najprzyjemniejszych nie należy.

Więc w najgorszym scenariuszu po prostu pijesz droższą wodę, która nic nie wnosi do Twojej formy. Ale hej, przynajmniej nie marnujesz produktu, za który zapłaciłeś ciężko zarobioną kasą! Pamiętaj tylko, że Twoje bezpieczeństwo jest ważniejsze niż 50 złotych, więc jeśli po pierwszej dawce poczujesz, że Twój żołądek zaczyna dziwnie pracować, po prostu odpuść.

Zalety i wady przyjmowania przeterminowanej kreatyny

Zalety Wady
Oszczędność pieniędzy na nowym opakowaniu Możliwa mniejsza skuteczność anaboliczna
Brak marnowania pełnowartościowego produktu Ryzyko zbrylenia i trudności z rozpuszczaniem
Wysoka stabilność chemiczna monohydratu Potencjalny dyskomfort żołądkowy
Brak toksyczności produktu rozpadu (kreatyniny) Ryzyko rozwoju pleśni przy złym przechowywaniu
Możliwość bezproblemowego dokończenia cyklu Nieprzyjemny zapach lub smak przy wilgoci
Spokój ducha, że nie wyrzucasz dobrego towaru Utrata gwarancji jakości od producenta
Brak nagłych skutków ubocznych po terminie Konieczność dokładnej inspekcji proszku
Możliwość przetestowania odporności organizmu Mniejsza satysfakcja z suplementacji

Kiedy wyrzucić ją do kosza?

A co jeśli po otwarciu puszki zobaczysz coś, co przypomina małe, twarde kamienie zamiast puszystego proszku? To jest ten moment, w którym musisz powiedzieć „stop” i bez żalu posłać opakowanie do śmietnika, bo wilgoć to największy wróg Twojej suplementacji. Jeśli zauważysz jakiekolwiek ciemne kropki, żółte przebarwienia albo poczujesz zapach stęchlizny, to znak, że w środku mogło rozwinąć się życie, którego absolutnie nie chcesz w swoim szejkerze.

Bo widzisz, sama kreatyna się nie psuje, ale zanieczyszczenia, które mogły dostać się do środka podczas Twojego poprzedniego cyklu – jak choćby resztki potu z dłoni czy wilgoć z powietrza – mogą zdziałać cuda w negatywnym tego słowa znaczeniu. Więc jeśli proszek nie jest idealnie biały i sypki, to ryzykujesz infekcją bakteryjną, a to już nie są żarty. Lepiej kupić nową puszkę, niż spędzić tydzień w toalecie zamiast na siłowni.

Pamiętaj, że Twoje zmysły to najlepszy detektor jakości, jakiego możesz użyć. Jeśli po wymieszaniu z wodą płyn ma dziwny, chemiczny posmak, którego wcześniej nie było – wypluj to. Bo nawet jeśli sama kreatyna jest OK, to substancje słodzące i aromaty w wersjach smakowych psują się znacznie szybciej niż czysty surowiec. Więc zachowaj zdrowy rozsądek i nie bądź męczennikiem oszczędności, bo zdrowie masz tylko jedno, a kreatyna jest teraz tania jak nigdy.

Rola kreatyny w Twojej fitnessowej przygodzie

Po co w ogóle jej używasz

Wiesz, sporo osób żyje w błędnym przekonaniu, że kreatyna to jakiś magiczny proszek, który zrobi mięśnie za Ciebie, albo że służy wyłącznie do „zalania się” wodą, żeby lepiej wyglądać w koszulce. Prawda jest jednak taka, że ten suplement to przede wszystkim paliwo dla Twoich mitochondriów, a konkretnie chodzi o błyskawiczną resyntezę ATP. To właśnie ta cząsteczka daje Ci kopa podczas tych pierwszych, najcięższych sekund wyciskania na klatę czy przysiadów z dużym obciążeniem.

Kiedy masz optymalnie nasycone mięśnie, jesteś w stanie wykrzesać z siebie te dodatkowe dwa lub trzy powtórzenia, które w skali miesiąca robią gigantyczną różnicę w budowaniu formy. Badania naukowe wielokrotnie potwierdziły, że regularne przyjmowanie 5g dziennie może podnieść Twoją siłę maksymalną nawet o 15% – a to już konkret, którego nie da się zignorować, jeśli poważnie myślisz o progresie. Bo bez odpowiedniego zapasu fosfokreatyny Twój organizm po prostu szybciej „odcina prąd” i kończysz serię wcześniej, niż byś mógł.

To właśnie ta zdolność do cięższej pracy na treningu sprawia, że kreatyna jest uznawana za najskuteczniejszy legalny suplement na świecie.

Alternatywy, jeśli nie możesz użyć przeterminowanej

Ale co zrobić, gdy Twój stary monohydrat po otwarciu przypomina raczej zbity twardy kamień niż sypki puder albo – co gorsza – dziwnie śmierdzi? Nie musisz od razu panikować i rezygnować z treningu, bo natura ma swoje sposoby na podrzucenie Ci tego związku, choć wymaga to trochę więcej zachodu niż wsypanie miarki do szejkera. Jeśli boisz się, że przeterminowany proszek wywoła u Ciebie rewolucje żołądkowe, najprostszym wyjściem jest uderzenie do kuchni i zjedzenie porządnego kawałka czerwonego mięsa.

Wołowina to absolutny król pod względem naturalnej zawartości tego związku, bo w jednym kilogramie chudego udźca znajdziesz około 4-5 gramów czystej kreatyny. Oczywiście zjedzenie kilograma mięsa na raz to wyzwanie dla żołądka i Twojego portfela, więc jako szybką alternatywę możesz też rozważyć śledzie, które mają jej niemal tyle samo. To dobre rozwiązanie ratunkowe na dzień czy dwa, zanim kurier nie dowiezie Ci nowej, świeżej puszki z pewną datą ważności.

Jeśli jednak Twoim problemem z kreatyną nie jest tylko data, ale też to, że klasyczny monohydrat po prostu Ci „nie wchodzi” i powoduje wzdęcia, warto sprawdzić jabłczan kreatyny (TCM) lub chlorowodorek (HCl). Te formy są znacznie bardziej stabilne, lepiej rozpuszczają się w wodzie i zazwyczaj nie wymagają tak dużych dawek, żebyś poczuł realne działanie na treningu. No i co najważniejsze – nowa puszka HCl daje Ci gwarancję bezpieczeństwa mikrobiologicznego, której przy dwuletnim, otwartym monohydracie po prostu nikt Ci nie da.

Więc co w końcu zrobić z tą starą puchą kreatyny?

Czy naprawdę musisz od razu wyrzucać to opakowanie, które wygrzebałeś z dna szafki, tylko dlatego, że data ważności dawno minęła? W większości przypadków twoja kreatyna jest wciąż całkiem okej, bo to jeden z najbardziej stabilnych suplementów na rynku, więc jeśli nie zmieniła koloru i nie pachnie jakoś dziwnie – to pewnie ci nie zaszkodzi. Ale pamiętaj, że z czasem jej moc może trochę spaść, bo cząsteczki powoli zmieniają się w nieaktywną kreatyninę, więc nie oczekuj cudów, jeśli proszek leżał tam od twoich pierwszych treningów.

Jeśli proszek jest suchy i sypki, pewnie możesz go spokojnie dopić.
Zwróć jednak uwagę na zbrylenia, bo gdy do środka dostała się wilgoć, to sprawa robi się śliska i lepiej nie ryzykować problemów z brzuchem dla tych paru zaoszczędzonych złotych. Bo po co ci bieganie do toalety zamiast bicia rekordów na klatę? Więc sprawdź dokładnie swoją puszkę, oceń sytuację na chłodno i jeśli wszystko wygląda normalnie, to bierz śmiało, ale następnym razem po prostu pilnuj terminów, żeby wycisnąć z suplementacji 100 procent normy.

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *