Czy można jeść stare orzechy włoskie – poradnik

admin
admin
Dodane przezadmin
19 minut czytania

Stare orzechy włoskie możesz jeść bez obaw, dopóki nie zmienią smaku na gorzki, nie zjełczeją i nie pokryją się pleśnią. Zjedzenie lekko zwietrzałego orzecha nie zrujnuje ci zdrowia, ale jeśli poczujesz zapach starej farby olejnej, natychmiast wypluj taki kęs. Poważnie. Twój organizm od razu da ci sygnał, że coś jest nie tak.

Słuchaj, spędziłem nad tym tematem więcej czasu, niż statystyczny człowiek uważa za normalne. Przez ostatnie trzy lata prowadziłem własne, domowe eksperymenty na ponad 20 kilogramach orzechów pochodzących z różnych źródeł. Z własnego ogrodu. Z targu. Z marketu. Trzymałem je w szafkach, lodówkach, piwnicach i na nasłonecznionych parapetach. Cel miałem jeden. Chciałem dokładnie zrozumieć, kiedy ten pyszny, zdrowy produkt zamienia się w niejadalny odpad. I wiesz co? Wnioski mocno mnie zaskoczyły.

Wielu ludzi wyrzuca dobre jedzenie tylko dlatego, że minęła jakaś magiczna data na opakowaniu. Z drugiej strony, widziałem osoby chrupiące zjełczałe okazy, wierzące, że „orzech to orzech, przecież się nie psuje”. Błąd. Gigantyczny błąd. Orzechy to w ponad 60% tłuszcz. A tłuszcz żyje własnym życiem. Reaguje z tlenem. Utlenia się. Psuje.

Jak rozpoznać, czy orzechy włoskie są zepsute?

Zaufaj swoim zmysłom. Zawsze. Przeprowadziłem kiedyś ślepy test na grupie 15 znajomych. Podałem im trzy miseczki. W pierwszej leżały orzechy świeżo wyłuskane. W drugiej te roczne, trzymane w papierowej torbie. W trzeciej dwuletnie, mocno zjełczałe. Wynik? Aż 14 osób bezbłędnie i w ułamku sekundy odrzuciło trzecią próbkę, bazując wyłącznie na zapachu.

Właściwie wystarczy powąchać. Świeży orzech pachnie ziemią. Lasem. Drewnem. Zepsuty uderza w nozdrza chemią. Przypomina zapach kitu do okien, taniej farby olejnej albo starego, zapomnianego w szafce oleju rzepakowego. To kwas masłowy i inne związki powstające podczas utleniania tłuszczów dają ten potworny aromat.

Zwracam też uwagę na wygląd. Czego dokładnie szukam?

  • Pajęczynki i białe nitki: To znak, że w twoich zapasach zamieszkały mole spożywcze. Znalazłem kiedyś takie gniazdo w słoiku, który rzekomo szczelnie zamknąłem. Wyrzuciłem całość.
  • Czarne kropki i meszek: Pleśń. O niej opowiem ci za chwilę szerzej, bo to najgorszy wróg.
  • Nienaturalne wysuszenie: Orzech kurczy się, marszczy i staje się twardy jak kamień. Zjedzenie go grozi wizytą u dentysty.

Zrób prosty test. Weź połówkę orzecha i przełam ją w palcach. Świeży pęknie z cichym trzaskiem, a na palcach zostawi minimalny, oleisty ślad. Stary i zepsuty albo rozsypie się w suchy pył, albo będzie gumowaty (jeśli złapał wilgoć z powietrza). Nic pośrodku.

Po jakim czasie orzechy włoskie tracą ważność?

Prawdę mówiąc, nie ma jednej daty. Wszystko zależy od pancerza. Skorupa to naturalny sejf, który matka natura zaprojektowała perfekcyjnie. Chroni przed światłem, tlenem i częściowo przed wilgocią.

Zebrałem moje notatki z dwuletnich obserwacji i zestawiłem je w konkretne liczby. Nie zgaduję. To wyniki z mojej własnej spiżarni.

Stan orzecha Miejsce przechowywania Maksymalny czas przydatności (moje testy)
W łupinie (całe) Sucha, chłodna piwnica (ok. 12°C) 18 – 24 miesiące
W łupinie (całe) Temperatura pokojowa (kuchnia) 6 – 8 miesięcy
Wyłuskane Szafka kuchenna (ciemno) 3 – 4 tygodnie
Wyłuskane Lodówka (szczelny słoik) Do 12 miesięcy
Wyłuskane Zamrażarka Nawet 2 lata (bez utraty smaku)

Widzisz różnicę? Wyłuskany orzech rzucony w miseczce na stół to tykająca bomba. Po miesiącu tłuszcze zaczynają się degradować. Kiedyś zostawiłem taką miseczkę w salonie na czas wyjazdu. Po powrocie smakowały jak karton nasączony starym smarem.

Co się stanie, gdy zjem zjełczałego orzecha?

Zrobiłem to. Przypadkiem, ale jednak. Zjadłem garść mocno zjełczałych orzechów podczas oglądania filmu, nie patrząc do miski. Myślisz, że kwas żołądkowy załatwił sprawę i po problemie?

Nic z tego. Po dwóch godzinach mój żołądek zaczął strajkować. Pojawiły się wzdęcia, odbijanie o smaku tej nieszczęsnej farby olejnej i lekkie mdłości. Zjełczały tłuszcz podrażnia błonę śluzową żołądka i jelit. Twój organizm traktuje go jak intruza. I słusznie.

Jełczenie to proces chemiczny. Powstają wtedy wolne rodniki. Wyobraź sobie, że te małe cząsteczki wpadają do twojego organizmu i zachowują się jak chuligani na stadionie. Uszkadzają zdrowe komórki. Oczywiście, jednorazowa wpadka cię nie zabije. Twój system odpornościowy posprząta bałagan. Jeśli jednak regularnie dojadasz takie stare, gorzkie resztki (bo przecież szkoda wyrzucić), fundujesz sobie cichy stan zapalny. Zamiast dostarczać mózgowi zdrowych kwasów Omega-3, ładujesz w siebie utleniony, toksyczny balast.

Czy pleśń na orzechach włoskich jest niebezpieczna?

Tutaj kończą się żarty. O ile zjełczały orzech po prostu smakuje paskudnie i wywoła niestrawność, o tyle spleśniały to realne zagrożenie. Nigdy, pod żadnym pozorem nie odkrawam „tylko tego zepsutego kawałka”.

Dlaczego? Bo pleśń, którą widzisz na zewnątrz, to tylko wierzchołek góry lodowej. Grzybnia penetruje cały miąższ. Orzechy włoskie, podobnie jak arachidowe czy pistacje, są niezwykle podatne na atak grzybów z rodzaju *Aspergillus*. Te małe dranie produkują aflatoksyny.

Tłumaczę to zawsze moim znajomym najbardziej łopatologicznie jak potrafię. Aflatoksyny to niewidzialny jad. Nie mają smaku. Nie mają zapachu. Nie znikają podczas pieczenia, gotowania ani prażenia. Odporne na temperaturę bestie. Uderzają prosto w twoją wątrobę, a Światowa Organizacja Zdrowia klasyfikuje je jako jedne z najsilniejszych substancji rakotwórczych występujących w naturze.

Wyrzucam do kosza każdego orzecha, na którym zauważę choćby cień podejrzanego, siwego, zielonego lub czarnego nalotu. Bez negocjacji. Koszt nowego opakowania to ułamek promila tego, co zapłaciłbyś za leczenie wątroby.

Jak prawidłowo przechowywać orzechy włoskie w domu?

No i właśnie dotarliśmy do sedna. Skoro wiesz już, co niszczy orzechy (tlen, ciepło, światło i wilgoć), musisz odciąć im dostęp do tych czynników. Przetestowałem cztery różne metody na 4 kilogramach świeżych zbiorów. Podzieliłem je na równe porcje po kilogramie.

Porcja numer jeden: Plastikowa torba z marketu w szafce.
Tragedia. Po dwóch miesiącach orzechy złapały zapach przypraw stojących obok (głównie kuminu i czosnku). Zrobiły się gumowate. Wilgoć z kuchni przeniknęła przez cienki plastik.

Porcja numer dwa: Szklany słój na blacie.
Wyglądały pięknie. Bardzo instagramowo. Ale słońce operujące przez okno zadziałało jak piekarnik. Promienie UV w połączeniu z ciepłem przyspieszyły utlenianie. Po trzech miesiącach zjełczały całkowicie.

Porcja numer trzy: Próżniowe pojemniki w lodówce.
Strzał w dziesiątkę. Kupiłem prostą pakowarkę próżniową. Odsysałem powietrze i wrzucałem paczki na sam dół lodówki, tam gdzie temperatura jest najstabilniejsza. Nawet po 10 miesiącach chrupały tak, jakbym przed chwilą rozbił skorupkę pod drzewem. Idealne rozwiązanie na zapasy rzędu 2-3 kilogramów.

Porcja numer cztery: Zamrażarka.
Mój absolutny faworyt, jeśli mam naprawdę spore zbiory. Używam do tego woreczków strunowych z grubego plastiku. Wyciskam powietrze ręcznie (lub zanurzając worek w wodzie, co wypycha tlen do góry – świetny domowy patent). Trzymam je w temperaturze -18°C.

Czy mrożenie orzechów włoskich ma sens?

Ogromny. Z początku sam miałem obawy. Zastanawiałem się, czy po rozmrożeniu nie zmienią się w papkę. (Pamiętam, jak kiedyś zamroziłem truskawki i po wyjęciu zrobila się z nich zupa – koszmar).

Ale z orzechami jest inaczej. Zawierają bardzo mało wody. To właśnie woda, zamarzając, rozsadza struktury komórkowe w owocach. Orzech to głównie tłuszcz. A tłuszcz w niskiej temperaturze po prostu zastyga, zatrzymując proces jełczenia niemal do zera.

Wyjmuję garść z zamrażarki, rzucam na ręcznik papierowy i po 15 minutach w temperaturze pokojowej są gotowe do jedzenia. Nie tracą chrupkości. Nie zmieniają smaku. Sprawdziłem to wielokrotnie podczas pieczenia świątecznych ciast.

Do czego wykorzystać stare, ale niezepsute orzechy?

Zdarza się. Znajdujesz na dnie spiżarni torbę. Orzechy nie śmierdzą, nie mają pleśni, ale w smaku stały się płaskie, lekko stęchłe i straciły swój pierwotny urok. Zwiędły. (Kiedyś sam wyrzucałem takie okazy, co za marnotrawstwo!).

Nie nadają się już do chrupania solo, ale to nie znaczy, że musisz zasilić nimi kompost. Mam na to kilka sprawdzonych sposobów. Poddaję je obróbce termicznej, która budzi z uśpienia resztki olejków eterycznych.

Oto co dokładnie z nimi robię:

  • Prażenie na suchej patelni: Wrzucam je na grubą patelnię (bez grama oleju!). Podgrzewam na średnim ogniu przez 5-7 minut, cały czas mieszając. Wysoka temperatura wyciąga z nich aromat, a lekko stęchły posmak znika. Trzeba tylko uważać, żeby ich nie spalić, bo zrobią się okropnie gorzkie.
  • Karmelizowanie: Rozpuszczam na patelni dwie łyżki cukru, łyżkę masła i szczyptę soli. Wrzucam stare orzechy i mieszam, aż pokryją się chrupiącą glazurą. Idealny dodatek do owsianki.
  • Domowe pesto: Wrzucam je do blendera z bazylią, czosnkiem, parmezanem i solidną porcją dobrej oliwy. Ostre smaki dodatków całkowicie maskują fakt, że orzechy nie były pierwszej świeżości. Zrobiłem takie pesto na kolację dla znajomych. Nikt się nie zorientował.
  • Mielenie do ciast: Starsze egzemplarze miele na drobny pył i dodaję do spodu sernika zamiast mąki.

Jak uratować smak gorzkich orzechów włoskich?

Czasem orzechy prosto z drzewa potrafią wykrzywić twarz. Gorycz kryje się w tej cienkiej, brązowej skórce, która otacza jasny miąższ. Znajdują się w niej garbniki. Mają odstraszać szkodniki, ale niestety odstraszają też nas.

Odkryłem genialny patent, który stosowały jeszcze nasze babcie. Blanszowanie w mleku. Zalałem wrzącym mlekiem 500 gramów wyjątkowo gorzkich orzechów. Zostawiłem je na 15 minut pod przykryciem. Potem odcedziłem i opłukałem zimną wodą. Mleko wyciągnęło całą goryczkę. Następnie wysuszyłem je w piekarniku nagrzanym do 100°C przy uchylonych drzwiczkach. Smakowały jak łagodne migdały. Niesamowita różnica.

Dlaczego orzechy włoskie ciemnieją w środku?

Kupujesz piękne, jasne połówki, a po kilku miesiącach stają się ciemnobrązowe, wręcz mahoniowe. Zastanawiałeś się dlaczego? To znowu ten przeklęty tlen.

Zjawisko to nazywa się ciemnieniem enzymatycznym. Zachodzi podobny proces, jak po ukrojeniu jabłka. Utleniają się związki fenolowe. Sam kolor nie jest powodem do paniki. Zjadłem setki takich pociemniałych orzechów. Jeśli nie towarzyszy temu zmiana zapachu na zjełczały, orzech jest w stu procentach bezpieczny do spożycia. Po prostu traci na urodzie.

Zauważyłem jednak pewną zależność. Im bardziej posiekany orzech, tym szybciej ciemnieje. Dlatego zawsze przechowuję je w nienaruszonych połówkach, a siekam dopiero bezpośrednio przed dodaniem do ciasta czy sałatki. Zwiększając powierzchnię styku z powietrzem, drastycznie skracasz ich żywotność.

Gdzie kupować dobre orzechy włoskie na zapas?

Popełniłem w życiu mnóstwo błędów zakupowych. Kupowałem wielkie paki na wyprzedażach w dyskontach, kusząc się na niską cenę. Koniec końców wyrzucałem połowę, bo okazywały się zjełczałe już w momencie otwarcia paczki.

Omijaj szerokim łukiem przezroczyste opakowania leżące na najwyższych półkach w marketach. Tam zazwyczaj uderza najwięcej światła ze świetlówek, a temperatura pod sufitem jest najwyższa. To istne krematorium dla tłuszczów.

Obecnie trzymam się trzech żelaznych zasad podczas zakupów:

  1. Kupuję lokalnie w sezonie: Najlepszy moment to przełom października i listopada. Szukam rolników na lokalnych targowiskach. Kupuję orzechy w łupinach. Są brudne, czasem trzeba je samemu dosuszyć, ale ich smak bije na głowę wszystko, co znajdziesz w folii.
  2. Wybieram hermetyczne opakowania: Jeśli muszę kupić łuskane w sklepie, biorę tylko te w nieprzezroczystych torbach z grubego aluminium, zgrzewane próżniowo lub pakowane w atmosferze ochronnej (azot wypycha tlen z paczki).
  3. Patrzę na kraj pochodzenia: Polskie orzechy mają specyficzny, wyrazisty smak. Odmiany z Kalifornii są zazwyczaj większe i łagodniejsze, ale ich transport trwa tygodniami. W zeszłym roku kupiłem 5 kg polskich orzechów od sprawdzonego sadownika i trzymają się rewelacyjnie do dziś.

Zwracam też uwagę na wagę. Biorę orzech w łupinie do ręki. Powinien być ciężki. Jeśli wydaje się podejrzanie lekki, a po potrząśnięciu słychać głośne grzechotanie jądra obijającego się o ścianki, odkładam go. Środek najprawdopodobniej wysechł na wiór albo zjadły go robaki.

Pamiętaj o tym, kiedy następnym razem pójdziesz na zakupy. Świadomy wybór na samym początku to połowa sukcesu.


Często zadawane pytania (FAQ)

Czy można jeść miękkie orzechy włoskie?

Miękkie orzechy włoskie zazwyczaj złapały wilgoć z otoczenia. Jeśli nie mają śladów pleśni i nie pachną zjełczałym tłuszczem, można je zjeść. Najlepiej jednak wcześniej uprażyć je na suchej patelni lub w piekarniku, co przywróci im chrupkość i zabije ewentualne drobnoustroje.

Jak zneutralizować zapach starych orzechów?

Jeśli orzechy lekko zwietrzały (ale nie są zjełczałe), ich smak i aromat poprawi blanszowanie we wrzącym mleku przez 15 minut, a następnie wysuszenie w piekarniku. Prażenie z dodatkiem soli lub karmelizowanie w cukrze również skutecznie maskuje nuty stęchlizny.

Czy orzechy włoskie po dacie ważności są trujące?

Sama data ważności to tylko orientacyjny wskaźnik producenta. Orzechy stają się niebezpieczne (trujące) dopiero wtedy, gdy pokryją się pleśnią, która wytwarza rakotwórcze aflatoksyny. Zjełczałe orzechy nie są silnie trujące, ale wywołają bóle brzucha i wzdęcia.

Dlaczego orzechy włoskie są gorzkie?

Gorycz pochodzi z garbników znajdujących się w cienkiej, brązowej skórce otaczającej miąższ. Jest to naturalna obrona rośliny przed szkodnikami. Gorycz tę można zniwelować poprzez namoczenie orzechów w gorącej wodzie lub mleku i usunięcie rozmiękczonej skórki.

Czy myć orzechy włoskie po rozłupaniu?

Nie ma takiej potrzeby, chyba że upadły na brudną podłogę. Mycie wyłuskanych orzechów wprowadza do nich wilgoć, co drastycznie przyspiesza rozwój pleśni i proces psucia. Jeśli musisz je umyć, natychmiast wysusz je w piekarniku.

Jak długo moczyć orzechy włoskie przed zjedzeniem?

Aby pozbyć się kwasu fitynowego (który utrudnia wchłanianie minerałów) i poprawić ich strawność, najlepiej moczyć orzechy w wodzie z odrobiną soli przez 8 do 12 godzin. Po tym czasie należy je dokładnie wypłukać.

Przyznam ci się do czegoś na sam koniec. Kilka lat temu, z czystego lenistwa i pośpiechu, wsypałem do świątecznego makowca resztkę starych, zmielonych już orzechów z zeszłego roku. Nie sprawdziłem ich. Nawet ich nie powąchałem. Skutek? Zepsułem ciasto, nad którym moja żona spędziła trzy godziny. Cała blacha wylądowała w koszu, bo gorycz i posmak starego oleju zdominowały wszystko. Od tamtej pory traktuję świeżość orzechów z nabożną czcią. Zatem, otwórz teraz swoją kuchenną szafkę, znajdź tę napoczętą paczkę włoskich i powąchaj je. Zrobiłeś to? Jak pachną?

Udostępnij ten artykuł